Posty otagowane jako Las Cruces
Czas chyba coś napisać. Ostatnio ciężko mi się było pozbierać - miałem i sporo pracy, i dużo biegania, i zmęczenie spore. W tym tygodniu zaplanowane było lekkie luzowanie, ale organizm wymusił je nieco wcześniej.
Wygląda na to, że jest lepiej. Naprawdę. Po trzech tygodniach męki zaczęło mi się całkiem znośnie biegać. Owszem, jest zmęczenie, ale to już nie jest rzeźba. Cały czas w przyjemnych warunkach robimy potężną pracę treningową. W środę biegliśmy 24km - 12km wspinaczki, potem 12km w dół. Bardzo przyjemny trening. Dzisiaj idziemy na stadion na jakiś szybszy bieg ciągły, zobaczymy, jak to wyjdzie.
Wymyśliłem ostatnio, że do tej pory nie miałem nigdy jakiegoś dłuższego okresu naprawdę solidnego treningu. Zawsze coś wypadło, a to kontuzje (najczęściej drobne, ale upierdliwe, uniemożliwiające normalne bieganie), a to fatalna pogoda, a to jakieś inne życiowe zawirowania. A piszę o tym dlatego, że stuknął mi trzeci tydzień solidnego treningu w dobrym klimacie, w tym dwa tygodnie naprawdę mocno, z podwójnymi treningami. I owszem, jest zmęczenie, nogi bolą niemiłosiernie, ale poza tym czuję zalążki mocy. Jeśli przetrwam następne dwa miesiące, nie ma szans, żeby nie było dobrze.
Kolejne dni w Las Cruces zaczęły mijać niesłychanie szybko. Wszystko przez trening: 5 razy w tygodniu dwa razy dziennie, dwa razy pojedyncze dłuższe treningi, a w wolnych chwilach niezbędne zakupy. Wychodzimy z domu praktycznie tylko na trening oraz po jedzenie. Wyjątkiem była niedziela, kiedy wyskoczyliśmy na samochodowy objazd okolicy. Stamtąd dwa dzisiejsze zdjęcia. Ale o tym za chwilę.
Trening w meksykańskich górach zaczyna wchodzić w fazę ciężką. To jest taki okres roku, kiedy biegacz cały czas jest lekko zmęczony. Ważne jest oczywiście kontrolowanie tego zmęczenia, ono nie może przekroczyć pewnego punktu krytycznego, ale jest stale obecne.
No to się zaczęło - ostre trenowanie. Koniec wakacji. Po pierwsze, dzisiaj po raz pierwszy od miesięcy wyszedłem na podwójny trening. Popołudniu zrobiłem z Olą i Dorotą spokojne 8km. Ostatni raz na szaleństwo dwóch biegowych treningów dziennie pozwoliłem sobie we wrześniu, a jeszcze wcześniej - pod koniec lipca ubiegłego roku.
Za nami kolejny etap treningowego pobytu w USA. Z Albuquerque przenieśliśmy się do Las Cruces, gdzie zatrzymamy się u Doroty Grucy, rekordzistki Polski w biegu na 10 000m.
