03
10/2009
00:00
Nie raz pisałem na forum o
tym, że problemem biegów w Polsce jest wielka liczba
biegających u nas Kenijczyków oraz przede wszystkim -
Ukraińców. Dlaczego? Po pierwsze, uważam, że dopóki
nie zaczniemy szanować siebie, nic z polskich biegów nie
będzie. Biegi w Polsce oprócz innych celów powinny być
promocją polskich zawodników. To oznacza utworzenie takiego
systemu nagród, który będzie promował naszych. Tak
robią Amerykanie, którzy m.in. dzięki temu dochowali się
fantastycznych biegaczy. Dla szerokiej rzeszy ich reprezentantów
starty na ulicy są okazją do podreperowania zawodniczych budżetów.
Wiadomo, że biegi nie są sportem typu piłka nożna, gdzie
inwestuje się wielkie pieniądze. Nie, biegi długie to wieloletni
trening połączony z wbijaniem zębów w ścianę i jedzeniem
suchego chleba, o sukcesach można myśleć dopiero po wielu latach
rozwoju. Starty uliczne są dla zawodników często jedyną szansą na kontynuację wyczynowego biegania.
Tymczasem biegi w Starogardzie i Grudziądzu to typowe przykłady zupełnie beznadziejnego podejścia: tam Polaków się nie promuje, tam promuje się Ukraińców. Ukraińcy (i Kenijczycy) nie tylko biorą udział w normalnym podziale nagród - ich się na te biegi zaprasza, funduje przejazdy, noclegi, zwalnia z opłat startowych, słowem - robi wszystko, żeby przyjechało ich jak najwięcej. Nie dla Polaków takie luksusy, Polacy mogą przyjechać i nocować za swoje, a najlepiej jak nie ma ich w ogóle. Dzięki temu dyrektor biegu może w lokalnej gazecie powiedzieć z dumą: zrobiłem bieg międzynarodowy, ba kolorowy, bo biegli zawodnicy o różnym kolorze skóry.
Tymczasem biegi w Starogardzie i Grudziądzu to typowe przykłady zupełnie beznadziejnego podejścia: tam Polaków się nie promuje, tam promuje się Ukraińców. Ukraińcy (i Kenijczycy) nie tylko biorą udział w normalnym podziale nagród - ich się na te biegi zaprasza, funduje przejazdy, noclegi, zwalnia z opłat startowych, słowem - robi wszystko, żeby przyjechało ich jak najwięcej. Nie dla Polaków takie luksusy, Polacy mogą przyjechać i nocować za swoje, a najlepiej jak nie ma ich w ogóle. Dzięki temu dyrektor biegu może w lokalnej gazecie powiedzieć z dumą: zrobiłem bieg międzynarodowy, ba kolorowy, bo biegli zawodnicy o różnym kolorze skóry.
Jaki jest tego wynik? Z polskich biegaczy do Grudziądza przyjechał tylko Karol Rzeszewicz z Sopotu (był piąty). W pierwszej 15-tce mieliśmy poza nim chyba tylko samych Ukraińców i Kenijczyków - rzeczywiście, fantastyczne upamiętnienie pamięci Bronisława Malinowskiego. W Starogardzie tylko trochę lepiej - w pierwszej dziesiątce 4 Polaków.
Pamiętajmy tu o kontekście - jestem jak najbardziej za równą rywalizacją, jednak tajemnicą poliszynela jest to, że kultura sportowa w krajach byłego Związku Radzieckiego polega głównie na niedozwolonym wspomaganiu. Proszę zerknąć na tabele przyłapanych ostatnio zawodników - zaludniają je głównie reprezentacji Wschodu. Oni sami niespecjalnie kryją się z tym, w jaki sposób biegają, są pewni bezkarności. Polskie biegi są specyficzne - dysponują niezłymi nagrodami i nie mają kompletnie żadnych zasad dopuszczania do startu oraz kompletnie żadnych kontroli antydopingowych. A tam, gdzie są, np. w Maratonie Poznańskim, zjawisko nadreprezentacji Ukraińców nie występuje, ba - wcale ich tam nie ma. Po innych biegach jeździ objazdowa trupa Ukraińców oraz kenijskich wyrobników, sprowadzanych hurtowo i po niskich cenach przez polskiego trenera, biegających nawet 4 razy w tygodniu i kasujących pieniądze - (często nieopodatkowane i zawsze bez pozwolenia na pracę w Polsce) wypracowane przez polskiego podatnika, przez polską gospodarkę - na własną chwałę i własne potrzeby, w sposób mocno wątpliwy.
Szanujmy siebie i wzorujmy się na lepszych, taki jest mój postulat. W USA nagrody w porządnych biegach ulicznych są dużo wyższe dla Amerykanów - Amerykanin przybiegający na 10 miejscu zarabia często więcej niż zwycięzca-obcokrajowiec. To jest zachęta do uprawiania tego sportu, tworzy się pozytywny klimat dla rodzimych zawodników, z których wyłaniają się perełki takie jak dziewczyna, która zrobiła niespodziewany progres i w trakcie maratonu podczas Mistrzostw Świata w Berlinie przybiegła na 10 miejscu, oprawiając życiówkę o 4 czy 5 minut. Chyba że zależy nam na rozwoju biegów ukraińskich, ale wtedy od razu zorganizujmy nie memoriał Malinowskiego, a jakiegoś ukraińskiego herosa. Ba, możemy od razu przeprowadzić u siebie mistrzostwa Ukrainy, po co nam mistrzostwa Polski? Kto chce oglądać tych słabych, cherlawych polskich zawodników?
Ukraińscy biegacze wyglądają na mocnych, problem w tym, że startują tylko w takich miejscach, gdzie kontroli antydopingowej się nie przeprowadza. Startują raz za razem, przez cały rok, przecząc zasadom fizjologii i zdrowego rozsądku. Objeżdżają i kasują, kasują i objeżdżają. Z ich obecności nie wynika nic pozytywnego - nie są to jakieś głośne nazwiska, które przyciągnęłyby kibiców, wręcz przeciwnie, anonimowi wyrobnicy. Ich obecność nie stymuluje polskich biegów, wręcz przeciwnie - wykańcza je. I jaka satysfakcja dla polskiego kibica, kiedy w tłumie obcych gąb giną rodzimi zawodnicy?
Chyba że nie czuję klimatów społecznych i polski kibic woli oglądać nadmiernie umięśnionych jak na standardy długodystansowe herosów z Ukrainy, zamiast polskich biedaków. Wtedy OK, niech biegają nasi ukraińscy bracia do woli, nie tylko 30-40 jak do tej pory, niech przyjedzie i 100.
Tylko dlaczego zapowiedź kontroli antydopingowej w regulaminie biegu tak ich odstrasza?
UPDATE:
Sprawdziłem, że zdarza się, że biegacze z Ukrainy są zmuszeni wystartować w zawodach, gdzie jest obowiązkowa kontrola antydopingowa. Co się wtedy dzieje? Otóż... niespodziewanie i dramatycznie słabną! Taki przykład to tegoroczne Mistrzostwa Ukrainy w biegu na 10000m. Z niedowierzaniem widzę, że padły tam strasznie żałosne wyniki. Najbardziej szokuje mnie czas faceta, który zajął tam 9 miejsce z czasem 31:54. W Polsce to jest gość, Sergiej, który na dobrze odmierzonych trasach rąbie co 3 dni poniżej 30 minut - biegałem z nim niejeden raz, do tego znany jest z samobójczego stylu biegania - od startu do mety pędzi na oślep w morderczym tempie, jakby go ktoś w tyłek ugryzł. Najwyraźniej na zawodach z kontrolą antydopingową... zjadła go trema ; )
Jest tam więcej przykładów zawodników, biegających fantastycznie w Polsce za łatwe pieniądze, a na ważnych zawodach z kontrolą - fatalnie, a najlepiej wcale. To bardzo przykre i podejrzane, kiedy się porównuje te wyniki.
Oceń
0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.
Komentarze
03/10/2009, 22:37
0
0
Nagor zgadzam sie w 100% z trescia tego postu. I tez mnie to strasznie denerwuje kiedy jadac na bieg w pierwszej szostce jest 5 Ukraincow i czasem jeden Polak. Czy tak trudno napisac w regulaminie ze bedzie mozliwa kontrola antydopingowa?? Wiem ze ta sa dodatkowe koszty dla organizatora, ale moze ktorys z nich podjalby sie tego trudu i zorganiowal takowa chocby dla przykladu dla innych. pozostaje miec nadzieje ze kiedys sie tak stanie, bo jak obserwuje polskie biegi uliczne to organizator bardziej cieszy sie ze wygra nakoksowany ukrainiec niz czysty Polak. Zrobmy cos z tym...
04/10/2009, 21:29
0
0
Witam! moze niech PZLA cos z tym zrobi? Nie wiem jakie sa nagrody,ale przypuszczam ze za czolowe miejsca to jakies 2-3 tysiace,tak wiec czolowi wyrobnicy zarabiaja 10 tys miesiecznie.I tak to lepsze niz dobry etat,ale jak jest srednim wyrobnkiem,to juz nie jest tak dobrze! Na marginesie,8-10 tysiecy zarabia sredni drugoligowy pilkarz w Polsce.
Mozna tylko postulowac do organizatorow,coz innego pozostaje....
PS:A co to za terner-hurtownik?
Mozna tylko postulowac do organizatorow,coz innego pozostaje....
PS:A co to za terner-hurtownik?
05/10/2009, 23:28
0
0
Nagrody są niższe, zwykle jest to 800-1500zł,a trener to znany wszystkim pan Niebudek z Bydgoszczy, który znalazł sposób na łatwe pieniądze. PZLA nie jest zainteresowany biegami ulicznymi. Wszystko nie jest więc proste tak naprawdę zależy od organizatorów poszczególnych biegów...
07/10/2009, 22:18
0
0
Zgadzam się Marcin z tobą, chociaż cieszy mnie że na Ukrainie pozwolili mi wygrać u nich maraton. Wszak małe pieniądze były, ale i tak stanowiły one większa wartość na pewno dla nich niż dla mnie. Co do kraińców, nasi też by sobie dali rade, przykładem jest Chabowski, Szost-tylko tej naszej elity jest ciągle mało. Z tą kontrolą to nie jest tak do końca, w Toruniu (maraton Metropolii) chcieliśmy i to bardzo wprowadzić kontrole, tylko zarządali 4000PLN za skontrolowanie 1 zawodnika!!! tak więc mieliśmy wybór, obniżyć nagrody i wprowadzić kontrole, czy też podiesć nagrody dla zawodników
08/10/2009, 21:11
0
0
Ceny tych kontroli są rzeczywiście potworne, spodziewałem się, że są niższe. Jest jednak na to sposób - można wpisać o regulaminu kontrole antydopingową, a niekoniecznie ją przeprowadzać. Dalej, moim pomysłem ściągniętym z USA jest tworzenie klasyfikacji open - z niskimi nagrodami, oraz klasyfikacji "polskiej" - z nagrodami normalnej wysokości. Wtedy Ukraińcom ne będzie sie opłacało do nas przyjeżdżać.
Nasi najlepsi często są w stanie dac sobie radę z Ukraińcami w pojedynczym biegu, ale nie w takim cyklu, gdzie starty są kilka razy w tygodniu. Ostatnio obserwuję ukraińska ekipą, która robi objazd po Polsce - oni obskoczyli bieg w Starogardzie, potem jechali do Kalisza - i następnego dnia roznieśli naszych najlepszych w Kaliszu, dzien po długim starcie i po ciężkiej podróży!
Nasi najlepsi często są w stanie dac sobie radę z Ukraińcami w pojedynczym biegu, ale nie w takim cyklu, gdzie starty są kilka razy w tygodniu. Ostatnio obserwuję ukraińska ekipą, która robi objazd po Polsce - oni obskoczyli bieg w Starogardzie, potem jechali do Kalisza - i następnego dnia roznieśli naszych najlepszych w Kaliszu, dzien po długim starcie i po ciężkiej podróży!
11/10/2009, 19:27
0
0
Tomek, nic nie brali i dziwnym trafem unikają zawodów, gdzie są kontrole antydopingowe? Cóż za dziwy przypadek! Niech się tam pokażą i pobiegną tak samo dobre wyniki jak w biegach bez kontroli - a ja chętnie odwołam każde słowo ; ) Ale coś mi się zdaje, że to się nigdy nie zdarzy.
Dziś był maraton w Poznaniu (12 tysięcy do wygrania, ale badanie antydopingowe) i był tylko jeden słabiutki Ukrainiec, do tego z tych nieznanych, nie biegających w Polsce na ulicy. Ja zaś byłem na biegu przełajowym w Biłgoraju, gdzie do wygrania jest 500zł - i przyjechał jeden z tych "mocnych". No i patrz - kolejny przypadek ; )
Dziś był maraton w Poznaniu (12 tysięcy do wygrania, ale badanie antydopingowe) i był tylko jeden słabiutki Ukrainiec, do tego z tych nieznanych, nie biegających w Polsce na ulicy. Ja zaś byłem na biegu przełajowym w Biłgoraju, gdzie do wygrania jest 500zł - i przyjechał jeden z tych "mocnych". No i patrz - kolejny przypadek ; )
Skomentuj
Blog - nowe komentarze
Blog - nowe video
