Dzisiaj jestem naprawdę zadowolony. Mimo dużego kilometrażu zacząłem czuć lekki luz w nogach. Było dość ciepło, biegałem w krótkich getrach i mimo sporego wiatru bieg ciągły wyszedł mi najszybciej do tej pory. 10km ze średnią 3.49/km, było to jednak z narastającą prędkością: zacząłem na 3.58 i stopniowo podkręcałem, ostatni kilometr przyłożyłem w 3.26. Jest więc naprawdę nieźle. I chociaż podejrzewam, że za tydzień, gdy kilometraż mocno znowu wzrośnie, pobiegnę wolniej, wszystko idzie w dobrym kierunku.
Po biegu ciągłym zrobiłem płotki i 5 x 100m przebieżki, potem kilometr roztruchtania. Popołudniu zaś 12km rozbiegania w górach. Łączny kilometraż dzisiaj to 27 km. Niestety, jutro znowu ochłodzenie, co najmniej 4-dniowe.
Wieczorem wyskoczymy do Wal-Martu, muszę kupić te nowe buty do pracy. A rano załatwialiśmy sprawy w banku, jestem zadowolony, bo po pierwsze zamówiłem paski do mierzenia zakwaszenia i powinienem mieć je w ciągu tygodnia, po drugie zaś, nie miałem żadnych problemów z komunikacją po angielsku, mimo dość śliskiej przecież, bankowej, materii.
