Udało się skończyć dzisiejszy trening. Końcówkę biegałem już w zupełnych ciemnościach, na szczęście linie na stadionie są białe, można więc nie zboczyć, o ile ktoś nie ma skłonności do zboczeń.
Zacząłem od 6km, bardzo spokojnie, zacząłem na ok. 5min/km, skończyłem na 3.46/km, nie szalałem więc na końcu, czuję się bowiem jakiś wypluty. Wczoraj biegałem mocne rozbieganie, może to dlatego. No i potem wszedłem na te 5 x 200m. Jestem zadowolony, bo po przetarciu startami 27s biegałem dość swobodnie. Ale z drugiej strony nie mam już tego gazu, co w najlepszych sezonach. Nie mam już nawet tego gazu, co w kwietniu i maju, po zejściu z gór. Na ostatnim odcinku wycisnąłem tylko 25,66s, cieniutko, mój rekord na identycznym treningu to 24,09. Fakt, że biegałem 1.50 na 800m kiedy na 200m nie mogłem na treningu złamać bariery 26 sekund, ale to były inne czasy, powietrze było rzadsze i biegało się łatwiej.
