No cóż, dziś chyba nadszedł czas na poznęcanie się nad kolegami biegaczami i koleżankami biegaczkami, którzy męczą się w zasypanej śniegiem Polsce. Czytam dramatyczne wiadomości: pociągi stoją, prądu nie ma, śnieg po pas, wszyscy piszą mi, że trening jest niemal niemożliwy.
Tymczasem my z Olą zawitaliśmy wczoraj do Las Cruces, miejscowości położonej 100km od granicy z Meksykiem. Dzisiaj biegaliśmy pierwszy trening tutaj: w krótkiej koszulce i bez czapki, bo temperatura sięgała w słońcu niemal dwudziestu stopni. Jest sucho, ciepło, przyjemnie. Trochę gorzej z prędkościami. Już w Albuquerque robiłem pierwsze pomiary prędkości na tętnie ok. 85%, czyli lekko poniżej naszej domniemanej prędkości maratońskiej. Czyli na tak zwanym lekkim BC2, trzymając się polskiej terminologii. Wyszło to fatalnie, szczególnie u mnie, bo Ola biega przyzwoicie. Ja natomiast łapię takie tętno przy prędkości 4:10/km, a nawet wolniej. Przy tej prędkości mam sporą zadyszkę - tak działają te wysokie góry. Do tego pewnie moje biegowe zaległości, zmęczenie podróżą, niewyspanie. Skąd niewyspanie? Bo w Las Cruces zostaliśmy powitani imprezowo przez bardzo sympatyczną grupkę Polaków. Przeciągnęło się to do nocy, połączone było ze smakowaniem lokalnych alkoholi i długim gadulstwem.
Stąd dzisiaj nieprzyjemne zaskoczenie na treningu. Byłem pewien, że po bieganiu na wysokości 1800m w Albuquerque w Las Cruces będzie lepiej, bo tu jest niecałe 1300m nad poziomem morza. Ale w Albuquerque było chłodno, tu jest bardzo ciepło, ta różnica temperatur też chyba zrobiła swoje. Na razie będziemy biegać bardzo, bardzo spokojnie, nie ma wyjścia, zadyszka jest duża, serce wali jak oszalałe. Za miesiąc zobaczymy, czy jest jakiś postęp. Co jednak ważne - trening jest przyjemny, od rana do nocy słońce, sucho (wręcz strasznie sucho, wysycha skóra, pękają usta, z nosa leci krew rano), ciepło. Można trenować wszystko, co się chce. Jutro poznamy kolejne tereny tutaj, dzisiaj obejrzeliśmy tylko stadion i okolice miejscowego uniwersytetu.
Wrzucam kilka fotek z podróży do Las Cruces, na miejscu jeszcze nie zdążyłem nic zrobić. Niedługo pojawią się zdjęcia pod palmami, bo jest ich sporo, najbliższa rośnie 50 metrów od nas : ) Palmy przyprawiają mnie o palpitację serca z radości, palma znaczy full wypas, niczego poza palmą mi nie potrzeba.
Oto zdjęcia - nie są najlepszej jakości, bo robione przez okna samochodu, no ale można trochę pozazdrościć:

To początek podróży, krajobraz górzysto pustynny. Fantastyczne widoki, bezkresna autostrada, dużo słońca:

Za oknem można podziwiać całkiem przyjemne pejzaże. Podobne są w samym Las Cruces, wkrótce pojawi się tutaj cała seria zdjęć, jest po prostu przepięknie:


Oto Wielka Rzeka, czyli Rio Grande, krajobraz rodem z Afryki:

Typowo amerykański widok, którego nie mogłem przeoczyć:

I jeszcze raz rzut okiem zza przedniej szyby:

I na koniec kawałek górki, na podobną pewnie wbiegnę jutro, pomiędzy grzechotnikami, dzikimi kotami i kojotami:

Niesamowite, prawda? To jest przyczyna, dla której zamilkłem na kilka dni - ucichłem z zachwytu. Trening w takich warunkach jest przyjemy (mam też nadzieję, że będzie skuteczny). Aparat aż grzeje mi się z ochoty do pstrykania kolejnych zdjęć. W treningu na razie nie dzieje się nic ciekawego, trwa nasza adaptacja, więc nie ma tu za bardzo o czym pisać. W tygodniu wyszło nam coś ok. 105km. Pojutrze lub za dwa dni, zależnie od samopoczucia, pobiegamy bieg ciągły na nieco wyższe zakresy tętna. Spodziewam się dla siebie prędkości rzędu 3.50-3:45/km. Na chwilę obecną wiele wskazuje na to, że różnica tempa pomiędzy górami a nizinami, zakładając oczywiście podobną pogodę na nizinach, to jakieś 15-20 sekund na kilometr. Czyli w Polsce mógłbym oczekiwać na 85% tętna prędkości rzędu 3:55-3:50/km. Jeśli z tego urwę do kwietnia 20 sekund, będzie dobrze.
Oceń
Komentarze
W tej chwili trudniejsza jest aklimatyzacja do innego klimatu i wysokości - wysuszony nos, skóra na dłoniach i stopach pęka (tam, gdzie ocierają ja buty). Dużo pijemy, a bardzo mało się wysikuje, jest duża utrata wody przez skórę i płuca. Do tego właśnie biegi w tempie szybszym niż trucht są bardzo ciężkie. Rozbiegania w tempie 4.40/km biega sie ok, ale przy wyższych prędkościach są problemy.
Dzięki za życzenia ; )
