Zawiało dzisiaj, że hej... Za oknem szaleje potworna wichura, jutro to samo ma być w dzień. Nawet śnieg ma spaść. Jeśli będzie naprawdę źle, a na to się zapowiada, to nie idę na trening, nie ma co rzeźbić. Ten tydzień będzie trochę odpoczynkowy, kilometraż spadnie mi o ok. 30%, do mniej więcej 90km. Nie ma co bowiem piłować cały czas.
Już dzisiaj robiłem nieco odmulającą jednostkę treningową. Dobiegłem 4km do gór, tam gimnastyka, 10 dwusetek i z powrotem. Po wczorajszych 400tkach dwusetki biegało się zaskakująco luźno. Robiłem to w tempie 36-35 sekund, a ostatnią przygrzmociłem w 30,07! Tym, którym te prędkości wydają się śmieszne, muszę przypomnieć, że robię to na piaszczystej, pofałdowanej górskiej ścieżce, na wysokości ponad 1800mnpm! W tych warunkach płuca zamieniają się w gąbkę, nogi miękną, a wskazówki stopera zdają się pędzić z prędkością światła.
Po 1,5 miesiąca w Albuquerque czuję jednak, że moje płuca powiększyły się potężnie. Biegnę, biegnę i nic, oddechowo zdaję się nie mieć dna. Podobnie nogi. Owszem, zmęczone, ale czuję w nich taką chamską, brutalną siłę, że aż się boję... Co będzie za 4 miesiące?!
Jestem teraz po pracy, dochodzi 23, popijam przemyconego z restauracji root beera, czyli bezalkoholowe piwo korzenne (pycha!) i zastanawiam się, co dalej. Grudzień, czas rozliczeń, na szczęście nie podatkowych, kolejny krzyżyk na karku... Dzisiaj pewna Pam, koleżanka z pracy dała mi na oko 29 lat... Dwadzieścia-kurde-dziewięć! Moi rówieśnicy mają już dzieci, samochody, kredyty na 2 miliardy, wykupione miejsce na cmentarzu, lasery, komputery i statki kosmiczne, a ja...
Pocieszę się zdjęciem z pracy. Oto ja i dwie śliczne koleżanki z restauracji:

Dobranoc!
Oceń
Mapa
Komentarze


Trochę nie wytrzymuję polecanych planów treningowych (pamiętasz o biegaczach przed 50-tką !)ale wytrwale ćwiczę.
Miej radosne i spokojne Święta,bij mistrzów w 2007 roku i....
oczywiście pisz.
Pozdrawiam serdecznie
Krzysztof M.
Wałbrzyski Klub Biegacza