Właśnie wróciłem z Wigilii u znajomych Polaków. Niestety, nie było opłatka, poczta nie dostarczyła na czas. Nie było też 12-stu potraw, ale za to Ola zrobiła pyszną rybę i krokiety, a Maciek pierogi i bigos.
Pogoda powoli, powolutku się poprawia, śnieg topnieje stopniowo, ale nocami wciąż łapie mróz. W górach nie spotykam żadnych wyczynowców, jedynie biegaczy-amatorów, choć ci mistrzowie, którzy przyjeżdżają do Albuquerque, na pewno gdzieś się tu kryją.
Przez ostatnie dni nie potrenowaliśmy wiele. Najpierw Olę bolała kostka i jeden dzień odpuściła, potem spadł śnieg i kilka dni robiliśmy tylko lekkie rozbiegania i przebieżki. Wczoraj zrobiłem lekką siłę biegową: 10 x 60m skipu A, więcej się nie dało, bo wciąż leżał śnieg. Potem 10 x 120m przebieżki, po asfalcie niestety. Zaś przed 10km rozbiegania. Dzisiaj biegałem na stadionie bieg ciągły 5 x 2km, przerwa 3 minuty truchtu. Wolno wciąż to było, 7.33-7.37, w takim przedziale się zmieściłem. Nie dało rady szybciej, bo po pierwsze jestem wciąż zmęczony mięśniowo, a po drugie, wiał potężny, straszny wręcz, lodowaty wiatr. Jedną prostą biegło się jak po zaoranym polu. Na koniec pobawiliśmy się na płotkach. Bałem się, czy moje kostki wytrzymają te kilka dni po twardym, ale jakoś dałem radę. Tydzień odpuszczenia zamknąłem z bilansem 97km.
Muszę kupić nowe buty do pracy, bo na mokrej podłodze potwornie się ślizgam. Co prawda w pracy noszę teraz ochraniacze na kostki i dzięki temu unikam kontuzji przeciążonych bieganiem stawów, ale dzisiaj zaliczyłem ze 2-3 takie poślizgi, że cudem uniknąłem poważniejszych obrażeń. Poza tym jeszcze wpadnę na jakiegoś klienta, złamię mu coś, a on poda mnie do sądu i każą mi zapłacić milion dolarów. I będę musiał pracować 200 lat, żeby się wypłacić... Dowiedziałem się, że w Wal-Marcie są specjalne buty antypoślizgowe za 21 dolarów. Muszę je mieć.
Nie pisałem nic o zawodach biegowych, ale przyjdzie na to czas. Niedługo zaczyna się sezon halowy, na pewno będzie okazja do gawędy przy ognisku, jak to się kiedyś biegało, a jak biega się teraz. Na razie wysłuchuję takich gawęd od Wieśka, biegacza z 20-letnim stażem. Facet zna chyba wszystkich, którzy w Polsce mieli coś wspólnego z lekkoatletyką. Poza tym biegał w tylu biegach, że głowa boli. Np. w biegu, gdzie Haile Gebrselassie, w Stanach, pobił rekord świata w półmaratonie. Albo w Pucharze Europy kiedyś. Podobnie Krzysiek, opowiadał, jak biegał w Pucharze Europy i dostał dubla od słynnego Włocha Panetty. No i to są wspomnienia!
Idę spać. Dobranoc.
Oceń
Mapa
Komentarze

Maciek