04
01/2012
11:13
Nowy Rok zaczął się bardzo dobrze pod względem treningowym. Już ponad miesiąc uzupełniam żelazo i nie mogę się nadziwić rezultatom. Biegam dużo, ćwiczę dużo, wychodzę również na długie treningi i nic mnie nie rusza. Do niedawna zwykłe godzinne rozbieganie było katorgą, tymczasem ostatnio przebiegłem na treningu 22km i był luz, kompletny luz. Dwa ostatnie tygodnie to dla mnie prawie 140km tygodniowego przebiegu, w tym będzie prawdopodobnie jeszcze więcej. Zmęczenia większego nie ma. Tak dobrze nie czułem się od kilku lat. Trudno to nawet dokładnie opisać, ale chodzi o pewne wewnętrzne poczucie mocy. Jeszcze do niedawna miałem uczucie takiej dziwnej pustki, kompletny brak rezerwy gdzieś w środku. Biegnąc, biegłem cały czas na oparach paliwa. Teraz zaś nawet w zmęczeniu, nawet przy bólu mięśni, czuję, że jest pewien zapas siły w środku, rezerwa, którą mógłbym w każdej chwili uruchomić.
Trening jest dość monotonny i dostosowany do warunków terenowych i pogodowych. Prawie cały czas pada, od początku grudnia niemal nie było dnia lub nocy bez deszczu. Biegam cały czas głównie po błocie. Co tu zresztą dużo mówić, proszę spojrzeć na wygląd moich butów po zwykłym rozbieganiu:

Rano biegam zwykle w błocie, po polach, na których strasznie wieje. Wieczorem zostaje mi pętelka po asfalcie, po obrzeżach miasta. W tym roku mam szczęście, biegam bowiem częściowo po ukończonej, ale jeszcze nieotwartej ulicy. Nie przeszkadza mi więc ruch uliczny, ani smród spalin. Jeśli zrobię jedną pętlę, wychodzi 10,5km, jeśli dwie (co robię bardzo rzadko) - 14,5km. Poranne treningi to najczęściej ok. 14km, raz lub dwa razy w tygodniu wychodzi więcej. Tempo rozbiegań waha się mocno, w zależności od terenu. Przez pola, lekko pod górkę i pod wiatr biegnę zwykle w tempie nawet ponad 5 minut/km. Ale gdy tylko wbiegam do lasu lub grunt robi się przyjaźniejszy, z tym samym wysiłkiem osiągam prędkości rzędu 4:20/km. W idealnych warunkach biegałbym pewnie z prędkościami 4:20-4:00/km.
Ostatnio zmierzyłem na rozbieganiu tętno. Waha się ono od 120 do 140 uderzeń, zależnie od ukształtowania terenu. Trening Oli wygląda w tej chwili tak samo, bo jest u mnie w Słupsku.
Poza rozbieganiami regularnie biegamy podbiegi. Do tej pory co innego robiła Ola, co innego ja. Ostatnio biegaliśmy już razem: 20x100m podbiegu, przerwa w truchcie, na lekko grząskim terenie. Co ważne, podbiegi uzupełniane są bardzo dynamiczną siłą, konkretnie ćwiczeniami skocznościowymi, po których zakwasy potrafią dokuczać kilka dni. Dodatkowo dwa razy w tygodniu ćwiczymy na sali lub (Ola) na siłowni. A oprócz tego ćwiczenia rozciągające, sprawnościowe i siłowe w domu. Są tygodnie, kiedy na ćwiczenia poświęcam blisko 2 godziny. Co ważne, liczę sam efektywny czas ćwiczeń, bez przerw.
Raz na jakiś czas w treningu jest urozmaicenie w postaci bądź biegu ciągłego, bądź zabawy biegowej. U Oli częściej są to biegi ciągłe, u mnie interwał z bardzo krótką przerwą w spacerku. Ewentualnie - zabawy biegowe z krótkimi przyspieszeniami.
Ten rodzaj treningu utrzymamy do końca stycznia, o ile pozwoli na to pogoda. W lutym wyjeżdżamy na obóz przygotowawczy, a po powrocie, w marcu, startujemy w mistrzostwach Polski w przełajach.
Na razie przygotowania idą bardzo dobrze.
Trening jest dość monotonny i dostosowany do warunków terenowych i pogodowych. Prawie cały czas pada, od początku grudnia niemal nie było dnia lub nocy bez deszczu. Biegam cały czas głównie po błocie. Co tu zresztą dużo mówić, proszę spojrzeć na wygląd moich butów po zwykłym rozbieganiu:

Rano biegam zwykle w błocie, po polach, na których strasznie wieje. Wieczorem zostaje mi pętelka po asfalcie, po obrzeżach miasta. W tym roku mam szczęście, biegam bowiem częściowo po ukończonej, ale jeszcze nieotwartej ulicy. Nie przeszkadza mi więc ruch uliczny, ani smród spalin. Jeśli zrobię jedną pętlę, wychodzi 10,5km, jeśli dwie (co robię bardzo rzadko) - 14,5km. Poranne treningi to najczęściej ok. 14km, raz lub dwa razy w tygodniu wychodzi więcej. Tempo rozbiegań waha się mocno, w zależności od terenu. Przez pola, lekko pod górkę i pod wiatr biegnę zwykle w tempie nawet ponad 5 minut/km. Ale gdy tylko wbiegam do lasu lub grunt robi się przyjaźniejszy, z tym samym wysiłkiem osiągam prędkości rzędu 4:20/km. W idealnych warunkach biegałbym pewnie z prędkościami 4:20-4:00/km.
Ostatnio zmierzyłem na rozbieganiu tętno. Waha się ono od 120 do 140 uderzeń, zależnie od ukształtowania terenu. Trening Oli wygląda w tej chwili tak samo, bo jest u mnie w Słupsku.
Poza rozbieganiami regularnie biegamy podbiegi. Do tej pory co innego robiła Ola, co innego ja. Ostatnio biegaliśmy już razem: 20x100m podbiegu, przerwa w truchcie, na lekko grząskim terenie. Co ważne, podbiegi uzupełniane są bardzo dynamiczną siłą, konkretnie ćwiczeniami skocznościowymi, po których zakwasy potrafią dokuczać kilka dni. Dodatkowo dwa razy w tygodniu ćwiczymy na sali lub (Ola) na siłowni. A oprócz tego ćwiczenia rozciągające, sprawnościowe i siłowe w domu. Są tygodnie, kiedy na ćwiczenia poświęcam blisko 2 godziny. Co ważne, liczę sam efektywny czas ćwiczeń, bez przerw.
Raz na jakiś czas w treningu jest urozmaicenie w postaci bądź biegu ciągłego, bądź zabawy biegowej. U Oli częściej są to biegi ciągłe, u mnie interwał z bardzo krótką przerwą w spacerku. Ewentualnie - zabawy biegowe z krótkimi przyspieszeniami.
Ten rodzaj treningu utrzymamy do końca stycznia, o ile pozwoli na to pogoda. W lutym wyjeżdżamy na obóz przygotowawczy, a po powrocie, w marcu, startujemy w mistrzostwach Polski w przełajach.
Na razie przygotowania idą bardzo dobrze.
Oceń
0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.
Blog - nowe komentarze
Blog - nowe video


Czy możesz podać nazwę żelaza jakie przyjmujesz ?