02
12/2009
00:00
Wzorem mojego kolegi z biegowej blogosfery (i nie tylko), Michała Smalca, postanowiłem zadbać o duchową podbudowę mojego pisania o bieganiu. A może to wpływ pogody? Jest ciemno, niedawno były Zaduszki, duchy niektórych zmarłych snują się jeszcze w naszych 3+1 wymiarach, brak startów również zachęca do intensywniejszych przemyśleń. Summa summarum - jak nie wszyscy jeszcze wiedzą, bieganie oraz sport w ogóle to nie tylko czysta, bezlitosna fizyczność, nie tylko rubryki w biegowym dzienniczku i suma wykonanych środków treningowych. To coś więcej.

Czytałem ostatnio ciekawy tekst na temat lekarki, będącej równocześnie chińską szamanką. Przy pomocy tradycyjnej chińskiej medycyny leczy ona w Wielkiej Brytanii bezpłodność. I jak się okazuje, ma skuteczność dwukrotnie wyższą niż kliniki zajmujące się zapłodnieniem in vitro. Jest do tego stopnia efektywna, że tzw. "beznadziejne przypadki" kierują do niej uznani lekarze. I co w tym najciekawsze - owa szamanko-lekarka skromnie stwierdza, że całe jej leczenie polega na rozpoznaniu potrzeb pacjenta oraz przywróceniu równowagi w jego organizmie. Gdy równowaga zostaje osiągnięta, nie ma potrzeby wspomagania Natury - pacjenci zaczynają rozmnażać się jak pleśń na starym dżemie. Zakłócenia równowagi są różne, czasami fizyczne, czasami psychiczne. Niektórzy pacjenci tak stresują się brakiem skuteczności w tej dziedzinie, że ów stres powoduje coraz większą niepłodność.

Otóż równowaga, drodzy państwo, to klucz do sukcesu w każdej dziedzinie. Nie inaczej jest w bieganiu. Najwymyślniejsze teorie treningowe, najprecyzyjniejsze metody pomiaru, najsilniejszy organizm - wszystko na nic, kiedy zaburzona zostaje równowaga. Dochodzę do tej prawdy od dawna i co jakiś czas odkrywam ją na nowo. To jak droga do dalekowschodniego oświecenia: trzeba wiele przejść, wiele przeżyć, aby odkryć, że pożądanym stanem jest stan najprostszej równowagi, czystości myśli, pełnego spokoju. Trzeba obejść cały świat, przeżyć całe życie, żeby odkryć prawdy najprostsze i znaleźć się w punkcie wyjścia.

Czym jest równowaga w bieganiu? Mówimy o bieganiu nastawionym na wynik, polegającym na wyciśnięciu z naszych niedoskonałych ciał maksimum ich możliwości - czy to na poziomie amatorskim, czy zawodowym. Otóż równowaga jest stanem zbilansowania cech składowych biegowej formy, osiąganym przy pomocy różnorodnych form treningu. Podstawowe cechy składowe są znane i oczywiste: to siła, szybkość, wytrzymałość, różne stopnie wytrzymałości specjalnej, gibkość, odpowiedni stan psychiki. Do tego dochodzą dziesiątki niedefiniowalnych drobiazgów: czasami jest to koordynacja pomiędzy poszczególnymi grupami mięśniowymi, czasami drobna modyfikacja biegowej techniki, czasami wiara w siebie. Dopiero doskonała równowaga tych wszystkich składników tworzy potrawę zjadliwą - pozwala uzyskać wynik, o jakim nie śniło się filozofom.

Ktoś powie - ba, odkrył chłopak Amerykę! Przecież każdy to wie, każdy o tym słyszał, w każdej książce stoi to czarno na białym. Zrównoważenie form treningu to podstawa biegowej metodyki! Tylko że wiedzieć o tym, a w pełni to sobie uświadamiać i co ważniejsze: umiejętnie stosować w praktyce - to dwie różne sprawy.

Brak równowagi obserwowałem u siebie. Przykład z tej jesieni: niby wszystko było OK, niby byłem wytrzymały jak nigdy, szybki jak zawsze, ale rzucających na kolana wyników brak. Nawet gdy zdarzały mi się przyzwoite biegi, to cały czas miałem poczucie, że coś tu nie gra, czegoś brakuje. Jak w Matrixie: gdzieś na obrzeżach świadomości czaiło się niezachwiane przekonanie, że coś tu jest nie tak.

Podobne stany obserwuję u swoich zawodników i zawodniczek, tak amatorów, jak i zawodowców. Czasami są oczywiste: a to jest człowiek, który jest wytrzymały jak tytan, silny jak Pan Proper - tylko wyników brak. Okazuje się, że gdy do jego zupy dosypiemy przyprawę w postaci morderczego treningu szybkości - zaczyna robić postępy niemal z dnia na dzień, z godziny na godzinę, z minuty na minutę. Innemu trzeba wytrzymałości specjalnej. Kolejnemu - siły. Następnemu - odpoczynku. Czasami jest tak, że po uzyskaniu jakiegoś wyniku, po przepracowaniu pewnego okresu, uzyskany progres i zastosowane metody wydają się oczywiste. - "Każdy mógłby go wytrenować, to było oczywiste, że jak do tej wytrzymałości dodamy trochę szybkości, to będzie dobrze." - mógłby powiedzieć sceptyk krytykujący moje trenerskie osiągnięcia. Sęk w tym, że coś, co jest oczywiste dziś, nie było oczywiste pół roku temu. To, że w Totku padły liczby 1, 14, 17, 23, 44 i 49 - dziś jest oczywiste, ale czy było takie kilka dni temu?

Kiedy osiągamy stan równowagi, czujemy się bosko. Poczułem dziś na treningu zalążek tego stanu i próbowałem go zdefiniować. Można to określić jako poczucie, że w biegu wszystko jest na swoim miejscu, wszystkie części ciała i duszy harmonijnie współgrają ze sobą. Jest i szybkość, i wytrzymałość, i nogi pracują odpowiednio, i ręce nie zawadzają w biegu, tylko jak stateczniki stabilizują pracę całego układu. Nie musi to być stan najwyższej formy, bo do tej mi teraz daleko. Po prostu czuje się, że osiągnięto stan, w którym całe ciało pomaga w biegu, a nie przeszkadza.

Pisałem o tym, że analiza mojego całorocznego treningu wykazała braki siły. Jeszcze nogi, brzuch - to było w miarę OK. Najgorsze zmizernienia zdarzyły się w mięśniach rąk oraz klatki piersiowej. Po sezonie zrobiłem więc odpoczynek od biegania, równocześnie zaczynając intensywnie ćwiczyć. Potem zacząłem dorzucać do tego treningi biegowe, a od tego tygodnia zacząłem biegać codziennie. I niesamowite: mimo bardzo ciężkiej siły, zmęczenia mięśni i wielu niedoskonałości w codziennym procesie treningu - nagle zacząłem czuć się bardzo dobrze. Ktoś powie: to odpoczynek. Ale to nie wszystko, bo wcześniej również odpoczywałem, zmniejszałem objętość, robiłem dni wolne. Teraz wprowadziłem korekty do treningu, basen, wiele ćwiczeń, zmieniłem nieco treningi biegowe - i nagle zaczęło iskrzyć. Udało mi się odnaleźć stan równowagi. I w praktyce dzięki temu mimo sporej przerwy, mimo marnej objętości treningu, mimo fatalnej pogody: deszczu i błota, jestem na początku grudnia w znacznie lepszej dyspozycji niż rok temu. Zaczynam trening z optymistycznym przekonaniem, że w kolejnym sezonie może być znowu lepiej, mogę wskoczyć na kolejne poziomy zaawansowania, znowu poprawić życiówki.

Rolą trenera, podobnie jak chińskiej znachorki, jest dążenie do uzyskania stanu równowagi. Owszem, maratończyk musi być typem wytrzymałym - ale to nie znaczy, że ma zaniedbać szybkość i siłę. Średniodystansowiec - musi być wytrzymały, nie tylko szybki. Uzyskanie równowagi jest piekielnie trudne, wymaga wiedzy i intuicji. Trudniejsze od tego jest tylko... utrzymanie stanu już istniejącej równowagi. Zawsze jest pokusa, żeby zacząć robić coraz więcej wytrzymałości, coraz więcej siły, skupić się tylko na jednym aspekcie przygotowań. I nagle - wszystko się sypie. Zbyt wiele siły jest tak samo złe jak zbyt mało, dotyczy to każdego elementu treningu, oczywiście łącznie z odpoczynkiem. Nieco łatwiej jest mi znaleźć złoty środek u kogoś trzeciego niż u siebie - to nieuniknione. Najwięcej błędów popełniam w swoim przygotowaniu. Tak jednak musi być.

Moją zaletą jest to, że wiele sprawdziłem na sobie. Każdy się myli - ale moje błędy zostały już popełnione. Nie wszystkie, ale wiele z nich. Poznałem ból i kontuzję, wiem, jakie skutki ma stosowanie różnych treningowych mikstur, mam wiedzę, intuicję i wyobraźnię. Doceniam metody proste i wyrafinowane. Jestem równocześnie chełpliwy i skromny, pewny swojej wiedzy i niepewny. Z każdym krokiem jestem bliżej stanu równowagi. I chociaż on jest nietrwały - zdarza się, że go osiągam. Mam nadzieję, że wraz ze mną - moi zawodnicy oraz czytelnicy mojego bloga. Może zamęt myśli, jakiś twórczy ferment, który tutaj znajdziecie, będzie dla Was szczyptą tej przyprawy, której właśnie brakuje, abyście i Wy osiągnęli równowagę.

Bo równowaga, jak mówią chińskie szamanki, to podstawa.
Kategoria: Felietony
Komentarze: (3)
Zaktualizowano: 11/01/2012, 15:11

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

no-photo.gif
03/12/2009, 07:20
ico_link.png
0
0
2 wnioski:1- Na moje oko jesteś taką chińską szamanką polskich biegów, leczysz z bezpłodności wynikowej.2- nie za dużo tej równowagi, lub jakby to można inaczej ująć równowaga powinna być bardziej dynamiczna niż statyczna. Tkwienie cały czas w stanie homeostazy nie prowadzi do rozwoju:)Pozdrawjaju , napisz jakiś wiersz:)
no-photo.gif
03/12/2009, 22:45
ico_link.png
0
0
Więc ja się zapytam "szamana" jak to jest z tymi rozuchami? Wiadomo mi z informacji zamieszczanych na blogu "przyczajonego Tygrysa", że na Twój organizm działały one w sposób nie porządany. Jeśli dobrze pamiętam chodziło o najsłabszy punkt jakim jest (jak sam twierdzisz) u Ciebie siła mięśniowa. Zapytam - dlaczego? Jak to możliwe ze delikatne poranne bieganie może mieć destruktywny wpływ na siłę? Rozumiem, że jest to Twoje doświadczenie zdybyte drogą empiryczną, czego niemożna podważać, ale czy mógłbyś to wyjaśnić? Jeśli to w ogóle prawda - bo nie przeczytałem jeszcze żadnej Twojej wypowiedzi traktującej właśnie o tym problemie, a jedynie tak jak już wspominałem na innym blogu - to powiedz prosze, komu odradził byś taką formę dodatkowego treningu ?


Jeszcze Ciekawi mnie, jak sie kijek sprawuje ? Poleciał już w kąt pokoju, czy raczej przekształca sie w podstawowe narzędzie które powienien posiadać absolutnie każdy biegacz ?

Pozdrawiam :)
Marcin Nagórek
04/12/2009, 13:26
ico_link.png
0
0
Co do równowagi - zapomniałem być możę napisać, że nie chodzi tu oczywiście o stagnację, a o jak najbardziej dynamiczną równowagę, czyli zachowanie jej mimo zachodzących w organizmie zmian. Utrzymanie równowagi bez rozwoju to dziecinnie łatwa sprawa.

Co do rozruchów - u mnie to nie chodziło o siłę, a o jej brak. Po prostu gdy włączałem drugie treningi, nie miałem siły na szybsze akcenty. Przy większej objętości prędkość biegów spadała u mnie tak bardzo, że doszedłem do wniosku, że jest to dla mnie bardziej szkodliwe niż bieganie mniej a szybciej. Mimo wszystko - jest oczywiście pewien punkt równowagi. Podwójne treningi sa jak najbardziej zalecane dla tych, którzy są na nie gotowi mięśniowo, stawowo itd.

Rozruchy czy drugie rozbiegania zwiększają ilość tlenowych kilometrów, poprawiają (teoretycznie) ogólną wytrzymałość. Dlatego w okresach, kiedy priorytetem jest dla mnie kształtowanie tlenowej, ogólnej wytrzymałości, sam jak najbardziej biegam dwa razy dziennie ( np. zimą). Wtedy szybkość akcentów ma drugorzędne znaczenie. W tym roku spodziewam się zaś, że trenując w cieplejszym klimacie i poprawiwszy wcześniej ogólną siłę, będę mógł aż do niemal samych pierwszych startów zachować rytm 10-12 treningów w tygodniu.

W tej chwili również robię często podwójne treningi - ale tym drugim treningiem jest robiona w domu intensywna ogólna siła, czasem basem - ale nie bieganie.

Pozdrawiam!

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Poprzedni: Żal.pl
Następny: Zimowy trening
Blog - kategorie
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Maj 2012 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin
Ostatnie starty - Ola