Posty otagowane jako ból
Czas chyba coś napisać. Ostatnio ciężko mi się było pozbierać - miałem i sporo pracy, i dużo biegania, i zmęczenie spore. W tym tygodniu zaplanowane było lekkie luzowanie, ale organizm wymusił je nieco wcześniej.
Coś mi się zdaje, że na moim blogu zacznie panować normalność - czyli wrócę do zwyczajowego narzekania. Bo tak: wszystko mnie znowu boli. Przez ostatnie kilka miesięcy bawiłem się treningiem, trenowałem łagodnie, do tego raz dziennie. Efektem był brak bólu, ale i wątpliwej jakości strzały wynikowe w rodzaju 1:10:55 w półmaratonie. Teraz postanowiłem wziąć się w garść, trening buchnął jak płomień i pochłonął mnie zupełnie. Efektem jest ból wszystkiego i ciągle.
Pierwszy, treningowy start sezonu 2008 już za mną. Zadebiutowałem na ulicy jako długodystansowiec. 10km w Wałczu okazało się trudnym, ale przyjemnym biegiem.
Już prawie tydzień jestem poza domem. A w niedzielę w Warszawie w studiu Eurosportu komentuję maraton londyński. Zapraszam do słuchania.
Nie jest źle - biegam wreszcie bez bólu. Właściwie: prawie bez bólu, bo oczywiście bolą mnie mięśnie, trochę wciąż stopa, dziś czułem pachwinę... Ale jest to zupełnie bez porównania z wcześniejszą sytuacją.
Zrobiłem luźniejszy tydzień, odwiedziłem też specjalistkę do rehabilitacji i leczenia kontuzji. Pisząc siedzę i turlam butelkę. Dlaczego? Bo...
Czas na update bloga. Tym bardziej, że wiele się zmieniło. Nastąpił cud niewiele mniej spektakularny niż zmartwychwstanie: niespodziewanie ozdrowiałem. Przeczytaj, a może i ty pomożesz sobie.
Dzisiaj muszę trochę ponarzekać, naprawdę. Jestem tak zdechły, że po treningu padłem na podłogę, leżałem i kwiczałem.
