Mimo końca sezonu na bieżni zdążyłem jeszcze złapać się na dwa biegi, z tego na jeden jako
kibic. Najpierw w Częstochowie pobiegłem na milę. Spędziłem zresztą miły
weekend, nocując u Rafała Snochowskiego. Potem bieg: było szybko, było
ciężko. Rafał wykręcił na rasie 4.00, ja 4.06, co oznacza ok 3.50 na
1500m po drodze. 2/3 trasy było lekko z górki, 1/3 lekko pod górkę, do
tego 2 zakręty po 180 stopni. Młodzi zaczęli wściekłym tempem, potem
Rafał jeszcze podkręcił i dlatego było tak szybko. Ale przyznam, że
kończyłem półżywy, z ogniem w płucach, było też dość chłodno, więc nieco zmarzłem.
Dowiedziałem się, że ponoć 2 lata temu, przy świetnej obsadzie,
zwycięzca uzyskał 4.07. W tym roku nasz bieg był wyjątkowo szybki.
Ale może to efekt luzu - w ostatnim tygodniu zrobiłem tylko 4 treningi (ale w tym wolny dzień tuż przed startem i dwa po).
No
i dzień później Run Warsaw. Impreza niesamowita, jeżeli chodzi o ilość
biegających. Wąż zielonych koszulek ciągnął się kilometrami, na metę
zawodnicy wpadali grubo ponad godzinę.
