20
01/2012
15:31
Ostatnie dni nieco popsuły mi humor, ale dwa pierwsze tygodnie stycznia upłynęły pod znakiem zdrowia i potężnej dawki treningowej. Zaliczyłem trzeci bardzo ciężki tydzień z rzędu, przebiegając prawie 160km. Po tym odpuściłem - w kolejnym miałem tylko 109km. Mimo wszystko jednak moje tegoroczne odpuszczenie odpowiada szczytowej objętości treningu zeszłej zimy. Taka jest skala zmian, które zaszły od początku grudnia.

Co więcej, ta objętość to nie tylko rozbiegania. Są tu i szybsze zabawy biegowe, i spora ilość podbiegów, dłuższe rozbiegania, ciężkie zajęcia na sali, ba - zdarzyły mi się nawet dwa biegi ciągłe o objętości 15km każdy! Widać wyraźnie że nie tylko wróciły mi siły, ale i chęć do pracy biegowej. Jedno zresztą wiąże się z drugim.

Biegania było bardzo dużo, podobnie ogólnej i biegowej siły. W poprzednią sobotę biegałem pierwszy raz od dawna trening na dłuższych podbiegach - 15x200m. Dało mi to porządnie w kość, tym bardziej, że poprzedziłem to solidną porcją skoczności na maksymalnych obrotach. Dzisiaj powtórzyłem ten trening, ale na innym podbiegu, dużo trudniejszym. Spadł bowiem śnieg i muszę zdrowo kombinować. Znalazłem podbieg o trudnym nachyleniu przez pierwsze 120 metrów. Po nich było... jeszcze gorzej. Ostatnie 80m tego podbiegu to doprowadzająca do agonii ściana, która rozsadzała mi mięśnie nóg. Tętno szalone, język na wierzchu. Po skończeniu byłem jednak zadowolony - czasami warto pobiegać coś tak trudnego.

Cały tydzień upłynął pod znakiem padającego i topniejącego śniegu. Już myślałem, że zima w tym roku oszczędzi nam tego diabelstwa. U mnie śnieg to nie jest przyjemny puszek. Nad morzem ciągle pada, a temperatura jest bardzo zmienna. Zależnie od kaprysu pogody mam więc pod nogami albo niekształtną masę śnieżno-lodową, albo mokrą ciapę śnieżno-błotną. Od kilku dni panuje faza ciapy. Właściwie wszędzie jest bagno. Wczoraj po raz pierwszy się poddałem, nie zrobiłem rano treningu. Wyszedłem biegać, ale błoto uniemożliwiło właściwie zrobienie jednego normalnego kroku i po kilkunastu minutach wróciłem do domu. Wieczorem na chodnikach było niewiele lepiej, biegnąc grzązłem po kostki w lodowatej, rozmiękłej ciapie.

Mimo drobnych niedogodności jestem na razie bardzo zadowolony z tegorocznego treningu. Co prawda pojawił się drobny problem zdrowotny: 2-3 dni temu naciągnąłem lekko mięsień dwugłowy. To przykurcz, który pojawia się u mnie cyklicznie od paru lat. Często zbiega się z niesprzyjającymi warunkami pogodowymi, niestabilna nawierzchnią, ciągłymi poślizgami. Szukając źródeł bólu, zlokalizowałem kijkiem do masażu punkt bólowy na zewnętrznej części mięśnia dwugłowego. Koszmar! Ledwo mogę dotknąć się w tym miejscu, ale masuję uparcie. Do tego rozciąganie. Na razie jednak ten ból nie przeszkodził mi w bieganiu, opuściłem tylko jedne zajęcia na sali. Jest to bardziej przeszkoda psychiczna. Gdy biegnę w niesprzyjających warunkach, w zimnie, deszczu, ślizgając się na błocie, w mokrych butach i do tego dochodzi nieprzyjemne ćmienie w mięśniu, czasami naprawdę mam dość.

Na szczęście za 11 dni wybieram się z Ola na dłuższy obóz przygotowujący - w nieco cieplejszy klimat. Do tego czasu chcę więc tylko przetrwać zła pogodę, nie zależy mi ani na prędkościach, ani na ogromnej objętości. W grudniu i pierwszej połowie stycznia zrobiłem dość, aby teraz nieco odpocząć, jeśli zajdzie taka potrzeba.

Ola też w końcu doszła do siebie. Druga połowa zeszłego sezonu to było wariactwo, nie wiadomo było, co się z nią dzieje. Lepsze dni były przeplatane bardzo złymi, w końcu przyszła cała seria słabych startów. Suplementacja żelazem postawiła Olę na nogi. W tej chwili jest w pełni zdrowia i sił. Dzisiaj startowała w sztafecie przełajowej w Brukseli, m.in. z Arturem Kernem i Maćkiem Miereczko. Dostałem sms-a, że start poszedł bardzo dobrze, polska drużyna wygrała zdecydowanie, a Ola zaliczyła świetną zmianę. Sztafeta była na dystansie.. 44 kilometrów! Każdy biegacz przebiegał 8km własnej zmiany, a na końcu wszyscy razem biegli jeszcze 4km, dostosowując tempo do najsłabszego zawodnika. Bardzo ciekawy pomysł na zawody. W składzie drużyny musiała być jedna kobieta i jeden weteran.

Na razie więc wszystko wygląda dobrze. Zobaczymy, co będzie się działo w kolejnych tygodniach.


To przykład mojej trasy biegowej. Zdjęcie z zeszłego roku - teraz jest gorzej ; )
Kategoria: Trening 2012
Komentarze: (12)
Zaktualizowano: 21/01/2012, 23:34

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Komentarze

no-photo.gif
22/01/2012, 12:05
ico_link.png
0
0
Hej
Mógłbyś coś więcej napisać o tych ciężkich zajęciach na sali?

Pozdro
no-photo.gif
22/01/2012, 18:07
ico_link.png
0
0
Witam!

A gdzie na ten obóz sie wybieracie? Zdradzisz jakies szczegóły?;-)
No i jakie plany startowe dla Oli? Czy biega w warszawie połowke i maraton juz na wiosne?
Pozdrawiam!
Marcin Nagórek
22/01/2012, 22:37
ico_link.png
0
0
Sala jest zwykle podobna:

- 20 minut Core Stability/siła ogólna - nie oszczędzam się, jest przejście z ćwiczenia w ćwiczenia, w tym to, co w moich "ósemkach". Zwykle już po tym jestem cały mokry.

- 10-15 minut płotki - na gibkość i zwinność

- 10-20 minut rzuty piłką lekarską

- 20 minut gry w kosza

Czasami dodatkowo dorzucam ćwiczenia skocznościowe, zręcznościowe, sporo też ćwiczę na drabinkach.
Marcin Nagórek
22/01/2012, 22:45
ico_link.png
0
0
Na obóz wybieramy się do Portugalii : )

Ze startów pewny jest na razie start w przełajach. Połówka u Oli wchodzi w grę, ale decyzja będzie w marcu. Na pewno jakieś mniejsze biegi na ulicy + MP na 10 000m.

Maraton Ola jeżeli pobiegnie, to dopiero jesienią, ale też nie jest to pewne. Zobaczymy najpierw, jak będą przebiegać treningi i starty w pierwszej połowie roku.
no-photo.gif
23/01/2012, 22:33
ico_link.png
0
0
Kurcze Marcin zlapalo mnie dokladnie to samo co Ciebie....mowisz rozciaganie i kijek. Ja jeszcze traktuje sie mascia Ketonal. Jak bedziesz mial jeszcze jakis pomysl na to daj znac...Jak mi nie przejdzie szybko to ide do fizjoterapetu.
Marcin Nagórek
24/01/2012, 00:21
ico_link.png
0
0
Na to możesz poszukać w sieci pod hasłem "tight hamstrings", ale wedle mojej wiedzy wszystkie te sieciowe teorie można wyrzucić do kosza. Tam jako receptę podają rozciąganie dwugłowców, co według mnie nic nie daje.

Moja teoria jest taka, że to jest przypadłość ludzi prowadzących siedzący tryb życia. Pierwotny przykurcz jest albo w mięśniu gruszkowatym, albo w pachwinie, albo w przywodzicielach, albo mięśniach okołobiodrowych. Czyli to trzeba rozciągać, szczególnie ten gruszkowaty.

Ketonal nic tu nie da, bo to nie jest stan zapalny, chyba że masz coś innego. Z metod niekonwencjonalnych poleciłbym uciski. Musisz tuż pod tyłkiem wymacać, bardzo głęboko, całe napięte pasmo. Wyszukujesz punkty bolesne i je mocno uciskasz po kilkanaście sekund, całość powtarzasz nawet wielokrotnie. Jeśli trafisz, boli jak cholera, ale to są dość głęboko schowane mięśnie. Szukaj tez bardziej od wewnętrznej strony uda.

Świetnym patentem na to jest coś takiego, ćwiczenie z partnerem: leżysz na brzuchu, noga ugięta w kolanie, najlepiej o coś oparta, żeby rozluźnić mięsień dwugłowy. Wcześniej pokazujesz partnerowi (a najlepiej partnerce), gdzie ma szukać punktów bólowych. On (ona) uciska piętą te miejsca, wbijając ją mocno. Ewentualnie leżysz na łóżku i ona robi to łokciem, też jest bardzo dobre. To jest ponownie ucisk punktów bólowych, tylko w pozycji w pełni rozluźnionego mięśnia, no i zaaplikowane z większą siłą. Czasami ta piętą trzeba długo szukać, żeby trafić punkt, ale jak trafi, będziesz skowyczał z bólu.

Brzmi to jak opis rodem z Kamasutry, ale według mnie to jest najskuteczniejsze. Sam możesz to ucisnąć w pozycji siedzącej, ale wtedy mięsień nigdy nie jest do końca rozluźniony, nie trafiasz tak celnie, do tego z małą siłą.

Uciskanie tych punktów powoduje rozluźnienie całego mięśnia. Powodzenia! ; )
Marcin Nagórek
24/01/2012, 00:29
ico_link.png
0
0
Aha, Gregory, dodam jeszcze, że przykurcz, który odnalazłem u siebie kijkiem, nie ma nic wspólnego, przynajmniej bezpośrednio, z tym napięciem dwugłowców. Rozmasowałem to, zniknął, a dwugłowce trzymają dalej. U mnie, a może i u Ciebie, odpowiedzialny za to jest jakiś przykurcz bardziej od wewnątrz i blisko pośladków. Takie trudno dostępne miejsce, bardzo ciężko samemu ucisnąć to mocno, trzeba wejść palcami głęboko w mięsień. Ale jak trafisz, ból jest straszny i promieniuje na całe udo i pachwinę.

Wszystkie te manipulacje rób na rozluźnionym mięśniu, naszukasz się, ale w końcu znajdziesz.
no-photo.gif
24/01/2012, 23:57
ico_link.png
0
0
Dzieki Marcin no wyraznie u mnie sa ta przykurcze, dzis na biezni doswiadczylem najpierw lekkie przykurcze jednego podudzia pozniej drugiego.
Koniec koncow nie bylo tragicznie ale wkurzajace to strasznie.
Moja teoria jest taka ze zmienily sie warunki zew.:
- jest zimno czyli podejrzewam zaziebienie, biegasz w zimowych rajtkach czy zwyklych?
- dodatkowo prace siedzaca to mam od 12 lat takze dlaczego akurat teraz mialoby sie dac we znaki?...ale moze cos w tym byc

rzeczywiscie w necie to rozciagnie i masaz a zamierzam dolozyc jeszcze saune no i ceplej sie ubierac.
Marcin Nagórek
25/01/2012, 02:52
ico_link.png
0
0
Według mnie zimno nie ma tu nic do rzeczy. To tylko takie gadanie, że komuś tam przewiało nerw kulszowy. W rzeczywistości nie spotkałem się jeszcze z takim przypadkiem, podobnie jak ciepłota pomaga tylko o tyle, że może rozluźnić mięsień. Ale to właśnie raczej sauna niż ciepły ubiór.

Dlaczego teraz? Najprędzej stawiałbym na śliska nawierzchnię. Próbując stabilizować krok, odruchowo mocniej napinasz mięśnie. Do tego cała technika biegu siada ze względu na niestabilne podłoże.
no-photo.gif
31/01/2012, 00:46
ico_link.png
0
0
To może zamiast płakać nad tą niestabilną nawierzcnią spróbować się do niej przyzwyczaić, bo takie trening również trenują kilka fajnych cech takich jak stabilność, propriocepcja.
Sam niedawno wyszedłem do lasu na twardą zmrożoną nawierzchnię w butach z asfaltowym bieżnikiem właśnie po to by poćwiczyć stabilizację. Zrobiłem tak 10km ciągłego biegu. Z czymkolwiek zgrabnym nie miało to nic wspólnego, ale wiem, że poślad, dwugłowce i psoasy dostały porcję konkretnej roboty.

Każda nawierzchnia ma swoje wady i zalety, a jeśli się do niej przyzwyczaisz - zwiększasz swoją wszechstronność i podatność na takie dziwności.

Pozdrawiam!
no-photo.gif
01/02/2012, 11:43
ico_link.png
0
0
Z racji obecniej pogody, co robisz Marcin jak złapie ciebie mocne przeziebienie, może nawet jakiś wirus. Przerywasz treningi np na 2 tygodnie, czy odczekasz tylko aż minie gorączka i mimo kataru i np powstałej flegmy w gardle idziesz na trening? Pytam sie bo sam jestem w takiej sytuacji i już od dłuższego czasu się z tym męcze i czy siedze w domu (maks do czterech dni)czy biegam, to problem ciągle pozostaje....
Marcin Nagórek
01/02/2012, 21:48
ico_link.png
0
0
Część Krzysiek, odpowiedź z lekkim opóźnieniem, bo jestem w podróży. Nawierzchnia niestabilna - ok, ale pod warunkiem, że cały czas biegasz na normalnej i raz na kilka dni robisz trening na niestabilnej. Gdy trzeba codziennie po tym biegać, w niczym to według mnie nie pomaga, raczej szkodzi.

Co do przeziębienia - ja do niego nie dopuszczam ; ) Przy takiej pogodzie odpuszczam mocno intensywność treningów, generalnie luzuję. Moja podstawowa zasada to ciągłość treningów. Jeśli wymaga to odpuszczania, to odpuszczam. Lepiej zdjąć nogę z gazu zawczasu niż potem żałować. A jeśli już się przeziębię, to zdecydowanie leczę się do końca i dopiero zaczynam trening. Wcześniej ewentualnie ćwiczę w domu.

Pozdrawiam ; )

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Blog - kategorie
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Luty 2012 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
272829 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin
Ostatnie starty - Ola