Nadal jestem w treningu, nadal biega mi się ciężko. Pogoda: tragiczna. Potwornie wieje, wczoraj cały dzień lało. Jutro być może przebiegnę się rekreacyjnie w biegu przełajowym na 5km, ale jeszcze nie wiem. To zależy od pogody. Nawet jeśli będzie ciepło, nie mam zamiaru rozbierać się na start, dlatego nie nastawiam się na walkę. Na samą myśl o biegnięciu bez kurtki robi mi się zimno.
Dzisiaj po tym, gdy przebiegłem 5km i zrobiłem gimnastykę, na przetarcie przebiegłem trochę szybszy 1km - w 3.06. Nie zmęczyłem się jakoś bardzo, ale musiałem zakręcić trochę nogami, tym bardziej, że było to lekko pod górkę, po błotnistym terenie, gdzie omijałem kałuże. Potem wróciłem 5km do domu. Wiatr koszmarny.
To, co mnie wkurza, to mój achilles, a właściwie jego przyczep. Niestety, wciąż czuję ból. Gdy biegam w jednych butach, boli mnie przyczep, w drugich - dolna część kręgosłupa. A w całym Słupsku nie mogę dostać odpowiednich wkładek do butów.
No ale biegam, nie poddaję się.
