30
12/2008
00:00
Czas na update. Kolejny tydzień minął, kolejne biegania, kolejne kilometry. Niedawno liczyłem, ile przebiegłem kilometrów w czasie całej mojej biegowej kariery. Nie jest to jakaś oszałamiająca liczba - 30 kilka tysięcy kilometrów, kiedyś biegałem jednak zdecydowanie mniej niż teraz. Jeszcze z rok brakuje mi do obiegnięcia Ziemi po równiku. Wciąż nad tym pracuję.
Wydarzeniami ostatnich dni było wyleczenie się z przeziębienia, zmagania z bolącym kolanem oraz... 30km rozbiegania. Zrobiłem to kilka dni temu, przebiegłem 30km i to w dość szybkim tempie, bo po 4.40-4.20/km w terenie. Hamowałem się, ale potem biegło mi się bardzo dobrze. Co ciekawe, nie czułem specjalnie dużego zmęczenia, najwyraźniej jestem dużo mocniejszy niż np. rok temu, kiedy miałem problemy z przebiegnięciem 24km. Ale to długie rozbieganie przypłaciłem jednym paznokciem, który podszedł krwią od ucisku gdzieś tam. Drugi lekko boli, a za jakieś dwa dni planuję kolejną tego typu wyprawę, więc nie wiadomo, jak to będzie.
Równocześnie trwają moje bezlitosne testy butów, bardzo proste, bo polegające na tym, że biegam w nich tak długo, aż się rozpadną. 30km zrobiłem w Kalenji Kapteren XT, to but, który ma na liczniku już prawie 2200km i trzyma się dzielnie. Oprócz tego wieczorami męczę na ulicy Pumy Infinitus, które w nienaruszonym stanie dociągają do 1200km, a w teren zabieram często Pumy Betasso z Gore-texem, które przebiegły na razie skromne 350km.
W tym roku poznałem biegowe modele Pumy i stałem się ich fanem. Naprawdę skubanie dobre buty, kto by się spodziewał po takiej modnej firmie, prawda? Zresztą cały ten rok stał pod znakiem eksploracji nieznanych mi marek, biegałem też w Woolfach, Kalenji i Jomie.
Treningowo czuję się bardzo dobrze, chociaż poranki są ciężkie, bo dociągam do szczytowego kilometrażu i trochę minie, zanim zacznę to znosić bezboleśnie. Kiedy wstaję, nogi boleśnie pulsują, właściwie boli wszystko, dodatkowo mocniejsze bóle: kolano, biodro, stopa. Ale czuję się o niebo silniejszy niż rok temu, ma to na pewno związek z ogólnym wybieganiem oraz tym, że jak dziki męczę ćwiczenia siły ogólnej, naprawdę robię tego dużo, na wszystkie partie ciała i w sposób bardzo urozmaicony. Do tego regularne rozciąganie. Nauczyłem się, że nie ma miejsca na skróty w tej dziedzinie. Jeśli np. z lenistwa nie rozciągałem łydek - to odzywają się bóle stopy z powodu wiecznie napiętych mięśni. I tak jest ze wszystkim.
Styczeń może być ciężki - monotonia, długie, wykańczające treningi, ciemność, zimno. Ale pogoda jest jak na razie znakomita jak na zimę, nie ma przeklętego śniegu! Do tego w Słupsku temperatura lekko powyżej zera, jest naprawdę dobrze.
Wydarzeniami ostatnich dni było wyleczenie się z przeziębienia, zmagania z bolącym kolanem oraz... 30km rozbiegania. Zrobiłem to kilka dni temu, przebiegłem 30km i to w dość szybkim tempie, bo po 4.40-4.20/km w terenie. Hamowałem się, ale potem biegło mi się bardzo dobrze. Co ciekawe, nie czułem specjalnie dużego zmęczenia, najwyraźniej jestem dużo mocniejszy niż np. rok temu, kiedy miałem problemy z przebiegnięciem 24km. Ale to długie rozbieganie przypłaciłem jednym paznokciem, który podszedł krwią od ucisku gdzieś tam. Drugi lekko boli, a za jakieś dwa dni planuję kolejną tego typu wyprawę, więc nie wiadomo, jak to będzie.
Równocześnie trwają moje bezlitosne testy butów, bardzo proste, bo polegające na tym, że biegam w nich tak długo, aż się rozpadną. 30km zrobiłem w Kalenji Kapteren XT, to but, który ma na liczniku już prawie 2200km i trzyma się dzielnie. Oprócz tego wieczorami męczę na ulicy Pumy Infinitus, które w nienaruszonym stanie dociągają do 1200km, a w teren zabieram często Pumy Betasso z Gore-texem, które przebiegły na razie skromne 350km.
W tym roku poznałem biegowe modele Pumy i stałem się ich fanem. Naprawdę skubanie dobre buty, kto by się spodziewał po takiej modnej firmie, prawda? Zresztą cały ten rok stał pod znakiem eksploracji nieznanych mi marek, biegałem też w Woolfach, Kalenji i Jomie.
Treningowo czuję się bardzo dobrze, chociaż poranki są ciężkie, bo dociągam do szczytowego kilometrażu i trochę minie, zanim zacznę to znosić bezboleśnie. Kiedy wstaję, nogi boleśnie pulsują, właściwie boli wszystko, dodatkowo mocniejsze bóle: kolano, biodro, stopa. Ale czuję się o niebo silniejszy niż rok temu, ma to na pewno związek z ogólnym wybieganiem oraz tym, że jak dziki męczę ćwiczenia siły ogólnej, naprawdę robię tego dużo, na wszystkie partie ciała i w sposób bardzo urozmaicony. Do tego regularne rozciąganie. Nauczyłem się, że nie ma miejsca na skróty w tej dziedzinie. Jeśli np. z lenistwa nie rozciągałem łydek - to odzywają się bóle stopy z powodu wiecznie napiętych mięśni. I tak jest ze wszystkim.
Styczeń może być ciężki - monotonia, długie, wykańczające treningi, ciemność, zimno. Ale pogoda jest jak na razie znakomita jak na zimę, nie ma przeklętego śniegu! Do tego w Słupsku temperatura lekko powyżej zera, jest naprawdę dobrze.
Oceń
0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.
Skomentuj
Blog - nowe komentarze
Blog - nowe video
