31
07/2009
00:00
Dziś będzie bardzo praktyczny tekst: sposób na to, jak zarobić na bieganiu. Temat ciekawy dla każdego, podany w ujęciu praktycznym. Co najlepsze, żeby dzięki bieganiu dojść do dobrych pieniędzy, nie trzeba posiadać absolutnie żadnego talentu sportowego, absolutnie żadnej specjalistycznej wiedzy na temat biegania, nawet żadnych znajomości w biegowym światku. Oczywiście nie jest to zajęcie dla każdego. Pożądane kwalifikacje to odpowiednia doza cwaniactwa, bezczelności oraz umiejętność wynajdywania i przekręcania jak największej liczby frajerów, czyli tzw. jeleni. Zainteresowani?
Zakładam więc, czytelniku, że jesteś człowiekiem, który widzi rozwój biegowego rynku (coraz więcej ludzi biega dla przyjemności) i chce na nim zarobić. Nie masz pojęcia ani o trenerce, ani o sporcie wyczynowym, prawdę mówiąc poza ogólną wiedzą o tym, że istnieje taka dyscyplina sportu, nie masz wielkiego pojęcia o niczym, co jest związane z bieganiem. Wydaje się, że wycisnąć z tego jakiekolwiek pieniądze będzie ciężko? Nic podobnego: załóż portal poświęcony bieganiu.
Nie znasz się na programowaniu? Nie wiesz, jak przyciągnąć czytelników? Nie masz pojęcia ani o internecie, ani o bieganiu, o dziennikarstwie nie wspominając? Nic prostszego, tu naprawdę nie są potrzebne żadne kwalifikacje: zaczynamy łowy na jelenie. Po pierwsze, znajdź portal, który istnieje od lat, jest zaniedbany, ale ma znakomity adres internetowy. Portal oczywiście do niczego nie jest ci potrzebny. Znajdź po prostu jelenia, który przekaże Ci jego adres internetowy, a potem drugiego jelenia, który od strony informatycznej oprogramuje wszystko od zera. Nie musisz im nic płacić (płacą tylko frajerzy, to jedna z pierwszych zasad sprytnego biznesmena). Niestety, trzeba będzie tych jeleni wziąć do spółki, obiecując udział w zyskach. Na szczęście ty zajmiesz się sprawami portalu (trzeba to umieścić w umowie) - jak dobrze pokombinować, to oficjalnie żadnego zysku nie będzie, więc i nie trzeba będzie jeleniom płacić.
Po jakimś czasie masz więc goły portal i dobry adres, samemu niewiele robiąc, to już jakiś początek, prawda? Teraz etap drugi: znalezienie kolejnych jeleni. Ktoś przecież musi wypełnić ten portal treścią. Częściowo zrobisz to sam - wykonasz parę wywiadów, część z nich ściągniesz z zagranicznych portali, przetłumaczysz i bez zgody autorów umieścisz na swoim portalu - i tak nikt tego nie sprawdzi. Zdjęcia znajdziesz w bezpłatnych serwisach. Ale przetłumaczone teksty innych to wciąż mało, dlatego kolejne jelenie są bardzo pożądane. Znajdź ich jak najwięcej - takich, które interesują się bieganiem, umieją pisać, najlepiej jeśli posiadają wiedzę, której sam nie masz. Umiejętnie urabiaj jelenie: roztocz przed nimi wizję uczestnictwa w budowie największego biegowego portalu w Polsce, obiecaj góry złota, wspaniałą pracę, ogromne zyski (w przyszłości). Tylko najważniejsze: nie podpisuj żadnych, ale to żadnych umów! Cała sztuka tego biznesu polega na tym, żeby wykorzystać pracę jeleni do zbudowania wszystkiego od zera przy minimalnych nakładach własnych. Umowy mogą wszystko zepsuć. Nic na papierze - to żelazna zasada polskiego biznesmena. Roztocz przed jeleniami wrażenie, że żądając umowy obrażają cię - jak to, nie wierzą w twoją kryształową uczciwość? Co za jelenie!
Jelenie trzeba dobrze zanęcić: zorganizuj im "spotkanie redakcyjne", zaproś do domu, poznaj z żoną i psem. Niech poczują się zobowiązane. Dzwoń do nich codziennie i spraw, żeby czuły się ważne - pytaj, co masz robić, jaką politykę prowadzić, o kim pisać i z kim rozmawiać. Ale oczywiście - rób wszystko po swojemu. Wpędzaj ich w ciągłe poczucie winy - opowiadaj bez przerwy, jak to urabiasz ręce po pachy, załatwiając sprawy portalu i dbając o ich przyszłe, niewyobrażalne zarobki. Jeśli dobrze naściemniasz, nie będą w ogóle pytać o efekty tych "starań". Jeśli jelenie zostaną dobrze urobione, zanęcone, same na wyścigi zaczną pisać Ci teksty, wstawiać je na portal, wypełniając grafiką i poprawiając - złoty biznes, prawda? Nie kiwasz palcem, nie znasz się na niczym, a masz dobry portal biegowy z dobrym adresem, z dobrymi tekstami napisanymi za darmo przez jelenie.
Kiedy jelenie pilnie dziobią, możesz zacząć myśleć o konkretnych zyskach. Po pierwsze, musisz mieć spokojną głowę: weź któregoś w miarę bystrego jelenia i mianuj go wicenaczelnym portalu. Niech on się zajmuje tekstami, korektą i użeraniem się z innymi jeleniami - czyli sprawami, na które szkoda twojego cennego czasu. Oczywiście nadal obowiązuje zasada: wiele obietnic, ale nic na papierze. Ty w tym czasie możesz np. pojechać na wycieczkę - np. do Holandii czy Londynu, nie ma ograniczeń. Na wyjeździe uspokoisz stargane nerwy, naruszone użeraniem się z tym plebsem i parzystokopytnymi dołami społecznymi. Jeleniom wmówisz oczywiście, że to dla dobra portalu i że zrobisz stamtąd relację z jakiegoś biegowego wydarzenia. Ba, możesz nawet coś napisać, co Ci szkodzi, przy okazji nadal urabiając jelenie, jak to z trudem, pełen poświęcenia, znajdujesz w swym napiętym grafiku kilka dni, żeby jechać na tę wycieczkę... Zaraz, zaraz, jaką wycieczkę!? Na ten ciężki, nieprzyjemny wyjazd biznesowy!
Pojawia się oczywiście pytanie - dzięki dziobaniu jeleni masz portal, jesteś naczelnym - ale jak to zamienić w konkretną gotówkę? OK, satysfakcję już masz, ale pora na konkretne cyfry na koncie, prawda?
Otóż to jest sedno biznesu - jeśli zebrałeś odpowiednią grupkę jeleni, odpowiedni adres, to twojemu portalowi zacznie przybywać czytelników. Będziesz zarabiał na reklamach! Stawki są duże, np. 10-15 tysięcy złotych za baner na stronie głównej twojego portalu, wiszący przez miesiąc. Idealna sytuacja jest taka, kiedy któryś z jeleni sam będzie w twoim imieniu negocjował z reklamodawcami. To jest złoty interes - wszystko robi za Ciebie stado jeleni, ty tylko symulujesz pracę i zbierasz zyski. Prawda, że genialny pomysł? Ale to nie wszystko - jelenie cię uwiarygadniają. Nikt ci nie powie, że się nie znasz, nikt nie spyta o twoje kwalifikacje, które, co tu dużo gadać, są żadne. Jesteś teraz naczelnym dużego portalu, prawda? Bezkarnie możesz pisać największe androny na temat biegania, osądzać trenerów, zawodników, mówić, kto jest dobry, a kto zły, kto trenuje dobrze, a kto źle i jak powinni biegać, żeby mało biegać, a się nie zabiegać. Jak się dobrze zakręcisz, to dla jeleni i czytelników staniesz się największym biegowym autorytetem, a twoje słowo będzie święte. Amen!
Jednak z pieniędzmi trzeba ostrożnie, dlatego najważniejsze negocjacje biznesowe przeprowadzaj sam. Lepiej niech jelenie nie wiedzą, ile zarabiasz na reklamach, bo jeszcze zaczną pytać, jak to możliwe, że nadal im nie płacisz. Oczywiście moment buntu przyjdzie prędzej czy później, to nieuniknione, ale sztuka polega na tym, żeby odsunąć ten moment i wciąż znajdować nowe jelenie. Oraz żeby wyciskać z nich jak najwięcej jak najmniejszym kosztem. Dlatego wciąż opowiadaj bajki - im lepszym jesteś bajkopisarzem, tym lepiej. Ściągaj teksty z wszelkich możliwych źródeł, obiecując kolejnym jeleniom przyszłe (ha, ha) zyski. Opowiadaj im też wciąż, jak to mało dostajesz za te reklamy, że nawet nie pokrywa to kosztów twojej działalności, że wciąż dokładasz do biznesu, że kryzys, że konieczne inwestycje - im więcej bajeczek, tym lepiej. Sam - jeździsz na wycieczki (oczywiście nie nocujesz w bursach, to dobre dla plebsu, ty wynajmuj najlepsze hotele), w pewnym momencie rzuć nawet pracę, jak już będziesz pewien, że biznes zaczął się dobrze kręcić. Jeśli dobrze pokombinujesz, to nawet to dobrze sprzedasz jeleniom: opowiedz, że portal jest w tak dramatycznej sytuacji, że stawiasz wszystko na jedną kartę, inwestujesz własne pieniądze, zostawiasz pracę, żeby skuteczniej doglądać swój biedny, niedochodowy portal... Oczywiście pilnuj, żeby żaden jeleń nie miał wiedzy o operacjach finansowych, nie przedstawiaj niczego na papierze, żadnych rozliczeń, żadnych umów - wszystko musi być na gębę, najlepiej bez świadków. Tak się robi biznes w Polsce.
Jak długo można tak ciągnąć? Zdziwisz się: całymi latami. Naiwność jeleni jest porażająca, wystarczy, że raz zaprosisz ich do siebie do domu, odpowiednio zbajerujesz, a przez całe lata nie zaczną pytać ani o pisemne umowy, ani o zyski. Jeśli bardzo będą podskakiwać, a jeszcze będziesz ich potrzebował, możesz zapłacić im od czasu do czasu jakieś grosze. Wtedy zawsze powiesz: no jak to, patrzcie, nic nie zarabiam, a wam płacę, wy zaś narzekacie. A ja ręce po pachy urabiam, żadnych zysków nie czerpię, z własnych pieniędzy dokładam... etc. Rzuć im trochę bezpłatnego sprzętu biegowego. Skąd go weźmiesz? Ba, przecież nie z własnej kieszeni, wykorzystaj sprzęt, który firmy wysyłają mediom do testów. Układ jest prosty - oni Ci dadzą sprzęt, o którym Ty będziesz pisał pochwalne artykuły. Ten sprzęt możesz częściowo wysyłać jeleniom, dzięki temu zyskasz i kolejne artykuły, i wdzięczność jeleni, samemu znowu nie wykładając ani grosza. I siebie ubierzesz, i żonę, i jeleniom coś rzucisz - a jak zapiszczą, to powiesz: no jak to, drogie jelenie, buty dostałyście? Czapkę dostałyście? Koszulka na grzbiecie leży? To czego jeszcze chcecie?
W międzyczasie, będąc naczelnym, kręć własne lody: przede wszystkim wspieraj kolegów. Jeśli twój kolega pracuje w firmie obuwia sportowego, reklamuj tę firmę do obrzydliwości. Niech jej buty będą najlepsze, a reklamy zawsze wiszą na stronie. Zarzucą ci stronniczość? Bajdurz, że to dla dobra czytelników, wymyśl jakąś historyjkę, np. że chcesz ich zapoznać z tą bajeczną ofertą, która jest znakomita, a z niewiadomych powodów za mało nagłaśniana i ty dla dobra rynku wypełniasz tę lukę. Może to być zresztą jakakolwiek inna bzdura, większość frajerów i tak łyknie ją bez zastrzeżeń. Oczywiście jesteś obiektywny, tak, tak, wszystkie firmy są równe, ale jak trafi się okazja, to na biegowej imprezie postaw stragan z butami firmy twojego kolegi i sprzedawaj je dla własnego zysku, wcześniej oczywiście reklamując na portalu. Etyka? Zapomnij o etyce, etyka albo zysk, drogi czytelniku, wybór należy do ciebie. A jeśli kolega odejdzie z firmy obuwniczej? To koniec, żadnej reklamy więcej, buty tej firmy już nie są najlepsze.
Co, jeśli twój kolega poszedł pracować w zarządzie związku sportowego, który wcześniej ostro krytykowałeś? No cóż, koniec krytyki, nie będziesz kolegi krytykował, co nie? Związek był zły, teraz jest dobry, bo jak jest tam twój kolega, to nie może być zły. Wcześniej na związku trzeba wieszać psy, opluwać ile się da - choćby po to, żeby następne wybory na prezesa związku wygrał ten kandydat, który zupełnym zbiegiem okoliczności wspiera twojego kolegę. Kolega w związku sportowym to zawsze duży plus i pewne możliwości na przyszłość.
Możesz też wykorzystać całą tę sprawę do pozbycia się szczególnie natrętnego jelenia - bardzo dobry pomysł! Jak już kolega znajdzie się w zarządzie związku sportowego, pozbądź się tego jelenia, którego mianowałeś wicenaczelnym. Jeszcze się za bardzo rozpanoszy, poza tym na pewno zaczyna się już buntować, że pracuje za darmo. Ogłoś oficjalnie i z wielką powagą, że wicenaczelny jeleń sprzeniewierzył się zasadom dziennikarstwa, że tak naprawdę to on krytykował związek sportowy, a nie ty. O koledze w związku ani słowa, ani słowa też o tym, że to jeleń ma dyplom dziennikarski, a nie ty. Frajerzy i tak tego nie skojarzą. Ogłoś, że ciągła krytyka rujnuje, a zgoda buduje - wymyśl zresztą jaką chcesz bzdurę, i tak większość frajerów łyknie to bez zastrzeżeń. Dzięki temu nie tylko wykonasz bezbłędnie trudną woltę - od krytyka do przyjaciela związku sportowego (ale już z kolegą w zarządzie). Równocześnie pozbędziesz się jelenia i jeszcze wyjdziesz na sędziego-rozjemcę, dla którego nie bezmyślna krytyka, ale zgoda, współpraca i pozytywne działanie jest ważne.
Dam ci jeszcze lepszy pomysł - jelenia-frajera pozbądź się... smsem! To jest dopiero zabawny myk! Im ważniejszy poczuł się jeleń, tym boleśniej go wykończ. Wcześniej dzwoniłeś, pytałeś, radziłeś się i z powagę kiwałeś głową? To teraz jako odpłatę za to poświęcenie wyślij mu tylko smsa - do widzenia, drogi jeleniu, koniec naszej owocnej współpracy! Tym zabawniejsze będzie jego zaskoczenie, tym śmieszniejsze jego żałosne pretensje. Umowę jakąś jeleń drogi ma? Na białym czarno napisane, że cokolwiek robił i że cokolwiek mu się należy? Nie ma, więc proszę drogiego jelenia, proszę nie męczyć mnie swymi niesłusznymi pretensjami, swymi bajaniami i żalami. Ha, ha, ha.
W międzyczasie jest wiele możliwości robienia drobnych biznesików, nie będę zanudzał drogiego czytelnika ich opisami. Dodam tylko, że jak będziesz miał okazję na swym anonimowym forum przyłapać piszącego gościa z konkurencji, udup go, udup jak tylko możesz - ujawnij jego prawdziwą tożsamość, pokaż publicznie jego wpisy, nazwij łajdakiem i w redakcyjnym komentarzu napisz, że takich bezczelnych cwaniaków trzeba się ze świata lekkiej atletyki pozbyć. Oczywiście nie wspomnij przy tym, że jest on twoją konkurencją i że sam krytykujesz na forum innych, używając kilku fikcyjnych kont - bo takie wspominanie jest poniżej twej godności, podobnie jak zarzuty, że robisz to dla własnego interesu. Co ten plebs będzie ci tam buczał.
I tak drogi czytelniku, zrobisz prawdziwą karierę: od pucybuta do milionera, do biegowego guru z biegowego zera. Zaczynałeś z kilkoma dolarami w kieszeni, a teraz jesteś gość. Wykorzystane przez ciebie jelenie mogą popiskiwać nieśmiało - nieważne, teraz już ci nic nie zaszkodzi, bo ty jesteś ktoś, to ty władzę i media masz, a one tylko jeleniami są. Biznes się kręci, konto pęcznieje, a ty możesz w blasku i chwale dożywać jasnego końca swych dni. Cenzuruj tylko forum na potęgę - jeśli ktoś krytykuje coś nie po twojej myśli, usuwaj, banuj, wyrzucaj. Jest oczywiście ryzyko, że niektórzy połapią się, o co w tym wszystkim chodzi i że odejdą z twojego biegowego forum i biegowej strony. Jeśli to tylko czytelniczy plebs, to trudno, jeśli przy okazji stracisz paru fachowców - też trudno. Teraz ty tu jesteś naczelnym fachowcem, ty i twoi koledzy. Żyjecie długo i szczęśliwie.
P.S. Oczywiście przedstawiona tu bajka o złym wilku i pożeranych jeleniach to tylko wytwór mojej chorej wyobraźni. Pod postaciami zwierząt nie kryją się ludzie, a jakakolwiek zbieżność z realnymi faktami jest absolutnie przypadkowa. Niektórzy z was pytają mnie, jak to możliwe, że nie jestem już dziennikarzem pewnego biegowego portalu, którym byłem do niedawna. Odpowiedź jest prosta - znudziło mi się. Dwa lata w takim portalu, stanowisko wicenaczelnego - prawdziwe nudy, naprawdę mnie to nie bawiło, ślęczeć nad tym nawet po kilkanaście godzin dziennie. O wiele przyjemniej jest pisać sobie na blogu i wymyślać tego rodzaju niestworzone historie.
Zakładam więc, czytelniku, że jesteś człowiekiem, który widzi rozwój biegowego rynku (coraz więcej ludzi biega dla przyjemności) i chce na nim zarobić. Nie masz pojęcia ani o trenerce, ani o sporcie wyczynowym, prawdę mówiąc poza ogólną wiedzą o tym, że istnieje taka dyscyplina sportu, nie masz wielkiego pojęcia o niczym, co jest związane z bieganiem. Wydaje się, że wycisnąć z tego jakiekolwiek pieniądze będzie ciężko? Nic podobnego: załóż portal poświęcony bieganiu.
Nie znasz się na programowaniu? Nie wiesz, jak przyciągnąć czytelników? Nie masz pojęcia ani o internecie, ani o bieganiu, o dziennikarstwie nie wspominając? Nic prostszego, tu naprawdę nie są potrzebne żadne kwalifikacje: zaczynamy łowy na jelenie. Po pierwsze, znajdź portal, który istnieje od lat, jest zaniedbany, ale ma znakomity adres internetowy. Portal oczywiście do niczego nie jest ci potrzebny. Znajdź po prostu jelenia, który przekaże Ci jego adres internetowy, a potem drugiego jelenia, który od strony informatycznej oprogramuje wszystko od zera. Nie musisz im nic płacić (płacą tylko frajerzy, to jedna z pierwszych zasad sprytnego biznesmena). Niestety, trzeba będzie tych jeleni wziąć do spółki, obiecując udział w zyskach. Na szczęście ty zajmiesz się sprawami portalu (trzeba to umieścić w umowie) - jak dobrze pokombinować, to oficjalnie żadnego zysku nie będzie, więc i nie trzeba będzie jeleniom płacić.
Po jakimś czasie masz więc goły portal i dobry adres, samemu niewiele robiąc, to już jakiś początek, prawda? Teraz etap drugi: znalezienie kolejnych jeleni. Ktoś przecież musi wypełnić ten portal treścią. Częściowo zrobisz to sam - wykonasz parę wywiadów, część z nich ściągniesz z zagranicznych portali, przetłumaczysz i bez zgody autorów umieścisz na swoim portalu - i tak nikt tego nie sprawdzi. Zdjęcia znajdziesz w bezpłatnych serwisach. Ale przetłumaczone teksty innych to wciąż mało, dlatego kolejne jelenie są bardzo pożądane. Znajdź ich jak najwięcej - takich, które interesują się bieganiem, umieją pisać, najlepiej jeśli posiadają wiedzę, której sam nie masz. Umiejętnie urabiaj jelenie: roztocz przed nimi wizję uczestnictwa w budowie największego biegowego portalu w Polsce, obiecaj góry złota, wspaniałą pracę, ogromne zyski (w przyszłości). Tylko najważniejsze: nie podpisuj żadnych, ale to żadnych umów! Cała sztuka tego biznesu polega na tym, żeby wykorzystać pracę jeleni do zbudowania wszystkiego od zera przy minimalnych nakładach własnych. Umowy mogą wszystko zepsuć. Nic na papierze - to żelazna zasada polskiego biznesmena. Roztocz przed jeleniami wrażenie, że żądając umowy obrażają cię - jak to, nie wierzą w twoją kryształową uczciwość? Co za jelenie!
Jelenie trzeba dobrze zanęcić: zorganizuj im "spotkanie redakcyjne", zaproś do domu, poznaj z żoną i psem. Niech poczują się zobowiązane. Dzwoń do nich codziennie i spraw, żeby czuły się ważne - pytaj, co masz robić, jaką politykę prowadzić, o kim pisać i z kim rozmawiać. Ale oczywiście - rób wszystko po swojemu. Wpędzaj ich w ciągłe poczucie winy - opowiadaj bez przerwy, jak to urabiasz ręce po pachy, załatwiając sprawy portalu i dbając o ich przyszłe, niewyobrażalne zarobki. Jeśli dobrze naściemniasz, nie będą w ogóle pytać o efekty tych "starań". Jeśli jelenie zostaną dobrze urobione, zanęcone, same na wyścigi zaczną pisać Ci teksty, wstawiać je na portal, wypełniając grafiką i poprawiając - złoty biznes, prawda? Nie kiwasz palcem, nie znasz się na niczym, a masz dobry portal biegowy z dobrym adresem, z dobrymi tekstami napisanymi za darmo przez jelenie.
Kiedy jelenie pilnie dziobią, możesz zacząć myśleć o konkretnych zyskach. Po pierwsze, musisz mieć spokojną głowę: weź któregoś w miarę bystrego jelenia i mianuj go wicenaczelnym portalu. Niech on się zajmuje tekstami, korektą i użeraniem się z innymi jeleniami - czyli sprawami, na które szkoda twojego cennego czasu. Oczywiście nadal obowiązuje zasada: wiele obietnic, ale nic na papierze. Ty w tym czasie możesz np. pojechać na wycieczkę - np. do Holandii czy Londynu, nie ma ograniczeń. Na wyjeździe uspokoisz stargane nerwy, naruszone użeraniem się z tym plebsem i parzystokopytnymi dołami społecznymi. Jeleniom wmówisz oczywiście, że to dla dobra portalu i że zrobisz stamtąd relację z jakiegoś biegowego wydarzenia. Ba, możesz nawet coś napisać, co Ci szkodzi, przy okazji nadal urabiając jelenie, jak to z trudem, pełen poświęcenia, znajdujesz w swym napiętym grafiku kilka dni, żeby jechać na tę wycieczkę... Zaraz, zaraz, jaką wycieczkę!? Na ten ciężki, nieprzyjemny wyjazd biznesowy!
Pojawia się oczywiście pytanie - dzięki dziobaniu jeleni masz portal, jesteś naczelnym - ale jak to zamienić w konkretną gotówkę? OK, satysfakcję już masz, ale pora na konkretne cyfry na koncie, prawda?
Otóż to jest sedno biznesu - jeśli zebrałeś odpowiednią grupkę jeleni, odpowiedni adres, to twojemu portalowi zacznie przybywać czytelników. Będziesz zarabiał na reklamach! Stawki są duże, np. 10-15 tysięcy złotych za baner na stronie głównej twojego portalu, wiszący przez miesiąc. Idealna sytuacja jest taka, kiedy któryś z jeleni sam będzie w twoim imieniu negocjował z reklamodawcami. To jest złoty interes - wszystko robi za Ciebie stado jeleni, ty tylko symulujesz pracę i zbierasz zyski. Prawda, że genialny pomysł? Ale to nie wszystko - jelenie cię uwiarygadniają. Nikt ci nie powie, że się nie znasz, nikt nie spyta o twoje kwalifikacje, które, co tu dużo gadać, są żadne. Jesteś teraz naczelnym dużego portalu, prawda? Bezkarnie możesz pisać największe androny na temat biegania, osądzać trenerów, zawodników, mówić, kto jest dobry, a kto zły, kto trenuje dobrze, a kto źle i jak powinni biegać, żeby mało biegać, a się nie zabiegać. Jak się dobrze zakręcisz, to dla jeleni i czytelników staniesz się największym biegowym autorytetem, a twoje słowo będzie święte. Amen!
Jednak z pieniędzmi trzeba ostrożnie, dlatego najważniejsze negocjacje biznesowe przeprowadzaj sam. Lepiej niech jelenie nie wiedzą, ile zarabiasz na reklamach, bo jeszcze zaczną pytać, jak to możliwe, że nadal im nie płacisz. Oczywiście moment buntu przyjdzie prędzej czy później, to nieuniknione, ale sztuka polega na tym, żeby odsunąć ten moment i wciąż znajdować nowe jelenie. Oraz żeby wyciskać z nich jak najwięcej jak najmniejszym kosztem. Dlatego wciąż opowiadaj bajki - im lepszym jesteś bajkopisarzem, tym lepiej. Ściągaj teksty z wszelkich możliwych źródeł, obiecując kolejnym jeleniom przyszłe (ha, ha) zyski. Opowiadaj im też wciąż, jak to mało dostajesz za te reklamy, że nawet nie pokrywa to kosztów twojej działalności, że wciąż dokładasz do biznesu, że kryzys, że konieczne inwestycje - im więcej bajeczek, tym lepiej. Sam - jeździsz na wycieczki (oczywiście nie nocujesz w bursach, to dobre dla plebsu, ty wynajmuj najlepsze hotele), w pewnym momencie rzuć nawet pracę, jak już będziesz pewien, że biznes zaczął się dobrze kręcić. Jeśli dobrze pokombinujesz, to nawet to dobrze sprzedasz jeleniom: opowiedz, że portal jest w tak dramatycznej sytuacji, że stawiasz wszystko na jedną kartę, inwestujesz własne pieniądze, zostawiasz pracę, żeby skuteczniej doglądać swój biedny, niedochodowy portal... Oczywiście pilnuj, żeby żaden jeleń nie miał wiedzy o operacjach finansowych, nie przedstawiaj niczego na papierze, żadnych rozliczeń, żadnych umów - wszystko musi być na gębę, najlepiej bez świadków. Tak się robi biznes w Polsce.
Jak długo można tak ciągnąć? Zdziwisz się: całymi latami. Naiwność jeleni jest porażająca, wystarczy, że raz zaprosisz ich do siebie do domu, odpowiednio zbajerujesz, a przez całe lata nie zaczną pytać ani o pisemne umowy, ani o zyski. Jeśli bardzo będą podskakiwać, a jeszcze będziesz ich potrzebował, możesz zapłacić im od czasu do czasu jakieś grosze. Wtedy zawsze powiesz: no jak to, patrzcie, nic nie zarabiam, a wam płacę, wy zaś narzekacie. A ja ręce po pachy urabiam, żadnych zysków nie czerpię, z własnych pieniędzy dokładam... etc. Rzuć im trochę bezpłatnego sprzętu biegowego. Skąd go weźmiesz? Ba, przecież nie z własnej kieszeni, wykorzystaj sprzęt, który firmy wysyłają mediom do testów. Układ jest prosty - oni Ci dadzą sprzęt, o którym Ty będziesz pisał pochwalne artykuły. Ten sprzęt możesz częściowo wysyłać jeleniom, dzięki temu zyskasz i kolejne artykuły, i wdzięczność jeleni, samemu znowu nie wykładając ani grosza. I siebie ubierzesz, i żonę, i jeleniom coś rzucisz - a jak zapiszczą, to powiesz: no jak to, drogie jelenie, buty dostałyście? Czapkę dostałyście? Koszulka na grzbiecie leży? To czego jeszcze chcecie?
W międzyczasie, będąc naczelnym, kręć własne lody: przede wszystkim wspieraj kolegów. Jeśli twój kolega pracuje w firmie obuwia sportowego, reklamuj tę firmę do obrzydliwości. Niech jej buty będą najlepsze, a reklamy zawsze wiszą na stronie. Zarzucą ci stronniczość? Bajdurz, że to dla dobra czytelników, wymyśl jakąś historyjkę, np. że chcesz ich zapoznać z tą bajeczną ofertą, która jest znakomita, a z niewiadomych powodów za mało nagłaśniana i ty dla dobra rynku wypełniasz tę lukę. Może to być zresztą jakakolwiek inna bzdura, większość frajerów i tak łyknie ją bez zastrzeżeń. Oczywiście jesteś obiektywny, tak, tak, wszystkie firmy są równe, ale jak trafi się okazja, to na biegowej imprezie postaw stragan z butami firmy twojego kolegi i sprzedawaj je dla własnego zysku, wcześniej oczywiście reklamując na portalu. Etyka? Zapomnij o etyce, etyka albo zysk, drogi czytelniku, wybór należy do ciebie. A jeśli kolega odejdzie z firmy obuwniczej? To koniec, żadnej reklamy więcej, buty tej firmy już nie są najlepsze.
Co, jeśli twój kolega poszedł pracować w zarządzie związku sportowego, który wcześniej ostro krytykowałeś? No cóż, koniec krytyki, nie będziesz kolegi krytykował, co nie? Związek był zły, teraz jest dobry, bo jak jest tam twój kolega, to nie może być zły. Wcześniej na związku trzeba wieszać psy, opluwać ile się da - choćby po to, żeby następne wybory na prezesa związku wygrał ten kandydat, który zupełnym zbiegiem okoliczności wspiera twojego kolegę. Kolega w związku sportowym to zawsze duży plus i pewne możliwości na przyszłość.
Możesz też wykorzystać całą tę sprawę do pozbycia się szczególnie natrętnego jelenia - bardzo dobry pomysł! Jak już kolega znajdzie się w zarządzie związku sportowego, pozbądź się tego jelenia, którego mianowałeś wicenaczelnym. Jeszcze się za bardzo rozpanoszy, poza tym na pewno zaczyna się już buntować, że pracuje za darmo. Ogłoś oficjalnie i z wielką powagą, że wicenaczelny jeleń sprzeniewierzył się zasadom dziennikarstwa, że tak naprawdę to on krytykował związek sportowy, a nie ty. O koledze w związku ani słowa, ani słowa też o tym, że to jeleń ma dyplom dziennikarski, a nie ty. Frajerzy i tak tego nie skojarzą. Ogłoś, że ciągła krytyka rujnuje, a zgoda buduje - wymyśl zresztą jaką chcesz bzdurę, i tak większość frajerów łyknie to bez zastrzeżeń. Dzięki temu nie tylko wykonasz bezbłędnie trudną woltę - od krytyka do przyjaciela związku sportowego (ale już z kolegą w zarządzie). Równocześnie pozbędziesz się jelenia i jeszcze wyjdziesz na sędziego-rozjemcę, dla którego nie bezmyślna krytyka, ale zgoda, współpraca i pozytywne działanie jest ważne.
Dam ci jeszcze lepszy pomysł - jelenia-frajera pozbądź się... smsem! To jest dopiero zabawny myk! Im ważniejszy poczuł się jeleń, tym boleśniej go wykończ. Wcześniej dzwoniłeś, pytałeś, radziłeś się i z powagę kiwałeś głową? To teraz jako odpłatę za to poświęcenie wyślij mu tylko smsa - do widzenia, drogi jeleniu, koniec naszej owocnej współpracy! Tym zabawniejsze będzie jego zaskoczenie, tym śmieszniejsze jego żałosne pretensje. Umowę jakąś jeleń drogi ma? Na białym czarno napisane, że cokolwiek robił i że cokolwiek mu się należy? Nie ma, więc proszę drogiego jelenia, proszę nie męczyć mnie swymi niesłusznymi pretensjami, swymi bajaniami i żalami. Ha, ha, ha.
W międzyczasie jest wiele możliwości robienia drobnych biznesików, nie będę zanudzał drogiego czytelnika ich opisami. Dodam tylko, że jak będziesz miał okazję na swym anonimowym forum przyłapać piszącego gościa z konkurencji, udup go, udup jak tylko możesz - ujawnij jego prawdziwą tożsamość, pokaż publicznie jego wpisy, nazwij łajdakiem i w redakcyjnym komentarzu napisz, że takich bezczelnych cwaniaków trzeba się ze świata lekkiej atletyki pozbyć. Oczywiście nie wspomnij przy tym, że jest on twoją konkurencją i że sam krytykujesz na forum innych, używając kilku fikcyjnych kont - bo takie wspominanie jest poniżej twej godności, podobnie jak zarzuty, że robisz to dla własnego interesu. Co ten plebs będzie ci tam buczał.
I tak drogi czytelniku, zrobisz prawdziwą karierę: od pucybuta do milionera, do biegowego guru z biegowego zera. Zaczynałeś z kilkoma dolarami w kieszeni, a teraz jesteś gość. Wykorzystane przez ciebie jelenie mogą popiskiwać nieśmiało - nieważne, teraz już ci nic nie zaszkodzi, bo ty jesteś ktoś, to ty władzę i media masz, a one tylko jeleniami są. Biznes się kręci, konto pęcznieje, a ty możesz w blasku i chwale dożywać jasnego końca swych dni. Cenzuruj tylko forum na potęgę - jeśli ktoś krytykuje coś nie po twojej myśli, usuwaj, banuj, wyrzucaj. Jest oczywiście ryzyko, że niektórzy połapią się, o co w tym wszystkim chodzi i że odejdą z twojego biegowego forum i biegowej strony. Jeśli to tylko czytelniczy plebs, to trudno, jeśli przy okazji stracisz paru fachowców - też trudno. Teraz ty tu jesteś naczelnym fachowcem, ty i twoi koledzy. Żyjecie długo i szczęśliwie.
P.S. Oczywiście przedstawiona tu bajka o złym wilku i pożeranych jeleniach to tylko wytwór mojej chorej wyobraźni. Pod postaciami zwierząt nie kryją się ludzie, a jakakolwiek zbieżność z realnymi faktami jest absolutnie przypadkowa. Niektórzy z was pytają mnie, jak to możliwe, że nie jestem już dziennikarzem pewnego biegowego portalu, którym byłem do niedawna. Odpowiedź jest prosta - znudziło mi się. Dwa lata w takim portalu, stanowisko wicenaczelnego - prawdziwe nudy, naprawdę mnie to nie bawiło, ślęczeć nad tym nawet po kilkanaście godzin dziennie. O wiele przyjemniej jest pisać sobie na blogu i wymyślać tego rodzaju niestworzone historie.
Oceń
0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.
Zobacz także
Komentarze
31/07/2009, 14:02
0
0
Uwielbiam Twoje teksty Marcin. Szanuje Cie za elokwentne przedstawienie prawdy. Szkoda, ze takie sa realia, ale dzis za pianiadze ludzie zrobia wszystko.
Siedze daleko za oceanem i lubie w wolnej chwili czytac portale biegowe, a jeden w szczegolnosci jest tzn. BYL jednym z fajniejszych, ale nie mialem zielonego pojecia o krentackiej stronie i nieuczciwych zasadach pracy i organizacji w wewnetrznych strukturach pewnego, jak sie okazuje dochodowego biznesu.
Bajka ma wszystko co znalesc sie w niej powinno. Jest puenta, jest moral i zyciowa lekcja, z ktorej male dzieci powinny czerpac nauke.
P.S Gratuluje ostatnich zyciowek. Piotrek.
Siedze daleko za oceanem i lubie w wolnej chwili czytac portale biegowe, a jeden w szczegolnosci jest tzn. BYL jednym z fajniejszych, ale nie mialem zielonego pojecia o krentackiej stronie i nieuczciwych zasadach pracy i organizacji w wewnetrznych strukturach pewnego, jak sie okazuje dochodowego biznesu.
Bajka ma wszystko co znalesc sie w niej powinno. Jest puenta, jest moral i zyciowa lekcja, z ktorej male dzieci powinny czerpac nauke.
P.S Gratuluje ostatnich zyciowek. Piotrek.
31/07/2009, 14:11
0
0
witam...sugerujesz Nagor,ze Klein wylal cie sms-em? to byloby b.nieladnie,wydaje sie nawet calkiem sympatyczny na filmach/zdjeciach.Poza tym,jesli dobrze rozumiem przychody poratlu = ok 15 tys,minus jakies koszty, jednak generalnie wiecej niz dycha na miesiac? Fakt,etat musialby byc dobry,wiec z pracy lesniczy swoich jeleni moze smialo zrezygnowac:) szczegolnie ze czas pracy nienormowany.
nic tylko zakladac portal,jesli umie sie sciemniac/manipulowac.trzeba miec jednak odpowiednie predyspozycje...nie mozna byc zbyt porzadnym..:(
nic tylko zakladac portal,jesli umie sie sciemniac/manipulowac.trzeba miec jednak odpowiednie predyspozycje...nie mozna byc zbyt porzadnym..:(
02/08/2009, 23:47
0
0
czesc, sluchaj super wpis, ale historia godna pozalowania dla oszusta!! Zostalem podobnie oszukany kiedys:) masz moze gg albo maila? chetnie dowiem sie wiecej szczegołów na temat oszustwa gdyż zainteresowalo mnie po prostu sposob jego oszustwa. ODezwij sie w wolnym czasie atobmoves@gmail.com
03/08/2009, 00:36
0
0
To ważne info jest. Zupełnie nie rozumiem dlaczego to wszystko spowite jest zasłoną przypowieści o jeleniach. Jednak wolałbym wprost, mimo że wszystko rozumiem. Tak czy inaczej, kilkakrotnie na rzeczonym forum twierdziłem, że nie wszystko jest z portalem ok, i w końcu dowiedziałem się, że nie jestem paranoikiem ;-) Hura!
03/08/2009, 09:38
0
0
Dzięki wszystkim za komentarze. Dostałem wiele psychicznego wsparcia z różnych stron, a co ciekawe - nagle okazało się, że wszyscy wiedzieli, przeczuwali, że tak będzie, mieli własne podejrzenia itd. ; )
Cała sprawa wyszła mi w pewnym sensie na dobre - wyrwałem się z tego bagna, robię to, co lubię...
pozdrawiam wszystkich!
Cała sprawa wyszła mi w pewnym sensie na dobre - wyrwałem się z tego bagna, robię to, co lubię...
pozdrawiam wszystkich!
Skomentuj
Blog - nowe komentarze
Blog - nowe video


stara prawda:
niezależnie (no, prawie) co robisz, jest super, póki działasz z innych przyczyn, niż tylko dla kasy. zresztą z bieganiem jest podobnie.
dlatego coś czuję, że jelenie mają więcej zabawy i nauki z tego całego przedsięwzięcia, niż leśniczy. a jak jelenie przyzwoicie jadają w innym lesie, wszyscy są zadowoleni.
---------------------------------------------------------------------------------------
albo inaczej.
czy uważasz, że np Sławomir Marszałek czuje się oszukany, tak jak ty?
nie wiem, czy za swoje (btw bardzo dobre i pomocne) artykuły dostał jakieś pieniądze, ale nawet jeśliby dostał, na pewno ta suma różnicy Mu nie robi.
zdrówko Nagor.