Północ już prawie klika, a ja dopiero niedawno wróciłem z pracy, może z 15 minut temu. Na szczęście pospałem prawie godzinę w dzień, po treningu, więc czuję się w miarę świeżo. Ale po treningu rzeczywiście ścięło mnie jak rzadko kiedy, ledwo wmusiłem w siebie obiad i doczołgałem się do łóżka... A niby nie było jakoś specjalnie mocno. Robiłem moją zwykłą siłę biegową, ale przed nią pobiegałem 12km po górach, do tego dość żwawo dzisiaj. Łącznie wyszło więc 18km, solidny przebieg jak na ten trening. Do tego wypady, hopy, miało mnie co zmęczyć.
W pracy dzień niezły, dobrze się czułem, w miarę zarobiłem, a jutro znowu wolne. Muszę kupić jakieś witaminy, przede wszystkim witaminę A, bo zaczęły znowu pękać mi usta. Nie jem tu zbyt wielu owoców, tylko banany i pomarańcze. Piję też soki, ale to widać za mało na tym wypłukującym treningu.
Dziś wreszcie pogoda znowu wiosenna, biegałem bez ortalionu, słońce przygrzewało, wiatr nie wiał... Jutro ma być jeszcze lepiej, akurat jedziemy na tartan, więc pobiegam w krótkich gaciach. A w Polsce powoli zaczyna się ochładzać. Wreszcie! Niech was tam trochę przymrozi! A, co!
