21
11/2009
00:00
Jestem w połowie tegorocznego okresu niebiegania. Po tygodniowej przerwie zacząłem teraz wychodzić na krótkie rozbiegania co drugi, trzeci dzień. Jest ciężko. Ale nie o tym dzisiaj chciałem. Będzie natomiast o regeneracji.

Muszę oddać sprawiedliwość kilku osobom. Chodzi o niepozorne narzędzie do samodzielnego masażu - The Stick, czyli Kijek.

Usłyszałem o tym ustrojstwie jakiś rok temu. Kolega biegacz z USA, Wojtek, napisał, że testuje sprytny przyrząd do masażu, mający przyspieszać regenerację mięśni. Potraktowałem to wtedy jako ciekawostkę w stylu latających słoni - pewnie fajne, ale bez znaczenia praktycznego. Tym bardziej, że nie było to dostępne w Polsce. Ale w końcu dotarło i do naszego kraju.

Parę miesięcy temu dystrybutor Kijka (którego, jak wielu biegaczy, znam z internetowego forum) napisał mi prywatnego maila o tym, że czyta mój blog i jeśli chcę, mogę na swoje problemy mięśniowe wypróbować jego urządzenie. Nie zdecydowałem się na to wtedy. Raz, że jestem sceptycznie nastawiony do tego typu nowinek, dwa, że doszedłem do wniosku, że i tak przyrząd leżałby w kącie, bo nie chciałoby mi się go używać. Mam już dwa wałki do masażu i oba leżą. Po co mi trzeci?

Ale w końcu dwa tygodnie temu, w Kościanie, po półmaratonie, Kijek dotknął moich mięśni i zawyłem z bólu. Byłem obolały po biegu i postanowiłem wypróbować to narzędzie - było tam stoisko dystrybutora. Efekty był na tyle interesujące, że postanowiłem potestować to cudo. Wygląda tak:




Co się okazało? W momencie, gdy zacząłem jeździć tym po mięśniach nóg, zobaczyłem, że nie jest to wcale głupie. W żaden sposób nie można tego porównać z różnego rodzaju gumowymi wałkami, które można kupić np. w Rossmanie. Jest to tak zbudowane, że małym nakładem sił można solidnie ruszyć obolałe mięśnie. Postanowiłem więc, rok po pierwszych informacjach o istnieniu czegoś takiego, spróbować Kijka na sobie w sposób regularny.

Następnego dnia po półmaratonie i kijkowaniu nie mogłem ruszyć nogą. Bolało mnie wszystko. Ale po kolejnym dniu - duża ulga. Trzy dni później pobiegłem milę w Słupsku i wygrałem, czując ociężałość nóg, ale żadnego bólu mięśni.

W tej chwili nie biegam za wiele, ale intensywnie ćwiczę. Robię m.in. ciężkie ćwiczenia skoczności, po których zwykle mam koszmarne zakwasy. Żeby dokładnie sprawdzić działanie Kijka, codziennie wałkuję starannie nogi. Jakie wnioski, zapytacie?



Kijek z bliska

Po pierwsze - jest to znakomita rzecz dla każdego masochisty. Prosta konstrukcja, dość sztywna, ale giętka (są zresztą różne stopnie twardości do wyboru), powoduje, że bez specjalnego wysiłku docieramy do zakwasów. Przy mocnym masażu ból jest naprawdę solidny. Nawet gdy sądziłem, że nie mam żadnych mięśniowych bóli, Kijek rozwiał owo przekonanie.

Niektórzy z Was pewnie pamiętają, że co rusz skarżę się na ból niemal wszystkiego. Mam jakiś taki organizm, że każdy trening zostawia mocne ślady w moich mięśniach. Jak pewnie każdy, próbowałem różnych metod rozwiązania tego. W domowych warunkach najbardziej praktyczne wydawały mi się zawsze masaże, często próbowałem więc rozmasować sobie np. łydki - albo dłońmi, albo wałkiem z Rossmana. I to była oczywiście porażka - szybko można się zmęczyć i zniechęcić, a różnica w samopoczuciu żadna. Wałkiem z Rossmana cisnąłem z całej siły i nic. Jedyne, do czego się przydał, to do uciskania - ale rękojeścią! - punktów bólowych na mięśniu.

Kijek rozwiązuje ten problem. Konstrukcja prosta jak budowa cepa, a efekt skuteczny - dlaczego to Amerykanie na to wpadli, a nie jakiś domorosły polski inżynier? Nie trzeba bardzo mocno dociskać, żeby wycisnąć z siebie łzy bólu. Z boku są uchwyty, które łapie się oburącz, przez co jest to poręczne. Część masująca składa się z plastikowych, niezależnie od siebie pracujących wałeczków. Praktyczne jak zapałki. Zacząłem regularnie masować przede wszystkim łydki i uda. I co?


zbliżenie na część masującą


Powtórzę - na pewno to działa w jakiś sposób - po ciężkich treningach boli tak, że zwijam się przy wałkowaniu. Trzymam się klasycznych zasad masażu - wałkuję w kierunku do serca, głównie uda i mięśnie czworogłowe. A jaka jest moja ocena skuteczności? Żeby być pewnym, będę musiał stosować to regularnie dłużej. Na razie jednak mam wrażenie, że rozluźniły mi się łydki (nawet się nie spodziewałem, że mam w nich takie zakwasy) i że zakwasy ud przechodzą szybciej niż do tej pory. Ćwiczę ostro na różne partie i tam, gdzie ciężko mi samemu rozmasować mięśnie tym wałkiem (np. ramiona), zakwasy są duże. Nogi zaskakująco luźne.

Morał z tego taki, że nie każda nowinka jest niepraktyczna i niepotrzebnie żartowałem sobie z użytkowników tego sprzętu. Będę kijkował się dalej i dam znać, jak to działa, kiedy będę biegał wyraźnie więcej. Kijek wydaje się drogi w pierwszym odczuciu - kosztuje, w zależności od długości i twardości, od 75 do 150zł - ale płaci się za coś, co ma odczuwalne działanie, do tego raz, a urządzenie jest solidne. Dla kogoś takiego jak ja, kto nie ma czasu na żadne inne formy regeneracji, jest to sprzęt przydatny i praktyczny. Można to kupić przez internet. W razie czego może służyć do samoobrony ; )

Aha - a najlepsze na koniec. Oglądałem ostatnio, szukając inspiracji, filmik z treningu Shannon Rowbury, amerykańskiej medalistki MŚ w biegu na 1500m. Podglądam ćwiczenia, które robi, a tu patrzę - w tle z jej plecaka wysuwa się nic innego jak... Kijek! To była dla mnie najlepsza rekomendacja. Teraz ona ma Kijek, mam i ja ; )

Dla niedowiarków - link do filmiku. Kijek widać w 43-44 sekundzie filmu.
Kategoria: Sprzęt
Komentarze: (8)
Zaktualizowano: 24/03/2012, 10:10

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

no-photo.gif
23/11/2009, 07:39
ico_link.png
0
0
Nagor, ile Ci zapłacili za reklamę kawałka kijka za 150 zł?
Marcin Nagórek
23/11/2009, 19:45
ico_link.png
0
0
Tyle, że teraz mogę do końca życia nic nie robić ; )
no-photo.gif
23/11/2009, 19:57
ico_link.png
0
0
Marcin a kij Ci w oko
no-photo.gif
23/11/2009, 20:29
ico_link.png
0
0
Nagor jak Nagor a ile musiala zgarnac Shannon Rowbury?
no-photo.gif
24/11/2009, 14:20
ico_link.png
0
0
Mam "kijek" od 6 miesiecy. Zgodze sie, ze jakis efekt jest po masazu, nie spodziewajcie sie jednak cudow. Jest jeszcze jeden problem: jezeli zabieracie go na poklad samolotu w bagazu podrecznym mozecie spodziewac sie problemow w czasie przeswietlania bagazu, pomimo ze jest to plastik w 100%. Zajelo mi sporo czasu wytlumaczenie, ze nie, nie jest to bron, i nie zamierzam porwac samolotu przy pomocy walka do samomasazu.
Marcin Nagórek
24/11/2009, 18:26
ico_link.png
0
0
Oczywiście zgodzę się z tym, że nie mówimy tu o cudzie, w treningu nie ma cudów. To po prostu gadżet, który w pewnych warunkach może być przydatny. Na pomysł zabierania go w bagażu podręcznym jednak bym nie wpadł ; ) Zaczynam powoli więcej biegać i jest gorzej, w tym sensie, że następnego dnia po masażu strasznie bolą mnie łydki. To efekt "ruszenia" mięśni. Przyspiesza to pewnie regenerację, ale jest bolesne.
no-photo.gif
01/12/2009, 20:14
ico_link.png
0
0
Mam jedną małą wątpliwość co do używania tego sprzętu - czy nie przeszkadza temu posiadanie owłosienia (nie wkręca się w rolki)? Rozwiejcie moje wątpliwości, bo zastanawiam się czy nie poprosić o taki prezent na Boże Narodzenie.
Marcin Nagórek
02/12/2009, 10:41
ico_link.png
0
0
Owłosienie nie przeszkadza. Myślę, że producent uwzględnił to w testach ; ) Te krążki mają pomiędzy na tyle duże szpary i są na tyle ruchome, że nic się nie wkręca.

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Następny: Żal.pl
Blog - kategorie
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Maj 2012 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin
Ostatnie starty - Ola