Wygląda na to, że jest lepiej. Naprawdę. Po trzech tygodniach męki zaczęło mi się całkiem znośnie biegać. Owszem, jest zmęczenie, ale to już nie jest rzeźba. Cały czas w przyjemnych warunkach robimy potężną pracę treningową. W środę biegliśmy 24km - 12km wspinaczki, potem 12km w dół. Bardzo przyjemny trening. Dzisiaj idziemy na stadion na jakiś szybszy bieg ciągły, zobaczymy, jak to wyjdzie.
Naszą ulubioną rozrywką jest zbieranie na treningu piłeczek golfowych - niczym wielkanocnych jajek. Wszystko stąd, że przebiegamy w pobliżu pola golfowego. Robimy zawody, kto wypatrzy ich więcej. Ola prowadzi bezapelacyjnie. Wczoraj miała dzień konia - 6 piłeczek golfowych na jednym treningu!
Na początku lutego w Las Cruces jest bieg na 5km. Wystartujemy tam, żeby ocenić stan formy. Bieg jest na wysokości, nie oczekuję więc wielkiego biegania, raczej wskazówki co do prędkości szybszych biegów i urozmaicenia monotonii codziennych treningów.
Oto ulica, przy której mieszkamy:

Ostatnio wybrałem się na pustynię i napstrykałem chyba z 500 zdjęć. Co jakiś czas coś wrzucę, ale nie bdę robił ze swojego bloga fotobloga. Oto Ola podczas popołudniowego treningu:

W niedziele dojeżdża do nas kolega z Polski, Artur, studiujący w USA. Potrenujemy przez miesiąc razem, będzie tu więc niezła paczka polskich biegaczy.
