Powiedzmy, takie buty biegowe. Jest powszechnie wiadomą rzeczą, że ich wyprodukowanie w Chinach, a następnie transport do Europy to kwestia dosłownie kilku, kilkunastu złotych na parze. Dlatego żeby uzasadnić windowanie cen, producenci od lat wmawiali biegaczom, że pakują do butów jakieś kosmiczne technologie rodem z NASA, bez których bieganie byłoby praktycznie niemożliwe. To trwało latami, w końcu buty zostały tak opakowane tymi "systemami", że bieganie w nich stało się praktycznie niemożliwe. Liczba kontuzji wzrosła do tego stopnia, że trudno było utrzymać mit genialnych, wspomagających wszystko systemów.
Co się więc stało? Już o tym pisałem - odtrąbiono powrót do natury. Specjaliści z Nike, a za nimi inne firmy, triumfalnie ogłosili, że po kilkudziesięciu latach badań doszli do niesamowicie odkrywczego wniosku: systemy są jednak niepotrzebne. Innymi słowy: to wszystko, co pakowali przez dziesięciolecia do butów, windując ceny w stratosferę, można rozbić o kant przysłowiowego wiadomo czego.
Specjaliści nie byliby jednak specjalistami, gdyby tego wniosku, który powinien kompletnie pogrzebać ich wiarygodność, nie opakowali w odpowiednią ideologię. Gładko przeszli nad tematem systemów do porządku dziennego i ogłosili nową strategię: otóż od teraz buty są robione tak, żeby niczego nie naruszać w mechanice ruchu, nie psuć tego, co stworzyła ewolucja. Czyli projektujemy buty tak, żeby zachowywały się, jakby ich nie było. Wszystko pięknie, tylko za te "naturalne" buty... zaśpiewano jeszcze wyższe ceny!
Ostatnio rekordy bezczelności bije firma Ecco. Skąd się wzięli, nie wiadomo, nie słyszałem wcześniej, żeby jakikolwiek wyczynowy zawodnik biegał w butach tej firmy. Ale sami mienią się specjalistami od projektowania butów biegowych - być może, załóżmy optymistycznie, że to prawda. Ecco szybko zwietrzyło interes i gładko podpięło sie pod nurt "naturalnego biegania". Zaczęli reklamować swój produkt, model a jakże - naturalny! - sprzedawany za jedyne... 700zł z hakiem. No moi drodzy, ktoś tu chyba upadł na głowę. Pomijam już wszelkie kontrowersje na temat rzeczywistej technologicznej wartości tych butów - ale skoro coś jest proste i naturalne, a wyprodukowanie tego kosztuje w Chinach miseczkę ryżu, to dlaczego to kosztuje w sklepie niemal tyle, ile najniższa krajowa pensja? 700zł za but, który wedle progpagandy producentów, powinno się wymieniać najlepiej co 800km, czyli w przypadku dość ambitnego biegacza - co dwa miesiące? Ktoś tu chyba na głowę upadł!
Zwykle nie staram się dyskredytowac żadnego biznesu - każdy chce zarabiać, ma do tego prawo. Ale istnieje pewna granica przyzwoitości. Wmawianie ludziom, że za 700zł dostaną coś, co jest o wiele lepsze niż podobny produkt za 100zł - to według mnie przekracza tę granicę. Złapać jelenii, którzy wydadzą te 700zł, potem szybka obniżka do, powiedzmy, 400zł - i sprzedawanie tego samego jako niesamowitą okazję, nadal z trzycyfrową lub wyższą marżą. To jest model biznesu, którego nie aprobuję. Co gorsza, zanika rzeczowa dyskusja na ten temat. W tej chwili nie ma żadnego obiektywnego medium biegowego, portale i gazety są uzależnione od reklamodawców, stąd nie pamiętam, żebym gdziekolwiek przeczytał jakąś negatywną recenzję czegokolwiek. Czasami, dla porządku, pojawi się w tekście jakieś zastrzeżenie, typu - że sznurówki są za krótkie, co ma pokazywać: patrzcie, jacy jesteśmy obiektywni, skrytykowaliśmy sznurówki!
Prawda jest taka, że buty za 100zł w praktyce nie różnią się niczym od butów za 700zł. Być może te za 700 wcale nie są złe - ale po cholerę przepłacać siedmiokrotnie? Ja do tego mam możliwość porównania cenów butów w Polsce do cen w USA. Tam rynek jest zdrowy i konkurencyjny, więc bez problemu można kupić but za 20-30 dolarów. A takiego za 250 dolarów nie widziałem, chociaż rozgladałem się uważnie.
Obalmy kolejny mit - ja nie wymieniam butów co 800km. Biegam w nich tak długo, aż się rozpadną. 4-5 tysięcy kilometrów to norma. Ba, dopiero gdy przesiadłem się na tanie, proste modele, przestały mi w końcu dokuczać uporczywe bóle stóp, przez kilka lat mocno ograniczające mój trening.
Na końcu tekstu w ramach wspierania zdrowego rozsądku podam kilka przykładów tanich butów. Bo mając kontakt z moimi zawodnikami, widzę, że oni czasami dają się łapać na obuwniczą propagandę, zaczyna się pojawiać myślenie, że jak coś kosztuje 700zł, to musi być super, hiper, mega. To jest dokładnie to, o co chodzi producentom.
Powiem jeszcze tak: widzę sens kupowania droższych modeli, jeśli firma, która zaśpiewa te ceny, robi dobrą robotę, jeśli chodzi o sport. Wtedy, jeśli kogoś stać - dlaczego ma nie wspierać pożytecznej firmy, wspierającej naszych, dającej naszym ludziom pracę? W USA np. Nike robi bardzo dobrą robotę - tworzą wyczynowe grupy, wspierają swoich sportowców. W Polsce jest z tym gorzej, ale Nike przynajmniej stworzył ścieżki biegowe, to jest już coś. Co robi takie Ecco, poza żądaniem horrendalnych cen za swoje buty? Nie słyszałem o żadnej pozytywnej inicjatywie tej firmy. Dotyczy to też kilku innych drogich marek. A jeśli chodzi o Nike, to ogromnym minusem jest dla mnie to, że ta firma wspiera polskich piłkarzy, czyli żałosnych, sprzedających mecze pseudosportowców.
Kolejna sprawa - od niedawna niezwykle popularna jest tzw. odzież uciskowa. To kolejny przykład wciskania po kosmicznych cenach zupełnie zbędnej biegaczowi technologii. Zastanawiało mnie to od dawna. Przyglądałem się wyczynowym biegaczom, którzy nosili te uciskowe skarpety. Co mnie dziwiło - gdy wygasały kontrakty reklamowe, nagle przestali je ubierać.
Ale to jeszcze nic, poczytajcie ten tekst, po angielsku: link To jest wiarygodny amerykański portal, który poza pieniędzmi reklamodawców widzi też inne sprawy. Streszczę pokrótce wnioski tego artykułu: nie ma żadnych naukowych dowodów, że odzież uciskowa pomaga w czymkolwiek, zyski są głównie psychologiczne (efekt placebo), a noszenie tego typu rzeczy może powodować problemy z krążeniem, bóle mięśni, bóle brzucha i różne dolegliwości neurologiczne, ze względu na ciągły, nienaturalny ucisk. Leczenie tego może trwać miesiącami.
Oczywiście producentom nie przeszkadza to w powtarzaniu śpiewki o niewiarygodnych zyskach, jakie zapewniają te uciskowe wdzianka, przyspieszona regeneracja, cuda na kiju. Ceny: wielokrotność cen zwykłych ubrań, a jakże, chociaż jest to szyte w Chinach po zawstydzających stawkach. Ha, ha, powiedzcie to Kenijczykom, na pewno się ucieszą, gdy się dowiedzą, że mogą biegać jeszcze szybciej, gdy włożą na siebie taki bajer ; )
Uważam, że w tej marketingowej sieczce nie ma co wariować. Sam ubieram ciasne zarękawki i czasami nagolenniki na bieg, ale nie po to, żeby cokolwiek zyskać, tylko żeby było mi ciepło i wygodnie. Kupuję też buty marketingowo mocnych marek, jeśli mi odpowiadają i złapię je w dobrej cenie. Aktualnie biegam na zmianę w Pumach, Kalenji i Woolfach, na bieżni używam kolców Adidasa i Saucony. Ubrania mam praktycznie wszystkich producentów. w większości kupione w Stanach.
Ale w związku z promocją zdrowego rozsądku polecam uwadze poniższe buty, zupełnie naturalne i dalekie od kosmicznych cen rzędu 700zł (klikalne linki):
1. Kalenji Eliofeet z Decathlonu: 159zł, w przecenie czasami nawet 60-70zł:
Biegam w nich, mają swoje drobne wady, ale to jak najbardziej prosty, tani but do "naturalnego" biegania. Kalenji to partner sprzętowy mojej zawodniczki, Oli Jakubczak. Do wyboru w co najmniej kilkunastu kolorach. Dużą zaleta Decathlonu jest brak jakichkolwiek trudności, jeśli chodzi o reklamację produktów, w innych sklepach to zmora.
2. Austriacka marka Woolf, cena ok. 100-120zł
Nie wiem, czy można je jeszcze dostać w Polsce, 2 lata temu były. Mam jedną wysłużoną parę model Firewoolf. Podeszwa wyciera się dość szybko na asfalcie, startowałem w nich parę razy, teraz używam do rozbiegań. Kilkaset kilometrów już przetrwały.
Sprzedaje je polska firma Polanik. Firma według mnie warta wsparcia, bo sama wspiera polskich zawodników. Wspiera też reżimowy związek sportowy, czyli PZLA, ale to nie wina producenta, że PZLA jest, jaki jest. Buty to produkt chiński, wyglądają na skopiowany model Adidasa. Jeszcze ich nie próbowałem, ale mocno mnie zainteresowały, wyglądają bardzo dobrze. Podobnie kolce i inne modele tej marki. To może być dobry strzał w rynek.
To hiszpańska firma, która pokazuje, jak się robi etyczny biznes. Ceny dość niskie, do tego mocno wspierają własnych zawodników. W Jomie biega cała hiszpańska elita i ich reprezentacja. Miałem jeden model tej firmy, zachwycić mnie może nie zachwycił, ale za 100zł nie ma co wybrzydzać, to był prosty, tani but. W Polsce do kupienia tanio na allegro, link do oryginalnego sklepu, gdzie ceny są wyższe.
Do tego wszystkiego można dodać różne tanie modele znanych marek, do kupienia np. w marketach. Jeśli się poszuka, dobre buty spokojnie kupi się za 150zł. Warto polować na wyprzedaże: mój tata kupił bardzo fajne, proste buty Pumy za 167zł, biegał z nich już kilka maratonów, nie ma zastrzeżeń.
A kapitalistycznym wyzyskiwaczom mówimy stanowcze NIE.
Oceń
Komentarze
A najśmieszniejsze są sytucaje typu: Ostatnio wchodzę do Intersportu i widzę piękne Nike Pegasus 27 w hipermegasuper promocyjnej cenie ze 300zł. Idę 30m dalej do sklepu Nike i jakie jest moje zdziwienie kiedy te same buty ( trzy razy sprawdzałem! ) kosztują 50 zł mniej :) No cóż taki kraj....trzeba szukać promocji :)
Pozdrawiam!
Tomek, moja opinia jest mniej więcej taka, że czy buty kosztują 100 czy 700zł, to jest to w sumie jedno i to samo. Czyli nie jest tak, że buty za 700zł są złe - tylko że nie są lepsze od tych za 100. Wmawianie, że są lepsze, to manipulacja.
Kamil - wybierz się do Stanów, tam się poczujesz jak w sprzętowym raju ; )
chińszczyzna jak się patrzy - no ale wytrzymały, nie obtarły. nogi mi w nich nie odmarzły.
11 kolców pod każdym butem...mmmm.
zresztą dwie edycje gp poznania (te w najgorszych warunkach) też w nich pobiegałem. spoko laczki startowe na lód+ głęboki śnieg (wysoka cholewka) za 120 zł.
-------------------------
aaa - no i zapomniałeś o "hicie z lidla" :), btw też dają radę.
tak z ciekawości; co ci nie pasuje w elioeetach?
zdrówko
Eliofeet - pisałem o 2 sprawach. Po pierwsze, zapięcie na rzep. Jeszcze mnie nie zawiodło, ale stresuje już od samego patrzenia na nie. Drugie to ten plastik z przodu, zbyt toporny według mnie, przy ciasnych butach palce obijają się o niego. Ale w nowej wersji podobno jest mniejszy, nie miałem ich jeszcze na nogach. To są te drobiazgi, innych wad na razie nie dostrzegłem.
O Lidlu rzeczywiście zapomniałem, a miałem napisać, tylko wpis mi się wydłużył za bardzo i umknęło. Bo akurat teraz w Lidlu są rzeczy biegowe i jutro się wybieram obejrzeć.
Ja tazke dobijam buty do rozpadu, biegam poki sa cale albo kiedy juz czuje kazdy kamyczek pod podeszwa ;) Tylko trzeba uwazac z takimi porpozycjami bo jesli poczatkujacemu 120 kilogramowemu okazowi przyjdzie do glowy podobna mysl moze go bolec ;)
Niestety, jestem gadzeciara i ulegalam pokusom, tymczasem jednak powoli lecze sie z tej przypadlosci i... kupuje coraz tansze buty. Szukam jednak najczesciej okazji, bo jakos w lidlowych... no nie, jeszcze do tego nie dojrzalam ;)
Fajny wpis :)
Skarpety za 180zł to full wypas. Co będzie, gdy zrobi się w nich dziura na palcu? Jak za starych, dobrych czasów wrócimy chyba do cerowania ; )
Do Lidla się wybieram, ale na razie pada.
Ponieważ to Chińczycy, którzy chwalą się współpracą z miejscowymi uniwersytetami, nie zdziwiłbym się, gdyby się okazało, że to jest but będący dokładną kopia Adidasa, np. modelu Adios, w którym Gebresellasie pobił rekord świata w maratonie. Podobieństwo jest uderzające, porównajcie:
Adios: s.wiggle.co.uk/images/adidas-928895-zoom.jpg
Do Win: polanik.info.pl/M5301C_36_buty_biegowe_srebrno_biale_rozmiar_36-1244.html
Różnica jest taka, że Adios kosztują ponad 500zł, Do Win 120.
Może biegają, ja tam sie nie znam, dla mnie but ma być wygodny :) Narzekała na wadliwośc sprzętu Jomy, ale wiesz jak to jest: Ile ludzi tyle opinii ;) Pozdrawiam
Ostatnimi czasy kupuję buty w internetowych sklepach w UK, jak się trafi na fajną promocję jest bardzo tanio, a przesyłka szybsza niż z polskich sklepów.
Co do Lidla - nie wybrałem się jeszcze.
Jeszcze jedna uwaga do Artiego: najlepszym systemem amortyzacji jest ludzka stopa, mięśnie, ścięgna, cały kościec. Matka Natura rozwija ten system od 100 tysięcy lat, jest sprawdzony w pogoniach za mamutami i ucieczkami przed Tyranozaurami. Systemy w butach mogą ten nasz znakomity układ ruchu tylko rozregulować.
Tu stronka do tanich butów:
www.startfitness.co.uk/
Zauważ też, że Kalenji (które tak reklamujesz) nie ma choćby startówek godnych uwagi.
Wydaje mi się też, że jeżeli ktoś ma ochotę zapłacić 700zł za Ecco to go po prostu stać, dla Ciebie może to dużo, a dla innych grosze.
Pewnie to są klienci Ecco.
Co do Stanów: tam te same nowe modele są co najmniej o 1/3 tańsze niż w Polsce - mówię o normalnych sklepach, nie outletach. A w Polsce nie słyszałem, żeby w outlecie można było kupić jakiekolwiek modele z tzw. wyższej półki za 60zł, czyli 20 dolarów. W Słupsku w sklepie sportowym stoi od blisko 3 lat ten sam model Kayano, przeceniany stopniowo z ok. 600zł na jakieś 450 w tej chwili. O porównaniu do 20 dolarów ciężko tu wspominać. Zresztą gdyby w Polsce buty były tanie, ludzie nie kupowaliby ich masowo za granicą czy na allegro.
Co do Kalenji: akurat startówki to według mnie najmocniejszy model w ich ofercie. Inspid Comp w krwistoczerwonym kolorze to mój podstawowy model startowy, który np. w biegu na milę parę razy był zabójczy na moich nogach ; ) Są o 1/3 tańsze niż jakiekolwiek startówki innych marek, poza Woolfem, nie wiem, czy Do-Win nadają się do startów. Problem w tym, że startówki Kalenji mało gdzie są na stałe w ofercie, trzeba zamawiać.
Czy kogoś stać... Niektórych stać na to, żeby za Poloneza dać 10 tysięcy - ale czy ktoś rozsądny to robi, skoro tego samego Poloneza można mieć za 1500zł?
Wreszcie wygląd - według mnie znowu kula w płot. Akurat wielką zaletą Kalenji, a konkretnie Eliofeetów, jest to, że można je wybrać z jednego z kilkunastu kolorów. O czymś takim w przypadku innych marek można tylko pomarzyć. A pod względem designu niektóre Kalenji są wręcz boskie. Są np. takie modele dla kobiet z roślinnymi wzorami, po prostu śliczne. W porównaniu do nich większość modeli Nike czy Asics to obrzydliwe plastikowe skorupy. Oczywiście nie wszystkie - mi się bardzo podobają niektóre modele Adidasa, choćby te Adios. Ale czy jakikolwiek but biegowy występuje w zupełnie czarnym kolorze, bez żadnych świecących udziwnień? Eliofeet tak.
Ciekawe kolorki Kalenji są np. takie:
www.decathlon.com.pl/PL/eliofeet-82650710/
www.decathlon.com.pl/PL/eliofeet-82651597/
www.decathlon.com.pl/PL/eliofeet-82651488/
www.decathlon.com.pl/PL/eliofeet-119618218/
www.decathlon.com.pl/PL/eliofeet-119618262/
www.decathlon.com.pl/PL/eliofeet-72869446/
Dla porównania szkaradztwo Asicsa:
www.decathlon.com.pl/PL/gel-kayano-17-159903838/
Oczywiście i Kalenji mają niektóre kolory dziwne, ale wybór jest ogromny.
pozdrawiam
Piter82
Druga sprawa Ecco. Osobiście od wielu lat używam butów Ecco do chodzenia i uważam, że nie ma lepszych. Ale oczywiście Twój koronny argument, że skoro coś kosztuje to musi być do dupy bo jest drogie i nie jest to Kalenjii więc jest złe.
Przepraszam bardzo a Asicsy to może za darmo rozdają ? Kayano czy nimbusy to wydatek rzędu 550 zł a ecco biomy są już oddawna poniżej 500 zł do kupienia. Trochę poszukać warto.
Podziwiam Twoje podejście. Czy na każdego właściciela Mercedesa patrzysz dokładnie tak samo ? Przecież mógłby jeździć maluchem albo co lepsze jakimś chińskim odpowiednikiem za 1/10 ceny albo i lepiej.
Oczywiście jeśli ktoś ma dostęp do obiektywnych i dobrze udokumentowanych badań, potwierdzających skuteczność tego rodzaju odzieży, to chętnie je obejrzę. Ale nie słyszałem o takich badaniach. Podobnie nie słyszałem, żeby były badania pokazujące, że w butach za 700zł jest mniej kontuzji niż w tych za 100zł. O tym jednak nie usłyszycie w biegowych mediach, to można przeczytać tylko na moim blogu ; )
Co do pogłosek i opinii, to przez lata treningu słyszałem ich tyle, że można by napisać całą książkę. Niektórzy wierzą w to, że Ziemię odwiedzają Marsjanie. Inni wstrzykują sobie dożylnie witaminę C w kosmicznych dawkach, wierząc, że od tego będą biegać szybciej. Dla mnie liczą się twarde fakty.
Co do butów - powtórzę, że ja nie twierdzę, że sprzęt za 700zł jest do niczego. Twierdzę, że buty do biegania za 100zł nie różnią się niczym od tych za 700zł - w sensie biegowym, pomijam zapędy snobistyczne. Jeśli w świetle tej opinii ktoś po prostu chce sponsorować firmę Ecco i pośredników sprzedaży - jego sprawa. Wiadomo, że właściciele potrzebują żywej gotówki na kolejną posiadłość ; ) Ja nie chcę do tego przykładać ręki. Dodam jeszcze, że proste buty za 100zł często są lepsze i zdrowsze dla nóg niż skomplikowane modele za kilkaset złotych - i potwierdzi to wielu biegaczy.
Kalenji jest dla mnie jedną z tanich marek, podobnie jak podawane jako przykłady Woolf, Do-Win czy Joma. Wielkim plusem Kalenji jest to, że łatwo je kupić i łatwo wymienić w razie problemów, z czym może być problem w przypadku innych tanich marek. Do tego bardzo dobrze znam ich kolekcję, bo biega w niej moja zawodniczka, a ja często choćby oglądam jej buty po treningu, żeby zobaczyc, jak je ściera.
Moje doświadczenie pokazuje, że buty te nie różnią się niczym od tych kilkukrotnie droższych. Jeśli ktoś lubi się pokazać w trzech paskach, wydać 700zł na buty tylko po to, żeby pokazać, że go na to stać - nic mi do tego. Tylko niech nie wmawia, że za tę cenę otrzymuje się jakąś biegową wartość dodaną - bo na to nie ma żadnego potwierdzenia, wbrew marketingowej propagandzie.
To znów pisałem ja - Eddie (gdzie tu się nick wpisuje ?)
Jeszcze jedna opinia o Lensie Armstrongu. Otóż jeśli Nike zapłaci mi 10 milionów dolarów rocznie za kontrakt, to ja będę się nawet kładł spać w tych skarpetach - i chętnie to przyznam w każdym wywiadzie. Za to mu płacą, żeby je nosił. Tak działa marketing, to podnosi rozpoznawalność marki i po to angażuje się do reklam sportowców. Ale nie ma to wpływu na to, że brak jest potwierdzenia, że takie rzeczy działają.
Spójrzcie zresztą na te powtarzające się cyklicznie mody: antygrawitacyjne bieżnie, buty na sprężynach, teraz buty naturalne. Kiedy zgłębiałem temat diety, to okazało się, że kiedyś był taki szał na np. tabletki z solą. Co sezon działy marketingu pocą się, żeby wypromować kolejny sprzęt, który biegacz koniecznie musi mieć, bo bez niego to kaplica i mogiła. Kompresje to również element tego marketingowego szumu. Za parę lat nikt nie będzie o tym pamiętał.
P.S. Ja mogę je nosić nawet na rekach ; )
Generalnie nasz rynek jest bardzo młody i firmy to skrzętnie wykorzystują podpisując każdy swój produkt nowy mianem "compression". Bo to się dobrze sprzedaje. Później właśnie są takie dyskusje a nie inne. Na zachodzie mają zakazać tego typu praktyk właśnie bo to celowe wpuszczanie w kanał. I tu pojawiamy się my, aby uświadamiać klientów na czym idea odzieży kompresyjnej (tej prawdziwej i nie mówię tu tylko o CEP bo jest w Europie kilka marek) polega. Nie chcemy być utożsamiani z badziewiem wielkich koncernów, które jest niczym innym jak zwykłą dopasowaną lycrą, sprzedawaną 2x drożej. Testy na zachodnich serwisach specjalistów nie pozostawiają zresztą złudzeń gdy dochodzi do porównań. Warto dodać, że odzież kompresyjna powstała przede wszystkim z myślą o regeneracji i profilaktyce oraz minimalizowaniu ryzyka kontuzji przeciążeniowych. Nasi piłkarze lecąc do USA kilka miesięcy temu na mecz piłki kopanej mieli zakaz wejścia od lekarza reprezentacji na pokład samolotu bez tego typu produktów. Centra rehabilitacji w Polsce również są przekonane co do wartości akurat w tym przypadku CEPa gdyż oferują go sportowcom, którzy się do nich zgłaszają ( i nie ma tu żadnego marketingu bo nikomu telewizorów ani drogich wycieczek nie fundujemy :D ) Niestety musi minąć jeszcze trochę czasu zanim rynek sam zweryfikuje i ludzie zobaczą różnice na własne oczy.
Nie mniej jednak wracając do tematu Ecco to do mnie przemawia, bardzo wysoka jakość wykonania produktów Ecco z których korzystam od wielu lat. Owszem buty biegowe rządzą się swoimi prawami i każdy jak mantre powtarza nieśmiertelne stwierdzenie firm produkujących obuwie biegowe "Nie więcej niż 1000 km" ale to akurat gruba przesada - Eddie
Ja np. byłem u znakomitego specjalisty od kręgosłupa, który przekonywał mnie do stosowania diety zgodnej z moją grupą krwi. Jak ktoś w coś wierzy, to za cholerę nie przekonasz go do zmiany poglądów, nawet gdy te poglądy sprzeczne są ze zdrowym rozsądkiem. Dlatego wole trzymać się faktów. A fakty są takie, że twardych faktów tu nie ma.
Co do mojego podejścia - gdybym miał buty za 700zł i okazałyby się dobre, to pisałbym, że są dobre, proste. Na pewno jednak nie przekonywałbym do tego, że są lepsze od innych. Tego też nie robię w tym przypadku. Kalenji są niewątpliwie tańsze od innych marek, a używając ich, nie czuję różnicy w stosunku do tych droższych. Jeśli już - to na plus. I dokładnie to piszę.
Swoją drogą, najdroższe buty w jakich biegałem, kosztowały ponad 600zł, ale ich nie kupiłem, dostałem do testów. Nie były złe, ale nie odpowiadały mojemu sposobowi biegu, oddałem je tacie po jednym treningu. Czy bym je kupił, gdybym miał okazję? Odpowiedź brzmi: nie. To oczywiście nie znaczy, że komuś nie posłużą.
Co do wygody - znam dziesiątki marek, których buty są wygodne do chodzenia. Z tych mało znanych w Polsce: Dockers, Hi-Tec, La Sportiva, Columbia, Clarks. W każdym z nich chodziłem ja albo ktoś z mojej rodziny i były niesamowicie wygodne. Ale o czym to świadczy? O niczym, poza tym, że żadnego z nich nie kupiłbym za 700zł, bo za tę cenę kupię co najmniej 4 pary innych wygodnych.
Mówiąc szczerze teksty o bieganiu w butach z Lidla trochę mnie śmieszą, bo chyba jeśli ktoś coś robi codziennie i jest to duża część jego życia nie musi robić z siebie stereotypowego Polaka, który wyznaje zasadę "byle taniej".
Szczerze mówiąc byłoby mi wstyd pokazać się na zawodach w butach z Lidla. Wydaje mi się, że (licząc Twoje kilometry) raz na rok można wydać trochę więcej niż 60zł.
Oczywiście ja też jestem zwolennikiem biegania w butach prawie do oporu, choć np. kupione w polskim outlecie Adidas Adistar Control 4 musiałem wyrzucić choć były niepodarte. (kupione za 129zł przy cenie rynkowej coś ok. 500)
Żeby było jasne ja też jestem przeciwko złodziejskim marżą polskich sklepów. A propos produkcja buta to nie tylko fabryka, a prace projektowe, marketing itp.
Mieszkałeś na Zachodzie, to powinieneś wiedzieć, że tam nikomu nie wstyd. W Stanach ludzie biegają w zwykłych bawełnianych koszulkach, nawet zawodnicy renomowanych, bogatych szkół (czego nie rozumiem, ale tak tam bywa). Nikt rozsądny nie patrzy na to w kategoriach wstydu, tylko tego, po co wydawać pieniądze niepotrzebnie.
Jak Michał Smalec rozjechał wszystkich w butach z Lidla, to było mu wstyd? Chyba nie. Kenijczycy biegają boso i też im jakoś nie wstyd. Pobiegniesz dobry wynik to zrób to nawet w tenisówkach, gwarantuję Ci, że zdobędziesz respekt, nieważne w czym na nogach.
Co do wydatków dużych firm, to małe dane z rynku finansowego. Ostatnio Adidas podał wyniki za zeszły rok: przychody rzędu 12 miliardów (!) euro, zysk na czysto 567 milionów euro. Ten zysk to już po odjęciu wszelkich kosztów, łącznie z gigantycznymi kampaniami reklamowymi czy kontraktami z gwiazdami. Teraz pewnie rozumiesz, dlaczego te buty muszą kosztować 500zł, a nie 150... Na 12 miliardów euro trzeba się zrzucić.
"w artykule, który tak cytujesz piszą o Under Armor, która rzeczywiście ma tyle wspólnego z kompresją co nic"
Sorki za wyciecie z dwóch wypowiedzi ale nie chciałem zaśmiecać.
Jeżeli chodzi o Under Armour to wyraz "compression" w ich przypadku oznacza jedynie, że produkt jest "dopasowany, przylegający do ciała" co ma ułatwiać odprowadzanie wilgoci a nie medyczne uciskanie i powodowania tym szybszego biegania czy szybszą regenerację. Ludzie czytajcie metki ze zrozumieniem. Oni tego nie ukrywają. Nie wmawaiją magicznych właściwości. Wręcz przeciwnie. Jest to niewygodne ale sie sprawdza. Nie wyobrażam sobie treningu przy -20st C bez ich pierwszej warstwy. To samo się tyczy "przylegających" letnich koszulek Adidasa (kupionych przeze mnie na wyprzedaży za 29zł - przecena z 199zł). Używam ich nie w lato a na jesieni jako spodnią warstwę. Idealnie odprowadzają wilgoć ale gdybym miał wydać na nie 200zł to bym zrezygnował bo nie sa warte tej ceny.... No i na pewno nie traktuje ich jako "uciskające wspomagacze mojej biomechaniki ruchu majace pozwolić mi urwać kolejną minutę w maratonie" a jedynie pomoc w regulacji temperatury. To tyle.
Nie widzę nic złego żeby biegać w modelach sprzed kilku lat. Jeśli w 2008 roku dało się w nich pomykać to dlaczego nie można tego robić dziś?
Pare razy spędzałem wakacje we Francji. A biega tam jeszcze więcej ludzi niż na Wyspie, a tu się często trącamy łokciami ;) Niemniej, we Francyji z tymi moimi markowymi lompami z przecen czułem się jakbym biegał ubrany w bombki choinkowe, tu najk, ładidas, ńjulans... tam prostota i głównie kalenji, chyba mają jakieś 80% rynku biegowego.
Co do firmy Ecco - swojego czasu kupilem zwykle buty przeznaczone do codziennego uzytku i byly okrutnie niewygodne. Dlatego nawet gdyby sprzedawali biomy za 99zl to i tak bym omijal Ecco szerokim lukiem ;)
W cytowanym tekście jest wyraźnie mowa o "spanx" - to są bardzo mocno uciskające części garderoby, używane w Stanach m.in. do modelowania sylwetki. To nie są więc zwykle ciasne ciuchy odprowadzające wilgoć. Tu chodzi o kompresje uciskające mięśnie w jakimś celu. Zwykłe ciuchy oddychające niczego nie uciskają, nawet gdy są ciasne.
Co jednak odbieram najgorzej - w artykułach i reklamach tych rzeczy kompresyjnych sprzedawanych sportowcom jak byk stoją sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem teksty, typu: "poprawiają wydolność i ukrwienie mięśni, przyspieszają regenerację poprzez przyspieszenie odpływu krwi".
Tylko czy potwierdził to ktokolwiek? Teoretyczne działanie kompresów w pozycji siedzącej jest takie, że one uciskają naczynia i nie pozwalają na wlewanie się zwiększonej ilości krwi do nóg, co sprawia siła grawitacji, gdy długo się siedzi. Po wlaniu tej krwi w pozycji siedzącej jej odpływ jest utrudniony, tu więc wymyślono, że ona nie będzie się wlewać, mówiąc w dużym uproszczeniu. Taka opaska uciskowa w nieco mniejszej skali - i dotyczy to głównie skarpet. Czy to sensowne działanie - według mnie nie tędy droga, a w samolocie wystarczy co jakiś czas wstać i się przejść - ale to temat na inną rozmowę.
Natomiast w sporcie to jest kompletnie bez sensu, bo pożądany jest jak największy przepływ krwi przez pracujące mięśnie oraz skórę - w celu odżywiania komórek oraz utrzymywania odpowiedniej temperatury. Jakiekolwiek ingerencje w naturalny system krążenia, w pompę mięśniową, uciskanie części naczyń - to jest droga donikąd. To jest taka sama ślepa uliczka jak z systemami w butach: prędzej czy później ci sami projektanci dojdą do wniosku, że najlepsze rozwiązanie już dawno wymyśliła natura i nie ma sensu tego zaburzać.
We wszelkich działach nauki w tej chwili raczej dąży się do kopiowania doskonałych rozwiązań natury - liny wzorowane na niciach pająka, kleje na substancjach wytwarzanych przez mięczaki, kończyny robotów i środek ciężkości taki jak u człowieka... Tylko producenci odzieży uciskowej jak widać doszli do wniosku, że układ krwionośny w mięśniach należy poprawić, bo za mało skutecznie usuwa produkty przemiany materii. Więc dalej, uciskamy.
Takie jest moje zdanie, które może zmienię, gdy zobaczę naukowe dowody na działanie takich bajerów. Można to zrobić bardzo prosto: niech producent zamiast wydawać pieniądze na ogłupiającą reklamę, zleci niezależnemu ośrodkowi badawczemu prosty eksperyment: 100 osób o podobnych cechach fizycznych, wydolności i wcześniejszej aktywności fizycznej zamykamy w ośrodku treningowym. Wszyscy trenują według takiego samego programu, jedzą to samo, tylko połowa biega w kompresach, połowa bez. Po 3 miesiącach robimy zawody - i jeśli to działa, to 50 pierwszych miejsc powinni zająć biegacze trenujący w kompresach. Ale nikt takiego badania nie zrobi, bo jest więcej niż pewne, że tak się nie stanie i zawodnicy będą kompletnie przemieszani. Po co więc producent ma ryzykować? Lepiej wmawiać, że tak czy inaczej poprawia i polepsza.
Pozdrawiam - Eddie
Po pierwsze:
- autor wypowiada się o kompresji ogólnie, czym pokazuje swój brak wiedzy w
tej dziedzinie. Jeśli chce pisać wiarygodne artykuły - nie może wsadzić do
jednego wora wszystkie produkty, które mianują się słowem "kompresyjne" czy
"compression". Tak jak ktoś wspomniał powyżej - obecny rynek jest zalany
produktami kompresyjnymi, ale prawdziwą kompresją może poszczycić się tylko
kilka marek. Pisanie ogółem o kompresji wprowadza czytelników w błąd i tym samym pokazuje brak wiedzy autora w tym temacie.
Zastanawiam się, czy gdybym wydziergał na drutach wysokie podkolanówki
(powiedzmy, że chcąc zaoszczędzić na wełnie, byłyby bardzo obcisłe),
następnie wystawił na Allegro (za odpowiednio wyższą cenę, nadał markę),
dopisał słowo "compression" i w opisie zawarł super właściwości, to autor
też wziąłby mnie pod uwagę pisząc swój artykuł...? Wydaje mi się niestety,
że tak...bo kompresja to przecież kompresja...wszystko jedno i to samo...
Po drugie:
- W całej masie tych produktów są pozycje produkowane przez firmy medyczne
oraz firmy sportowe. Jest to zasadnicza różnica, ponieważ skarpety różnią
się chociażby profilem ucisku (czy autor słyszał o stopniowej kompresji i jej sposobie działania? chyba nie...). Sztuką jest tutaj świadomość, co się kupuje. Nic nie poradzę na to, że sprzedawcy w niektórych sklepach mówią, że wszystko to samo, producenci przerabiają opisy dobrych marek dopasowując do ich produktu - ważne, żeby klient złapał się na słowo kompresja i transakcja udana...
- badania oczywiście istnieją - dotyczą głównie produktów, które wywodzą się z zaplecza medycznego...wystarczy poszukać (autor takich artykułów chyba nie powinien mieć problemów z researchem - polecam zaangażować jakąś asystentkę przy kolejnym artykule)
- i na koniec - jak można pisać, że coś jest ściemą, coś jest bee, bo coś jest drogie, jeśli się tego nie przetestowało. Osobiście, nie biegałem nigdy w butach kalenji ani w ecco, ale nie wygłaszam wszem i wobec, że są do dupy (może kiedyś je wyprobuje). Nie zawsze cena odzwierciedla jakość, ale osobiście wybrałem droższe buty niż 200 zł i jestem zadowolony. Mam parę tańszych koszulek Kalenji, ale zakładam je tylko na krótkie treningi - na dłuższych biegach kiedyś bardzo mnie poobcierała i już tego błędu nie powtórzę (co jest ważne - wypróbowałem je na sobie, a nie piszę z góry, że beee). Polecasz jakieś buty Kalenji, bo je wyprobowałeś - ok, może kiedyś rozważę podobny zakup, jeśli nie będę śmierdzieć groszem...
Podobny artykuł, niepoparty doświadczeniem, może napisać każdy...ale jaki to ma cel? Dla mnie autor się osmieszył, bo rozpętała się dyskusja, w której dodatkowo potwierdził, że nie posiada wystarczającej wiedzy w pewnych kwestiach, które porusza...AMEN
www.test.de/themen/freizeit-reise/test/Laufschuhe-Adidas-und-Nike-vorn-1538502-1538628/default.ashx?sort=3
Jak znajdę później coś akutalnego, to wrzucę linka. Kiedyś widziałem ich jeden test, w którym porównywali właśnie buty z lidla z butami markowymi i jednak różnica w jakości była na rzecz butów markowych. Jak dla mnie przyjemniej biega się w rzeczach markowych, niekoniecznie droższych, bo często kupowanych z przeceny. A że być może to tylko efekt psychologiczny? I co z tego? Bieganie jest jedynie i aż moim hobby, więc przyjemnie jest czasem wydać ciężko zarobione pieniądze, by choć uzyskać to uczyucie przyjemności, ten efekt psychologiczny, że te kosmiczne buty zaniosą mnie dalej i szybciej. Jestem pewien, że pobiłbyś mnie nawet w klapkach na basen na każdym dystansie, co nie oznacza jednak, nie mówiąc o butach z lidla :) I tu nie do końca chodzi o to, by się pokazać, bo ja biegam najczęściej po lasach czy miejscach, w których jest mało ludzi. A mimo to cieszy mnie, jak mam dobre buty. Choć umówmy się, nigdy nie wydałem na buty więcej niż 200 zł, po prostu szukam okazaji. Buty za 500 zł to dla mnie czyste szaleństwo, przynajmniej na razie. Ale jak kogoś stać, to czemu nie? Dla niektórych tracenie czasu na wyszukiwanie promocji może być droższe niż wyłożenie paru stów więcej i mi to nie przeszkadza.
A tak na marginesie, to poruszenie tego tematu jest dobrym strzałem, jeżeli chodzi o samego bloga. Dawno tyle komentarzy się nie pojawiało. Jest to też charakterystyczne, że najwięcej kontrowersji wyołuje sprawa sprzętowa, która w tym sporcie naprawdę nie jest taka istotna. Co charakterystyczne, nikt tak nie komentuje spraw czysto sportowych jak trening czy regeneracja lub inne istotne dla biegania rzeczy. Czyżby producentom sprzętu udało się przekonać biegaczy, że tak naprawdę liczy się sprzęt? Sam się czasem na tym łapie, że chciałbym mieć buty z nowej kolekcji. Ale potem sobie mówię, kupując buty z np. 2009 r., że jak dojdę do czasów, które w tamtym roku w tych butach osiągano, to dorzucę zacisne pasa i wydam te 500 zł, by dalej gonić czołówkę, która mi ucieka w coraz to nowych butach.
A jako prawnik, to mam nadzieję, że nie będziesz miał kłopotów z powodu tej dyskusji, bo co jak co używanie określenia "buty z lidla" jako synonimu taniości i tandety (niekoniecznie przez Ciebie ale przez innych opiniujących, za których jednak jako autor bloga możesz ponieść konsekwencje) może komuś nie przypaść do gustu. No ale jakby jakiemuś koncernowi nie spodobała się wolna dyskusja na forum, to daj znać, dokopiemy tym miliarderom w sądzie :)
Pozdrawiam
1. Badania konsumenckie widziałem. Sęk w tym, że one badają czynniki, które są dla biegacza mało istotne. Teoretycznie owszem, oznacza się ścieranie podeszwy, odporność na zgniatanie i tym podobne cechy. W praktyce ma to jednak drugorzędne znaczenie dla biegacza (według mnie oczywiście). Mnie interesowałyby badania pokazujące częstotliwość kontuzji, bo o tym mówię. Jeśli chodzi o trwałość, to prawie każdy but wytrzyma kilka tysięcy kilometrów - wystarczająco.
Z tych, w których biegałem, do 5000km dociągają prawie wszystkie modele. Negatywnie wypadła tu Joma, w nich po 1000km były już spore dziury. W terenowych Kalenji zrobiłem blisko 5 tysięcy i w zasadzie nadal nadawały się do biegania. W prostym modelu Nike, który mam od 4 lat, też ciachnąłem na pewno 5000 tysięcy. Ostatnio negatywnie zaskoczyły mnie kupione w Stanach Pumy, które po, jak szacuję, 2000km mają już dziury w siateczce. Ale kiedyś miałem inny model, który po kilku tysiącach nadal był w pełni sprawny.
Generalnie jednak, moja opinia jest taka, że różnice w trwałości materiałów są mało istotne, z tego względu, że i tak wykraczają poza praktyczne przebiegi. Różnica dotyczy tylko tych butów, które rzeczywiście odstają jakością od innych. To są jednak rzadkie przypadki. Takie negatywne doświadczenia jeśli chodzi o chamską odporność butów mam z Jomą, Fila i... Mizuno. W jednym z modeli Mizuno, które kiedyś kupiłem, siateczka poszła jak papier po kilku miesiącach. Nie reklamowałem tego.
Należy przy tym pamiętać, że większość ciuchów i butów produkowana jest przez te same małe chińskie czy wietnamskie łapki w takich samych fabrykach. Potem tylko na jedną bluzę nakleja się znaczek Nike i w sklepie kosztuje 300zł, kolejna zaś jest sprzedawana jako "no name" - i kosztuje 30zł. Tak działa ten, oczywiście w dużym uproszczeniu, biznes.
2. Co do kompresji. Cóż, czekałem, kiedy z braku argumentów zaczną się teksty o ośmieszeniu się, braku wiedzy itd. Podsumuję więc: nie aspiruję do miana speca od kompresji. Podchodzę do tego bardzo praktycznie, myślę prosto, biorąc pod uwagę dziedzinę, na której się znam, czyli trening biegowy. Nie ma dowodów, że taki bajer ma jakikolwiek wpływ na wyniki czy regenerację - i to jest fakt. A zdrowy rozsądek podpowiada, że to kolejny zbędny gadżet.
Jeśli chodzi o badania, to w cytowanym tekście szukał ich autor - nie znalazł. Cały czas mówimy o jakimkolwiek pozytywnym wpływie (poza psychologicznym) tych rzeczy na wyniki sportowe czy regenerację po wysiłku. Mnie można przekonać twardym argumentem - ale tutaj nie ma argumentów. Zaś żylaki, samoloty, piłkarze czy to, kto produkuje dany sprzęt - to mnie nie interesuje.
3. Co do butów - moja teza jest prosta, właściwie to 2 tezy. Pierwsza o negatywnym wpływie "systemów na biomechanikę, druga - o tym, że czy but tani czy drogi - to jest w zasadzie ten sam but. Z indywidualnymi preferencjami nie zamierzam się kłócić, każdy ma swój gust. Nie neguję tego, że można czerpać przyjemność z posiadania drogiego buta.
4. Rzeczywiście zaskoczyła mnie ilość komentarzy. Wczoraj znajoma biegaczka spytała, dlaczego mnie to zaskakuje. Otóż w środowisku biegowym poglądy podobne do moich to norma, dlatego jestem zaskoczony, że one są odbierane jako kontrowersyjne. Większość biegaczy, jakich znam, dobrze wie, że połowa tego, co się o butach marketingowo ściemnia - to ściema. Znam też sporo "ambitnych amatorów", biegających np. 10km poniżej 40 minut, którzy sami doszli do wniosku że zbyt skomplikowane buty im szkodzą. Myślałem więc, że pisząc to, o czym na co dzień rozmawiam ze znajomymi, będę przekonywał tylko nieliczną grupkę technologicznych fanatyków. Tymczasem jak widać propaganda koncernów zdążyła się mocno zakorzenić w niektórych głowach.
5. Padł tam argument, że dopóki nie spróbuję, nie powinienem się wypowiadać na niektóre tematy. Otóż podsumuję to tak - nie próbowałem uderzać z całej siły głową w ścianę - a mimo to wiem, że nie warto tego próbować w treningu ; ) Niektórzy chcą dyskusję sprowadzić na pole teoretycznych rozważań. Dla mnie liczy się praktyka, a praktyka jest taka, że gadżety nie biegają, tylko prędzej czy później okazują się chwilową modą. Za rok będzie coś innego, dopalacze w butach lub mówiące spodenki.
6. Co do Lidla - myślę, że przedstawiciel koncernu powinien przyjść z kwiatami. Oni raczej będą zadowoleni z tego, że pojawiają się jako synonim taniości. A że dla niektórych tanio=źle? To już zmartwienie dla ich działu marketingu ; )
Czy się więc ośmieszyłem, jak sugeruje mi to dystrybutor jakiegoś gadżetu? Może i tak, ale co z tego? Życie jest śmieszne.
Ja teraz katuje rozbiegania cały czas w starych startówkach Woolfach, chcę je dobić i wyrzucić. Skubane nie chcą się jednak poddać. To jest but, który jest najtwardszym, w jakim biegam. Mam czasami wrażenie, że w nim jest bardziej twardo niż gdybym biegł boso. Czasami to oznacza lekkie odbicie stóp pod spodem, szczególnie po rozbieganiu na asfalcie. Ale to jest moja siła - mięśnie bolą po tym mocno, znaczy się - pracują.
Chciałbym też nawiązać do ostatniego zdania w artykule, z czego wynika że tylko Nike w Polsce się promuje... Uważam że Nike bardziej promuje sie w Warszawie, a o resztę Polski raczej nie dba. O wiele lepiej w tej kwesti prezentuje się New Balance, która wspiera szereg imprez biegowych w Polsce, czy też Asics (wspiera Chabowskiego Draczyńskiego, Gortel) organizuje konkurs ligi Asics gdzie ma teoretycznie każdy szanse na wygranie jakiegoś sprzętu, wspiera też największe maraton m.in Nowy Jork.
W miarę widoczna jest też marka Pumy, która do niedawna organizowała biegowe czwartki w niektórych zakątkach Polski (Warszawa, Wrocław, Gdańsk, Poznań) i organizuje szereg konkursów dla uczestników
Oczywiście to się przekłada na cenę, gdzie takie Asicsy są dwukrotnie niekiedy droższe od najnowszych modeli Kalenji. (buty Kalenji mi może nie pasują, ale bardzo cenię ich odzież do biegania).
www.globalsources.com/PEC/PROFILES/DECATHLON.HTM
Jeżeli chodzi o to bieganie w bawełnie to ja nie widziałem tego na zachodzie, wręcz przeciwnie zawsze w Polsce łatwo było odróżnić amatora od zawodowca po ubraniach, a na zachodzie już nie.
Zresztą takie "niechlujstwo" ubraniowe widać też na co dzień wśród męskiej populacji co jest obiektem śmiechu na świecie. :)
Dla mnie kupowanie butów z Lidla przez Michała Smalca było śmieszne i trochę żałosne, bo to tak jakby prawnik przyszedł z pomarańczowym długopisem marki "BIC" na podpisanie ważnej umowy. Śmieszne, nieprawdaż??
Jeżeli chodzi o firmę Kalenji to od wielu osób słyszałem, że ciuchy mogą być, ale buty słabe. To niezależne opinie użytkowników, bo sam mam jedynie 5 par skarpetek. Oczywiście dobrze, że istnieje coś taniego, bo dzięki temu ludzie nie muszą zaczynać tak jak ja w trampkach.
Sponsorowanie zawodników to krok w dobrym kierunku, może i u nas powstaną zawodowe grupy takie jak w Stanach, za tym zaś pójdzie wzrost poziomu.
Co do imprez biegowych, to tutaj akurat praktycznie każda z firm obuwniczych coś sponsoruje, to, można powiedzieć, naturalny kierunek ich działania. To jest więc taki goły standard - ja zaś patrzę, co robią poza tym.
Puma - próbowała powtórzyć patent Nike ze ścieżkami, ale chyba bez powodzenia. Reebok robi teraz te konsultacje sprzętowe z ekspertami, co zresztą też miała Puma. Generalnie wydaje mi się, że jak by na to nie patrzyć, to takich pozytywnych działań jest jeszcze w Polsce ciągłe za mało.
Zresztą takie "niechlujstwo" ubraniowe widać też na co dzień wśród męskiej populacji co jest obiektem śmiechu na świecie. :)
Dla mnie kupowanie butów z Lidla przez Michała Smalca było śmieszne i trochę żałosne, bo to tak jakby prawnik przyszedł z pomarańczowym długopisem marki "BIC" na podpisanie ważnej umowy. Śmieszne, nieprawdaż?? "
Nie wiem w jakich kręgach społecznych to niechlujstwo się objawia, nie wiem też co to ma wspólnego z "taniością" sprzętu sportowego, a już to porównanie z podpisaniem przez prawnika umowy długopisem marki BIC mnie ubawiło.
Jeśli amator ma ochotę biegać w butach z Lidla i bawełnie to niech sobie biega, takie jego prawo i powinieneś to jako "światowy" człowiek uszanować. Michał napisał o butach z Lidla właśnie dla zabicia takich głupich stereotypów, chociaż sam biega w sprzęcie wszystkich marek.
PS Generalnie mam w d... jakim długopisem prawnik się podpisuje byleby był kompetentny :)
w efekcie taki amator wygląda jak choinka, a biega jak święty mikołaj.
ale zdaję sobie sprawę, że to w gruncie rzeczy kwestia światopoglądu, spierać się nie zamierzam.
-----------
dzisiaj 33km w papciach z lidla. fajne są na długie wybiegania.
-----------
zdrówko
A dla mnie bardziej śmieszne i żałosne jest to, że koleś który ma na sobie buty, koszulki, gpsy itd za kilka tysi wącha zapach palonej gumy butów z Lidla na dowolnym dystansie ;-)
A jak już jesteśmy przy tych nieśmiertelnych butach z Lidla to należałoby chyba dodać równie oczywistą oczywistość, która została niejako przeoczona przez czytających tamten sławny artykuł, a mianowicie Michał Smalec nie jada nic poza pszczelim pyłkiem (czy jak to się tam zwało). Tylko tym się faszeruje cały czas. W jakim to Ciemnogrodzie przyszło mi żyć...
Przede wszystkim i po pierwsze w naszych głowach jest utarty stereotyp, że but biegowy ma mieć dużo amortyzacji i wiele innych systemów. I ciężko to zmienić. Tak już zostanie. Jedynym rozwiązaniem jest wyłamanie się z systemu (FUCK THE SYSTEM :P) i spróbowanie czegoś innego, np butów z Decathlonu. Od roku biegam w minimalistycznych butach biegowych i szczerze powiem, że czuję sie w nich lepiej. Obecnie biegam w Eliofeetach, kupiłem je w promocji za 49.99. Jak za darmo jeśli chodzi o buty biegowe. One są nawet lżejsze niż moje Nike Marathonery ;)
Jestem studentem fizjoterapii i trochę się interesuję tym co robię a nie tylko wykonuję trening. Spędziłem trochę czasu w bibliotece i szukałem w bazach danych (PubMed, OVID, Medline, SportDiscus i jeszcze kilku innych) info na ten temat i wszystkie badania pokazują, że buty z zaawansowanymi technologiami w niczym nie pomagają. Podpierają naszą stopę co wcale nie jest dobre bo łuku (wysklepienie stopy) nie powinno się podpierać bo to osłabia całą konstrukcję. Widział ktoś żęby akwedukty albo mosty były podparte w centralnym punkcie łuku? Buty minimalistyczne pod tym względem są właśnie najlepsze do biegania bo nie ingerują w nas w duży sposób. Ale do tego niestety trzeba dojść samemu i wyjść poza schemat...
Dlaczego koncerny biegowe zaczynają produkcję butów minimalistycznych? W końcu doszli do wniosku po przeprowadzeniu wielu badań, że jednak takie buty są lepsze. Biomy, Free i inne. Ale nie przyznają się do tego że amortyzacja nie jest potrzebna bo to strzał w kolano a raczej jego amputacja.
A kompresja? Hmmm...? Czemu zwycięzcy wielkich maratonów w tym nie biegają? Po prostu trening. Train hard, win easy. Proste.
Wszystko.
Cieszę się, że Marcin prowadzi takiego bloga i pisze o tym wszystkim. Sam mam zbliżone poglądy do niego. Mam tylko nadzieję, że jego słowa dadzą do myślenia i refleksji inne osoby i one same na sobie będą to wszystko testowały. I to będą jedyne wiarygodne wyniki.
Pozdrawiam
Dybol
Wygląda na to, że sporej części biegaczy najbardziej liczy się dobre pokazanie się, ładny sprzęt, fajne gadżety, taki lans. Do tego nowinki treningowe, pomiary tętna, suplementacja, dywagacje nad tym, czy lepiej biegać 80 czy 90km tygodniowo, czy lepiej na tętnie 85% czy 87%, czy interwał ma stanowić 5% czy 7% ogólnego kilometrażu...
Nie potępiam tego, ale dla mnie to zupełnie obca postawa. Ja jestem tutaj przedstawicielem konserwatywnego nurtu: tych, którzy biegają po to, żeby się ścigać. I to niekoniecznie z zegarkiem, a bardziej z rywalem. Dlatego ja na zawodach jestem w stanie zrobić 150% tego, co wychodzi z treningu. Na finiszu, gdy widzę słabnącego rywala, czuje się jak wilk, który poczuł świeżą krew.
Wszelkie zagadnienia okołobiegowe i sprzętowe rozpatruję prosto - co zrobić, żeby w następnym starcie wyprzedzić takiego Smalca/Czapiewskiego/Chabowskiego czy innego dobrego zawodnika. Mnie napędza rywalizacja, a nie moda. Być może to jest źródłem braku komunikacji z częścią biegowej braci. Wyścigowcy nigdy nie zrozumieją sprzętowców. Ja mogę biec i boso, jeśli uznam, że to da mi brakującą sekundę, która pozwoli przeskoczyć na mecie o jedno miejsce wyżej. Nie zastanawiam się wiele, co mam na nogach, ważne żeby rwać przed siebie jak chart. A ogrywanie ludków w wymyślnym sprzęcie daje mi tym większa satysfakcję ; )
Czyli - mnie kręci lans oparty na wynikach, nie na innych sprawach. Dlatego bardziej imponuje mi wymiatacz podartych kalesonach niż jakikolwiek ślimakowaty gadżeciarz.
chciałem tylko dodać swoją opiniję o skarpetkach kompresyjnych.
wiem, że one pomagają ludziom z niezdrowymi żyłami, en.wikipedia.org/wiki/Compression_stockings ja osobiście polecam skarpety kompresyjne po zawodach/treningu (nogi odpoczywają zdecydowanie szybciej), a szczególnie w podróżach! długa jazda samochodem z czy na zawody, samolot czy pociąg - kompresja powoduje lepszy przepływ krwi przez 'wiszące' w dole nogi... naprawdę warta inwestycja - tzn ja nie lupuję tych reklamowanych przez sklepy sportowe, tylko te w aptece, może trochę brzydsze niż te rekalmowane, ale za to o wiele tańsze!
pozdrowienia!
