Tak, tak, nadal biegam, miałem kilka dni rozbratu z internetem, ale nie z treningiem. Przez ostatni tydzień podniosłem dawkę kilometrów do ponad 100 tygodniowo. Wczoraj zrobiłem jednak wolne, czułem się mocno zmęczony, zresztą dzień wcześniej byłem na imprezie, niewyspanie itd.
Powoli próbuję wrócić do większego objętościowo biegania, ale na razie idzie to z oporami. Równocześnie bowiem zwiększam dawkę siły biegowej i na zmęczonych nogach nie jestem w stanie przebiec więcej niż 18km. Po ostatniej 18tce ledwo doszedłem do domu. Dla odmulenia biegałem zaś któregoś dnia 2 x 3km w tempie po 3.27 i 3.26. Ale też było ciężko.
Dzisiaj chcę pierwszy raz w tym sezonie zmierzyć się z podbiegiem o długości 200m. Najpierw zrobię jakieś 8km rozbiegania, a potem siłę, może nawet metodą: 200m podbieg-200m skip. Nic bowiem tak nie wchodzi w nogi jak podbieg robiony na zmęczeniu ciężkim skipem.
Dla ciekawostki powiem, że mam potworne zakwasy w prawym barku i przedramieniu: ostatnio na imprezie urodzinowej u swojego chrześniaka przez 1,5 godziny rzucałem lotkami do tarczy i skończyło się to właśnie tak. Mam nawet problemy z pisaniem na klawiaturze...
Pogoda zaczyna być coraz większym problemem. Robi się ciemno, a co gorsza, w Słupsku od kilku dni wieje i pada. Brrr....
