Dotrwałem jakoś do końca tygodnia. Co ciekawe, zaczęło mi się dobrze biegać, choć wykręciłem rekordowe od wielu miesięcy 136 kilometrów. Wczoraj biegałem z tatą, przeczłapaliśmy rekreacyjne 20km. A dzisiaj tak mnie nosiło, że doleciałem do swojego lasu, czyli 5km, tam pobiegałem znowu zabawę biegową na moim kilometrowych, lekko pofałdowanym odcinku - tym razem 10x1km na przerwie 1,5 minuty, a potem wróciłem znowu 5km. Przedwczoraj robiłem zaś siłę na podbiegach. Oczywiście cały czas pakuję również siłę ogólną i jak się wzmocnię, wyślę zdjęcie mojego bicepsa. ; )
Przygotowania przedświąteczne nie zajęły mi wiele czasu. Powiem więcej: w ogóle nie zajęły mi czasu. Kupiłem dziś tylko małą choinkę, wielkości 20cm. To wszystko.
Od czasu do czasu odzywa się mój przyczep achillesa, ale ćwiczę, pracuję nad nim relaksacją poizometryczną. Choć przyznam, że czasami mi się nie chce. Ale zmuszam się.
Wesołych Świąt!
