Warto wspomnieć, że Spała powitała nas zaskakująco ciepłą pogoda i brakiem śniegu. Ponieważ u mnie zima jest sroga, byłem zaskoczony, wrażenie takie, jak gdybym przyjechał z innego klimatu. Już w sobotę pogoda się zmieniła. Zima podąża za mną krok w krok. Zaatakował mróz i śnieg. Oczywiście na hali nie było to problemem, ale rozruch oraz rozgrzewkę zrobiłem jednak na zewnątrz. W środku było duszno i bardzo sucho, do takich warunków w tym roku nie jestem przywyczajony. Mróz, wiatr, śnieg - jak najbardziej.
Na pierwszy ogień szła Ola. Jej bieg niemal od początku do końca prowadziła Kasia Broniatowska. Tempo było równe, solidne, może nie zabójcze, ale przyzwoite. Pierwszy kilometr 3:11, drugi 3:14. Potem 600m czajenia - i ostatnie 400m szaleńczego wyścigu. Ostatni kilometr wyszedł Oli w 3:01, ostatnie 400m w 66 sekund. Całkiem przyzwoicie. Mimo tego, że nie biegaliśmy treningów w kolcach, Ola szybkościowo nie odstawała od dziewczyn, które ostatnie tygodnie spędzały, przygotowujac się w cieple w Spale czy RPA. Prawdę mówiąc, w zasięgu było nawet złoto. 250m przed metą Ola bardzo mocno ruszyła, ale wyprzedzając tuż przed ciasnym zakrętem, została zatrzymana przez rywalkę, dostała łokciem, straciła rytm i impet, wytraciła prędkość, została kilka kroków z tyłu, co przy tej prędkości i zmęczeniu było już nie do nadrobienia. Widać to bardzo dobrze na filmie, który nagrałem. Czas Oli - 9:26.90, jej życiówka ze stadionu jest mocniejsza tylko o dwie sekundy.
Podobnie w Oli wykonaniu wyglądał bieg na 1500m - można jej na siłę zarzucić drobne błędy taktyczne, które zadecydowały o takim, a nie innym miejscu. Taka jest jednak specyfika biegania w hali, nie startowaliśmy w niej od wielu lat i ciężko oczekiwać pełnej perfekcji. 1500m kobiet było bardzo wolne, niewiele wolniejsze od 3000m. Pierwszy kilometr w 3:06, przy tym dystansie to jest jak spacer. W momencie decydującego ataku Ola była zablokowana, zanim mogła ruszyć, rywalki były już daleko. Ostatnie 200m Oli to 30,87 - bardzo dobra prędkość. Rywalki były jednak klasowe, trzy z nich wystąpią w halowych mistrzostwach Europy w Paryżu. Ostateczny czas Oli - 4:28.06, piąte miejsce, halowa życiówka, ale dużo wolniej niż najlepszy czas ze stadionu.

Podium 3000m kobiet, od lewej: Kasia Broniatowska, Sandra Michalak, Ola
No i moje biegi. Przyznam szczerze, że 800m to była perfekcyjna egzekucja. Wiedziałem, że jest szansa na medal. Na liście moja życiówka dawała mi teoretycznie trzecie miejsce, problem w tym, że ustanowiłem ją ponad 5 lat temu i od tego czasu nie biegałem tak szybko. Co więcej, 4 miesiące temu machnąłem maraton w Dębnie, co chyba nieco zmyliło rywali. Nie spodziewali się, że mogę depnąć tak mocno. Wspominałem jednak o tym, że ostatnio pod względem szybkościowym czułem się bardzo dobrze. Maraton mi nie zaszkodził, odpoczynek był solidny.
Od razu po starcie bardzo mocno ruszył Artur Ostrowski, mający nadzieję na zrobienie minimum na HME w Paryżu. Za nim Adam Kszczot, medalista mistrzostw Europy na stadionie. Ja zostałem z tyłu, ruszając dość spokojnie. Był moment, w którym zastanawiałem się, czy nie wyprzedzić zawodników przede mną i nie spróbować gonić prowadzącej dwójki. Musiałbym jednak obiegać całą grupę, do tego tempo pierwszych 200m było naprawdę szybkie, a ja nie czułem jakiejś powalającej mocy w nogach. Ciasne wiraże hali w Spale również nie zachęcały do takiego ryzyka. Szybko doszedłem więc do wniosku, że walczę o 3 miejsce i na tym się skupiłem. Po 350m z ostatniego miejsca przeszedłem na czwarte. Grupa zachowywała się dokładnie tak jak przewidziałem - po szybkim początku nastąpiło mocne zwolnienie. Odcinek miedzy 350 a 500m to był spacer, ja to wykorzystałem. Wiraż przebiegłem na czwartym miejscu, a tuż po zejściu z nachylenia, 360m przed metą, ruszyłem z całej siły.
Dokładnie tak wyglądał jeden z wariantów taktycznych, które rozważałem przed biegiem. W momencie, kiedy rywale mają największy kryzys, bo mocne tempo z początku zaczyna dawać się we znaki, a do mety jeszcze zbyt daleko, żeby już finiszować, ja zaskoczyłem atakiem i długim finiszem. Na mecie zawodnik z czwartego miejsca powiedział, że miałem szczęście, że tak z zaskoczenia uciekłem. Szczęście nie miało z tym jednak nic wspólnego, to się nazywa taktyka i umiejętne wykorzystanie swoich mocnych stron. Nie miałem ochoty na loterię z udziałem łokci, jaka miałaby miejsce na ostatnim kółku. Wtedy można przegrać, nawet będąc najszybszym. Na 50m prostej zrobiłem więc momentalnie 10-15 metrów przewagi, zostało tylko wytrzymanie tego tempa na ostatnich 300m, co na 800m nie jest proste. Udało się jednak, w razie jakiegoś niespodziewanego ataku miałem jeszcze na ostatniej prostej dodatkowe przełożenie w zapasie. Rywalom pozostała walka o 4 miejsce.
Mój czas to 1:53,3. Los jak zwykle miał jednak dla mnie niepodziankę - w czasie naszego biegu padła aparatura, pomiar odbywał się na zegarki sędziowskie. Sędziów to mocno zaskoczyło, po biegu jeden z nich przyszedł do mnie pytać, które miejsce zająłem. Jak zmierzyłem sobie kilka razy na nagraniu wideo, mój rzeczywisty czas to ok. 1:53:13, oczywiście z uwzględnieniem drobnych odchyleń statystycznych. Nie ma to wielkiego znaczenia, zresztą w Spale niejeden raz biegałem szybciej w starych czasach, ale zawsze trochę szkoda. Myślę, że przy równym, odpowiednio prowadzonym biegu jestem w tej chwili w stanie pobiec 1:51.50, co oznacza bardzo dobrą dyspozycję. Oczywiście trzeba to widzieć w szerszym kontekście - maraton kilka miesięcy temu, ostatnie przygotowania w śniegu i lodzie, kolce miałem na nogach jedynie dwukrotnie w czasie przebieżek. Powtórzę jednak - odzyskałem siły po kiepskim poprzednim sezonie, szybkościowo czuję się bardzo dobrze. W takim stanie 1:53-1:52 biegam w każdych warunkach, o każdej porze dnia i nocy, czy bieg jest szybki czy wolny. Wspominałem, że w tym roku bardziej skupię się na krótszych dystansach i dobry występ na 800m to efekt tego.

Na podium, od lewej: Artur Ostrowski, Adam Kszczot, ja
No i sprawa, która wzbudziła największą sensację: 30 minut odpoczynku i start na 3000m. Przyznam, że ta przerwa była nieco krótka - 20 minut zajęło mi jakiekolwiek dojście do siebie po 800m. Dopiero w ostatnich 10 minutach zacząłem czuć się odrobinę lepiej. 800m tak czy inaczej jest potężnym uderzeniem kwasu mlekowego do krwi, co powoduje różne sensacje, z zawrotami głowy łącznie. Ja zaś od 800m zdążyłem się mocno odzwyczaić. Postanowiłem się jednak nie rozczulać nad sobą - start to czas pracy, wtedy nie czas na relaks. Dla mnie był to i dobry trening pod przełaje, niewykonalny w domu z powodu śniegu, i ciekawy eksperyment treningowy, i próba własnych możliwości. To rozwiązanie treningowe wziąłem z repertuaru niektórych trenerów amerykańskich. Wypadło przyzwoicie. 8:47.79 to moja świeża halowa życiówka. Pobiegłem i tak ciut za ostrożnie, 8:40 było do złamania. Bieg był jednak szybki, rywale uciekli, po pierwszym kilometrze nie miałem więc z nikim kontaktu, dopiero na ostatnim kółku dogoniłem słabnącego rywala. Nie było impulsu zmuszającego zmęczone mięśnie do większego wysiłku. Co więcej - rozwiązał mi się w biegu but, dodatkowy czynnik rozpraszający, miałem świadomość, że może spaść mi ze stopy w każdej chwili. Po tym biegu czułem się lepiej niż po 800m. Moje międzyczasy: 2:52-2:59-2:56. Oceniam, że na 3000m w tej chwili tak czy inaczej jestem w lepszej dyspozycji niż w szczycie poprzedniego sezonu. Biorąc pod uwagę specyfikę przygotowań, to bardzo optymistyczne.
Wnioski końcowe - jest dobrze. Jesteśmy z Olą w tej dobrej sytuacji, że nasz start miał miejsce z marszu, bez jakiegokolwiek przygotowania startowego. Nie ma więc po czym odpoczywać, robimy 3-4 dni luźne i trenujemy dalej. Nadal bez wielkiego pośpiechu, z głową - i mamy nadzieję, że w sezonie letnim będzie jeszcze lepiej niż w hali.
Dziękuję za wszystkie gratulacje!
Oceń
Zobacz także
Komentarze
Co do spalskiej hali, to nie wiem co ci przeszkadza to powietrze, mi biegało się wszystkie 3 szybkie treningi bardzo dobrze, równo i szybko, co prawda trochę gorąco, ale sama możliwość rozebrania się do krótkich gaci daje 100 pkt. do szybkości :D Szkoda że nie było okazji, spotkać się i porozmawiać, może innym razem.
P.S. I tak najlepsze jest to, że w pon. 90 % wyjechało i na hali trenowała tylko mój klub :D
Pozdrawiam:)
Problem powietrza bierze się może z tego, że ogólnie mam problemy z drogami oddechowymi. Ale większość moich znajomych narzeka na to samo, palenie w gardle, suchy kaszel, właśnie po Spale. Nawet Ola, której nigdy nic nie dolega, po trójce czuła się kiepsko, kaszlała w nocy. Ja do teraz mam lekkie problemy z gardłem. Inna sprawa, że to były biegi na wyplucie płuc - może za wolno biegasz na treningu ; )
14,47
14,46 (200m - 27,93)
14,23 (300m - 42,16)
14,52 (400m - 56,68)
13,91 (500m - 1.10,45)
14,04 (600m - 1.24,49)
14,65
14,01 (800m 1.53,15)
Co do tego powietrza, to na treningach się nie obijałem, ale jedna rzecz zawsze mnie po Spale męczy, sucha skóra, zawsze myślałem, że to ta ich woda jest jakaś specyficzna, ale to może wina powietrza, ogólnie lubię tam jeździć, zawsze się formę łapie i pewne obroty, szkoda, że tak krótka i szybko te obozy zlatują :D
