Czas napisać notkę, bo internetowi czytelnicy czekają, czekają, a ja nic nie piszę.
Ostatnie dni to powrót do w miarę normalnego biegania. Wcześniej czułem się jakiś taki słaby, ledwo przebiegałem dłuższe rozbiegania. Teraz jest lepiej. Biegam po nieużytkach i polach niedaleko swojego mieszkania, właściwie niemal po wyjściu z domu zaczynam biec. Ma to zalety, ale ma i wady - strasznie tam wieje, bo to otwarte pola, do tego po deszczu błoto jest potworne. Po 5km dobiegam do lasu i tam robię zasadnicze treningi. Najgorsze w tym jest to, że potem trzeba te 5km wrócić... W lesie odmierzyłem sobie odcinek 1km i tam śmigam ostatnio - jest to lekko krosowe, pofałdowane, po lekkim błotku.
Dzisiejszy trening był właściwie odpoczynkiem. Chciałem pobiegać mniej, bo ostatnie kilka dni nakręciłem kilometrów. Pobiegłem więc te 5km, gimnastyka, trochę ćwiczeń na nogi, a potem 2x1km po tym krosie na ożywienie, tempo 3.07 i 3.03. Dosyć mnie przytkało, muszę przyznać.
Wczoraj robiłem 7km, gimnastyka, 10 x 150m podbiegu i 5km do domu.
Przedwczoraj rozbieganie 20km, a dzień wcześniej 5km, potem 8x1km w tempie 3.25-3.14 (na krosie), przerwa 1,5 minuty.
Sporo też ćwiczę - brzuch, grzbiet, ręce, trzeba przypakować.
