Pamiętam, jak nie raz dyskutowałem na forach internetowych o zimowym treningu. Moje zdanie da się streścić następująco: są w Polsce zimą okresy, kiedy nie można zrobić nic, dosłownie nic. Byli tacy, co się z tym nie zgadzali, podejrzewając mnie o słabość charakteru. Odkryłem jednak przyczynę różnicy zdań: to nic innego jak różnice klimatyczne.
Osobnicy, którzy uważają trening zimą za w pełni wykonalny, pochodzą najczęściej z Wielkopolski. Są tam takie rejony, że praktycznie całą zimę nie ma śniegu, o czym dowiedziałem się dopiero, gdy mam stamtąd zawodników. W Słupsku jest inaczej - klimat jest nadmorski, mokry, a przy tym dość ciepły. Jest masa opadów, w dzień temperatura często na plusie, w nocy ściska mróz. Dla biegacza jest to koszmar. To, co napada w dzień, nocą zamarza na kość, potem w dzień trochę rozmięka, a nocą znowu zamarza. Czasami całymi tygodniami mam więc w Słupsku takie warunki, że wszystko jest pokryte zamarzniętą, niekształtną warstwą lodu. Nie śniegu a lodu. Bieganie w terenie jest niemożliwe, bo na glebie leży coś, co można porównać do zaschniętego betonu, po którym w fazie twardnięcia przebiegło stado słoni. Czyli pofałdowana, śliska, niekształtna masa, na której można złamać nogę, ale gorzej z bieganiem - nawet chodzenie jest mocno utrudnione. W mieście zaś, na chodnikach, ulicach i stadionie leży warstwa gładkiego lodu, biorąca się z wyciekającej z odgarniętych zasp wody. Ba, część chodników jest w ogóle nieodśnieżona, tutejsze służby oczyszczania śmiało mogą kandydować do miana najgorszych na świecie.
Na dzień dzisiejszy bieganie w Słupsku jest więc niemożliwe. Mogę jedynie wychodzić bardzo późnym wieczorem i biegać po większych ulicach, które są w miarę dobrym stanie. Wtedy jednak nie pobiegam długo, bo jest późno, nie pobiegam szybko bo jest zimno, i tak muszę też uważać na ciągły duży ruch (Słupsk nie ma obwodnicy, ruch w mieście jest koszmarny, drogi w stanie fatalnym).
Dzisiaj byłem więc tylko na marszu w śniegu rano i idę na basen wieczorem. Co gorsza, pogoda to nie jedyne zmartwienie. Po pierwsze, pękł mi ząb i boli mocno, jestem wściekły, bo był już leczony kilkakrotnie, za gruba kasę, i wygląda to na typowy błąd dentystki. Po drugie - pojawiły się stare problemy z mięśniem dwugłowym. Okazało się jednak to, co podejrzewałem już rok temu - to nie żadne naciągnięcie, a bolesny skurcz mięśni. Wynika z mojego trybu życia (kilka, kilkanaście godzin dziennie przed komputerem), z terenu (to chyba przeważa, problemy zaczynają się zawsze, gdy robi się ślisko, ostatni miesiąc w Słupsku to najpierw bieganie w potężnym błocie, teraz ten lód) oraz z budowy ciała (słabsze mięśnie czworogłowe, silniejsze dwugłowe). Ból jest koszmarny, zaczyna się po kilku kilometrach biegu, nie mogę prostować nogi, właściwie kuleję, nie biegnę. Rozciągam to wściekle, ćwiczę i powolutku ten przykurcz ustępuje, ale pełne wyleczenie nastąpi dopiero, gdy zacznę biegać po normalnej nawierzchni. Na szczęście w tym roku przyjmuję to bezstresowo, za miesiąc będę już w Stanach pod granica meksykańską, mam nadzieję, że zdążę nadrobić wszelkie zaległości.
Mój plan przygotowań częściowo leży więc w gruzach - nie mogę zrobić nic szybszego, bo dwugłowiec odmawia współpracy, poza tym nie ma gdzie biegać. Truchtam więc, bardzo mało, ćwiczę wściekle na wszelkie możliwe partie ciała - i modlę się o pogodę.
Poza tym wszystko OK : )
Oceń
Komentarze
Robert, to Ty w lubuskim?! I dopiero teraz mi mówisz!? ; )
To Ty zamiast do USA przenieś się do Piły lub Poznania ;-)
najgorsze w zimę są lodowe żleby, można łatwo orła wywinąc (oby to nie był orzeł z Wisły) i kontuzję złapac oraz prędkości się na tej lodowej skorupie nie nabierze
ciesz się jednak, że w Laponii nie mieszkasz bo ino tylko z reniferem byś biegał
nie ma co płakac, warunki są jakie są, wiosna prędzej czy póżniej zawita a i tak zimy u nas są coraz łagodniejsze a to wszystko przez to, że mięso jesz a zwierzaki rzeżne ponoc produkują więcej CO2 niż przemysł, wiesz na jakim forum to czytałem ???
do wiosny
tomek m.
