16
10/2008
00:00
Robię właśnie naleśniki, dwa spaliłem, wcześniej nie poszedłem na trening, bo deszcz i w ogóle, no i tak naszło mnie kilka refleksji natury biegowej. A właściwie to jedna, główna refleksja. Otóż, jak wiadomo, życie jest jak pudełko czekoladek, natomiast trening to coś podobnego do robienia naleśników. Sprawa jest niby prosta, prawda? Mamy jaja, mleko i mąkę, mieszamy to w odpowiednich proporcjach, wrzucamy na patelnię, poddajemy obróbce termicznej - i otrzymujemy pięknego naleśnika. Ale tylko w teorii. Czasami bowiem zamiast naleśnika jest klops. W sensie, że kicha. I to cała micha.
Spaliwszy dwa naleśniki, wpadłem w nastrój filozoficzny. W bieganiu jak wiadomo, mamy biegacza/biegaczkę, mamy trening, odpoczynek i dietę. Mieszamy to w odpowiedniej proporcji... a naleśnik się przypala! Dlaczego?
Otóż trening, moi drodzy, to przede wszystkim unikanie błędów. Powiedzmy sobie szczerze - są te mmole, pulsometry, zakwaszenie, ale to sumie pic na wodę. Bieganie to prosta sprawa, a żeby dobrze biegać, trzeba przede wszystkim biegać, a nie ciągle mówić o tym lub pisać na blogach jak co niektórzy. Unikanie błędów to sprawa znacznie ważniejsza niż to, czy w środę mamy biegać 400-tki czy tysiące albo czy robić siłę biegową przed czy po długim biegu. Zanim zaczniesz, czytelniku, wchodzić w naukową analizę treningu, skup się na podstawach. Weźmy pierwszy przykład z brzegu - zmęczenie. Jak się jest zmęczonym, to się odpoczywa, a nie biega, prawda? To niby takie proste i oczywiste, ale dlaczego tak rzadko stosowane w praktyce? Odpoczynek, kiedy jesteśmy zmęczeni, to zasada nr 1 w treningu.
To można oczywiście rozwinąć. Zrobiłeś mocny trening, to musisz odpocząć, nawet jeśli się nie czujesz zmęczony. Ja zawsze dwa dni po mocnym treningu symuluję trening, poczłapię trochę, kawałek przejdę, poprzeciągam się, wejdę do lasu, porzucam szyszkami - i wracam. I wiecie co? Wtedy jestem w najlepszej formie, po takim mikro- i makrocyklu. Dalej - masz zawody? To przed też trzeba odpocząć!
Mam wrażenie, że ta podstawowa zasada treningowa, zasada odpoczynku, jest najczęściej łamana. Dzisiejszy biegacz jest w niewoli planu treningowego, w niewoli zamierzonego kilometrażu, w żelaznym chwycie pulsometru. Nie odpocznie, bo mu wyjdzie 198 kilometrów w miesiącu, a mogłoby wyjść 215. Nie odpocznie, bo musi wyjść na trening. Bo kolega więcej zrobi niż on.
Ponieważ od jakiegoś czasu tworzę własną metodę treningową (jeszcze nie wiem, jak ją nazwę, czekam na propozycję, może "najlepsza metoda"? "królewska metoda"?), ujawniam: zasadą numer jeden w mojej metodzie jest zasada odpoczynku. Zmęczyłeś się - odpocznij. Czasem to będzie dzień wolny (lub tydzień), czasem dzień truchtu lub marszobiegu, czasem kilka dni truchtu - to już trzeba wyczuć. Ale im więcej w naszym treningu planów, techniki, nauki, tym częściej trzeba przypominać o takich oczywistościach. Pamiętajcie więc - trening jest jak naleśnik, choć prosty, to łatwo można go spieprzyć.
Cholera, dzwonię po straż pożarną.
Spaliwszy dwa naleśniki, wpadłem w nastrój filozoficzny. W bieganiu jak wiadomo, mamy biegacza/biegaczkę, mamy trening, odpoczynek i dietę. Mieszamy to w odpowiedniej proporcji... a naleśnik się przypala! Dlaczego?
Otóż trening, moi drodzy, to przede wszystkim unikanie błędów. Powiedzmy sobie szczerze - są te mmole, pulsometry, zakwaszenie, ale to sumie pic na wodę. Bieganie to prosta sprawa, a żeby dobrze biegać, trzeba przede wszystkim biegać, a nie ciągle mówić o tym lub pisać na blogach jak co niektórzy. Unikanie błędów to sprawa znacznie ważniejsza niż to, czy w środę mamy biegać 400-tki czy tysiące albo czy robić siłę biegową przed czy po długim biegu. Zanim zaczniesz, czytelniku, wchodzić w naukową analizę treningu, skup się na podstawach. Weźmy pierwszy przykład z brzegu - zmęczenie. Jak się jest zmęczonym, to się odpoczywa, a nie biega, prawda? To niby takie proste i oczywiste, ale dlaczego tak rzadko stosowane w praktyce? Odpoczynek, kiedy jesteśmy zmęczeni, to zasada nr 1 w treningu.
To można oczywiście rozwinąć. Zrobiłeś mocny trening, to musisz odpocząć, nawet jeśli się nie czujesz zmęczony. Ja zawsze dwa dni po mocnym treningu symuluję trening, poczłapię trochę, kawałek przejdę, poprzeciągam się, wejdę do lasu, porzucam szyszkami - i wracam. I wiecie co? Wtedy jestem w najlepszej formie, po takim mikro- i makrocyklu. Dalej - masz zawody? To przed też trzeba odpocząć!
Mam wrażenie, że ta podstawowa zasada treningowa, zasada odpoczynku, jest najczęściej łamana. Dzisiejszy biegacz jest w niewoli planu treningowego, w niewoli zamierzonego kilometrażu, w żelaznym chwycie pulsometru. Nie odpocznie, bo mu wyjdzie 198 kilometrów w miesiącu, a mogłoby wyjść 215. Nie odpocznie, bo musi wyjść na trening. Bo kolega więcej zrobi niż on.
Ponieważ od jakiegoś czasu tworzę własną metodę treningową (jeszcze nie wiem, jak ją nazwę, czekam na propozycję, może "najlepsza metoda"? "królewska metoda"?), ujawniam: zasadą numer jeden w mojej metodzie jest zasada odpoczynku. Zmęczyłeś się - odpocznij. Czasem to będzie dzień wolny (lub tydzień), czasem dzień truchtu lub marszobiegu, czasem kilka dni truchtu - to już trzeba wyczuć. Ale im więcej w naszym treningu planów, techniki, nauki, tym częściej trzeba przypominać o takich oczywistościach. Pamiętajcie więc - trening jest jak naleśnik, choć prosty, to łatwo można go spieprzyć.
Cholera, dzwonię po straż pożarną.
Oceń
0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.
Zobacz także
Komentarze
24/10/2008, 12:57
0
0
dużo w tym racji, biegasz, męczysz się -odpoczywasz, jakiś czas temu biegałam, mój trener Kazał-to było dobre bo czułam się zmotywowana-biegałam, a z drugirj strony- Kazał- gdy to sprawiało mi ogromną mękę. Była i przyjemność , ale i męki. Ciągle zastanawiam się czy chcę to robić
naleśnik się uda- tylko z głową;)
fajna strona!
naleśnik się uda- tylko z głową;)
fajna strona!
08/11/2008, 10:28
0
0
a ja sie nie zgadzam. Trening ma cel - polepszyć technikę, skuteczność, ale też wydolność organizmu. Jak można tego dokonać, gdy odpoczywamy jeśli jesteśmy zmęczeni...? o to chodzi, żeby np. sobie postanowić, że w tym tyg biegnę po 5 km, w następnym 7 a potem 10. Jak można tego dokonać odpoczywając...? musi się człowiek trochę namęczyć, by były efekty. nie ma zmiłuj. albo można wykonywać ostry wysiłek, do tętna tak gdzieś 180, potem poczekać aż spadnie do 140 (taki powinien być ten odpoczynek - kilka minut... sekund:P) i znów wysiłkować się do 180. Wtedy to naprawdę się powiększa wydolność organizmu.
08/11/2008, 10:28
0
0
Masz rację. Ale tylko częściowo. Sa różne poziomy zmęczenia. Poza tym - wzrost wytrzymałości następuje, kiedy przyzwyczaja się organizm do pracy w pewnych zakresach, zmęczenie nie ma tu nic do rzeczy. W praktyce - sportowiec zawsze jest lekko zmęczony, ale kluczowe znaczenie ma tu słowo "lekko".
Skomentuj
Blog - nowe komentarze
Blog - nowe video


metodę nazwij anty -pzla , pozdrawiam