Posty otagowane jako Ola Jakubczak
Dzisiaj kilka słów o półmaratonie w wykonaniu Oli, o duszy maratończyka oraz o moich ostatnich treningach. Co tu dużo pisać - kawał solidnego tekstu. Zapraszam do czytania.
Pierwszy start 2012 wypadł pozytywnie: Ola w Bydgoszczy zdobyła brązowy medal przełajowych mistrzostw Polski. Ja nieco słabiej - 19, ale bieg i samopoczucie lepsze niż zajęte miejsce, wracamy względnie zadowoleni.
Chociaż za oknem śnieg i plucha, każdy mijający dzień coraz bardziej przybliża sezon startowy 2012. Staram się o tym pamiętać i nie marnować czasu. Trening wykonany teraz decyduje w końcu o tym, jaka będzie forma w lecie. I jak na razie wszystko wygląda u mnie dobrze.
Wymyśliłem ostatnio, że do tej pory nie miałem nigdy jakiegoś dłuższego okresu naprawdę solidnego treningu. Zawsze coś wypadło, a to kontuzje (najczęściej drobne, ale upierdliwe, uniemożliwiające normalne bieganie), a to fatalna pogoda, a to jakieś inne życiowe zawirowania. A piszę o tym dlatego, że stuknął mi trzeci tydzień solidnego treningu w dobrym klimacie, w tym dwa tygodnie naprawdę mocno, z podwójnymi treningami. I owszem, jest zmęczenie, nogi bolą niemiłosiernie, ale poza tym czuję zalążki mocy. Jeśli przetrwam następne dwa miesiące, nie ma szans, żeby nie było dobrze.
Kolejne dni w Las Cruces zaczęły mijać niesłychanie szybko. Wszystko przez trening: 5 razy w tygodniu dwa razy dziennie, dwa razy pojedyncze dłuższe treningi, a w wolnych chwilach niezbędne zakupy. Wychodzimy z domu praktycznie tylko na trening oraz po jedzenie. Wyjątkiem była niedziela, kiedy wyskoczyliśmy na samochodowy objazd okolicy. Stamtąd dwa dzisiejsze zdjęcia. Ale o tym za chwilę.
Właśnie skończyłem swój tegoroczny sezon startów na bieżni. Razem z Olą startowaliśmy na lidze lekkoatletycznej w Krakowie. Nie wypadło to zbyt okazale. Trafiliśmy na marne warunki pogodowe, zimno i potężny wiatr. Ola do tego ma od pewnego czasu problem z zapaleniem zęba, jest nieco rozbita. Ja pobiegłem więc 1:52,61 i byłem czwarty, Ola 2:08,17 i chyba była piąta. Jak na panujące warunki oceniam ten start jako przeciętny, ale ze wskazaniem na dobry.
Czas na małe podsumowanie tego, co działo się u nas w ostatnich dniach. Po mistrzostwach Polski ani ja, ani Ola nie odpoczywaliśmy. Już 4 dni później biegliśmy w Bursztynowej Mili w Sopocie - elitarnej imprezie, w której startuje tylko 12 kobiet i 12 mężczyzn. Poszło to w sposób mieszany - Ola była trzecia, wygrywając m.in. z Anią Jakubczak. Całość wygrała Angelika Cichocka, biegająca głównie na dystansie 800m. Ja wypadłem (i to dosłownie!) zdecydowanie gorzej.
Podsumowanie naszych startów w Lekkoatletycznych Mistrzostwach Polski 2009, które odbyły się w Bydgoszczy. Były dla nas całkiem udane: padły dwie życiówki, a Ola przywiozła brązowy medal z biegu na 5000m.
Jestem właśnie w rozjeździe, pomiędzy startem na Memoriale Kusocińskiego w Warszawie a mitingiem w Siedlcach. Dlatego tylko szybki wpis, na gorąco po biegach.
Zgodnie z obietnicą mała seryjka zdjęć z Mistrzostw Polski. Mistrzostwa, jak wiadomo, były bardziej owocne dla Oli niż dla mnie, dlatego jej dam więcej. Pewnie i tak część czytelników jest ciekawa, o jakiej Oli piszę, więc, zaczynamy, najpierw oboje w pełnej okazałości, rano na stadionie, badając twardość tartanu, aby dobrać wkręty z odpowiedniego stopu metalu:
