19
02/2009
00:00
Po śmierci Kamili Skolimowskiej wielu kibiców zadaje sobie pytanie - czy jej śmierć jest konsekwencją uprawiania wyczynowo sportu? Czy sport wyczynowy jest tak niezdrowy, jak się go maluje? Niedawno w lekkiej atletyce doszło do podobnej tragedii - w wieku 26 lat zmarł znakomity niemiecki 800-metrowiec Rene Herms.
Uważam, że niekoniecznie. Zastanówmy się, czy wieloletnie nadużywanie alkoholu, wieloletnie niedosypianie, życie w stresie, niezdrowe odżywianie się, przepracowywanie, czyli to, co dotyka znaczną część społeczeństwa - czy nie są równie obciążającymi czynnikami co wyczynowy sport? Uważam, że tak, dlatego nie sądzę, aby samo uprawianie sportu na wysokim poziomie było jakoś szczególnie niebezpieczne. W tym wypadku sportowcy są wręcz uprzywilejowani - wysypiają się, dużo odpoczywają, starają się zdrowo odżywiać. Wszystko po to, aby szybciej regenerować organizm. Dlatego zanim wydamy wyrok na wyczynowy sport, sprawdźmy, jak wyglądają statystyki śmiertelności w tej części społeczeństwa w podobnym wieku, która nie uprawia sportu.
Równocześnie trudno nie zgodzić się ze stwierdzeniem, że wyczyn jest obciążeniem dla organizmu. Trening polega na wpędzeniu organizmu w kryzys, w stan alarmowy, zniszczeniu go, aby odbudował się mocniejszy. Można w tym procesie przesadzić, przemęczyć się, to pierwsze ryzyko. Można ulec kontuzji, to ryzyko drugie. Ale najgorsze jest co innego.
Sportowcy od zawsze próbują podnieść swoje zdolności wysiłkowe poprzez dziwne eksperymenty. Skrajnością jest doping, ale i w ramach dozwolonego wspomagania organizm przeciętnego polskiego sportowca jest przeciążany ponad miarę. Niepotrzebne, bo nieskuteczne pożeranie kilogramów witamin, odżywek, manipulacje wagą, trenowanie w czasie choroby - to najczęstsze błędy. Do tego sportowiec, pewny swej siły i niezniszczalności, kiedy już się bawi - bawi się bez umiaru, czuje się wszechmocny. Wreszcie - przyzwyczajony do ciągłego życia z bólem atleta lekceważy objawy choroby. Przecież Kamila także przed swoją śmiercią czuła się źle. Nie poszła jednak do lekarza, nie wiadomo zresztą, czy miała do niego dostęp na obozie. Znając polskie realia, myślę, że nie miała, poza tym kadrowi lekarze znają się na wielu sprawach, ale na pewno nie na leczeniu chorób.
Sam sport jest więc zajęciem ciężkim, czasami niebezpiecznym - ale jednak w rozsądnych granicach. Prawdziwie niebezpieczne jest niewłaściwe podejście do sportu, niewłaściwe życie pozasportowe.
I tu dygresja - polscy sportowcy nie mogą liczyć na szkolenie związane ze zdrowym odżywianiem. Nie mogą liczyć na opiekę lekarską, często są nieubezpieczeni (ja byłem nieubezpieczony przez kilka lat). Badania sportowe dla osoby powyżej 21 roku życia są płatne - to jest paranoja! Nikt sportowcom nie mówi, jak mają żyć, jak odpoczywać. Goni się ich do ciężkiego treningu, a resztę załatwiają na własną rękę, dowiadując się, jak się odżywiają i regenerują inni. Sportowcy są chętni do wszelkiego rodzaju hazardu - dziwnych diet, dziwnych wspomagaczy, chińskich korzeni itp. Wiara w cuda jest powszechna, nawet wśród sportowców-amatorów.
I to, w połączeniu z ciężkim treningiem, jest prawdziwym ryzykiem w naszym sporcie. Nie rozumiem, dlaczego od wielu lat, mimo dostępności internetu, dzięki któremu można np. przeprowadzać sportowcom szkolenia zdrowotne, nic się w tej materii nie zmienia.
Uważam, że niekoniecznie. Zastanówmy się, czy wieloletnie nadużywanie alkoholu, wieloletnie niedosypianie, życie w stresie, niezdrowe odżywianie się, przepracowywanie, czyli to, co dotyka znaczną część społeczeństwa - czy nie są równie obciążającymi czynnikami co wyczynowy sport? Uważam, że tak, dlatego nie sądzę, aby samo uprawianie sportu na wysokim poziomie było jakoś szczególnie niebezpieczne. W tym wypadku sportowcy są wręcz uprzywilejowani - wysypiają się, dużo odpoczywają, starają się zdrowo odżywiać. Wszystko po to, aby szybciej regenerować organizm. Dlatego zanim wydamy wyrok na wyczynowy sport, sprawdźmy, jak wyglądają statystyki śmiertelności w tej części społeczeństwa w podobnym wieku, która nie uprawia sportu.
Równocześnie trudno nie zgodzić się ze stwierdzeniem, że wyczyn jest obciążeniem dla organizmu. Trening polega na wpędzeniu organizmu w kryzys, w stan alarmowy, zniszczeniu go, aby odbudował się mocniejszy. Można w tym procesie przesadzić, przemęczyć się, to pierwsze ryzyko. Można ulec kontuzji, to ryzyko drugie. Ale najgorsze jest co innego.
Sportowcy od zawsze próbują podnieść swoje zdolności wysiłkowe poprzez dziwne eksperymenty. Skrajnością jest doping, ale i w ramach dozwolonego wspomagania organizm przeciętnego polskiego sportowca jest przeciążany ponad miarę. Niepotrzebne, bo nieskuteczne pożeranie kilogramów witamin, odżywek, manipulacje wagą, trenowanie w czasie choroby - to najczęstsze błędy. Do tego sportowiec, pewny swej siły i niezniszczalności, kiedy już się bawi - bawi się bez umiaru, czuje się wszechmocny. Wreszcie - przyzwyczajony do ciągłego życia z bólem atleta lekceważy objawy choroby. Przecież Kamila także przed swoją śmiercią czuła się źle. Nie poszła jednak do lekarza, nie wiadomo zresztą, czy miała do niego dostęp na obozie. Znając polskie realia, myślę, że nie miała, poza tym kadrowi lekarze znają się na wielu sprawach, ale na pewno nie na leczeniu chorób.
Sam sport jest więc zajęciem ciężkim, czasami niebezpiecznym - ale jednak w rozsądnych granicach. Prawdziwie niebezpieczne jest niewłaściwe podejście do sportu, niewłaściwe życie pozasportowe.
I tu dygresja - polscy sportowcy nie mogą liczyć na szkolenie związane ze zdrowym odżywianiem. Nie mogą liczyć na opiekę lekarską, często są nieubezpieczeni (ja byłem nieubezpieczony przez kilka lat). Badania sportowe dla osoby powyżej 21 roku życia są płatne - to jest paranoja! Nikt sportowcom nie mówi, jak mają żyć, jak odpoczywać. Goni się ich do ciężkiego treningu, a resztę załatwiają na własną rękę, dowiadując się, jak się odżywiają i regenerują inni. Sportowcy są chętni do wszelkiego rodzaju hazardu - dziwnych diet, dziwnych wspomagaczy, chińskich korzeni itp. Wiara w cuda jest powszechna, nawet wśród sportowców-amatorów.
I to, w połączeniu z ciężkim treningiem, jest prawdziwym ryzykiem w naszym sporcie. Nie rozumiem, dlaczego od wielu lat, mimo dostępności internetu, dzięki któremu można np. przeprowadzać sportowcom szkolenia zdrowotne, nic się w tej materii nie zmienia.
Oceń
0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.
Zobacz także
Skomentuj
Blog - nowe komentarze
Blog - nowe video
